STRONA
GŁÓWNA


WARUNKI
REKLAMY


W NAJBLIŻSZYM
NUMERZE


KALENDARZ BRAŃ


PORADY PRAWNE


Dźwirzyno


W tym roku na zawodach spiningowych z małych łódek na Bałtyku spotkamy się w pierwszy majowy weekend nie jak zwykle w Darłowie, lecz w niedaleko położonym Dźwirzynie. Na tę zmianę wpłynęło kilka powodów.
Chcemy przedstawić polskim wędkarzom nowe łowisko, promować inny, wprawdzie nieodległy, ale bardzo odmienny nadmorski rejon, wreszcie wskazać miejsce, gdzie też jest przyjaźnie i gdzie ryb w pasie przybrzeżnym równie wiele. Siedem lat temu ukazały się w "Wędkarzu Polskim" pierwsze skromne informacje o wędkowaniu w Bałtyku z małych łódek. Wówczas wszystko było nowe. Byliśmy pewni tylko tego, że blisko brzegu też są ryby (małą łódką nie można wypływać daleko w morze). Widzieliśmy bowiem, że dużo ich mieli rybacy w swoich sieciach zarzucanych całkiem niedaleko brzegu. Były wśród nich także ryby słodkowodne. Pierwsze próby wędkowania wprawiły nas w zdumienie. Okazało się bowiem, że dorsze można łowić na siedmiu - dziesięciu metrach, a nie tylko z dużych kutrów na głębokości czterdziestu lub nawet siedemdziesięciu metrów. Podczas tych zwiadowczych rejsów przekonaliśmy się również, że na otwartym morzu jest więcej belon niż w zatokach Puckiej i Gdańskiej, a kilkanaście lat temu właśnie tam były nasze belonowe łowiska. Najpierw wyprawialiśmy się na nie w wynajmowanych rybackich łódeczkach, z czasem we własnych, z początku także wiosłowych. Później organizowano tam nawet zawody w łowieniu belon. Kolejne wyprawy parometrowymi łódeczkami na otwarty Bałtyk zmieniały nasze dotychczasowe wyobrażenia o wędkarstwie. Nie dlatego, że można było złowić dużo ryb, lecz dlatego, że zmieniły się sposoby połowu. Mocne wędki i ciężkie pilkery, niezbędne podczas łowienia dużych dorszy z kutrów, zastąpiliśmy kijami niemal szczupakowymi, a przynęty odchudziliśmy co najmniej o połowę, do pięćdziesięciu gramów. Zaczęliśmy samodzielnie polować, a nie z musu łowić tam, gdzie zatrzymał się kuter. W płytkich łowiskach szukaliśmy ryb na własne wyczucie, bo o wędkowaniu w strefie przybrzeżnej nikt nie mógł nam nic powiedzieć. Poznawaliśmy zwyczaje dorszy, "odkryliśmy" niezliczone ilości belon i nauczyliśmy się namierzać je wiosną kierując się temperaturą wody. Tęczaki i trocie zaczęliśmy łowić na troling.

<< powrót