
STRONA
GŁÓWNA

WARUNKI
REKLAMY

W NAJBLIŻSZYM
NUMERZE

KALENDARZ BRAŃ 
PORADY PRAWNE
|
|
Bójka o szczupaka
Działo się to w tych czasach, gdy Rzeczpospolita wielką potęgą była w Europie, a na tronie królewskim zasiadał Zygmunt III ze szwedzkiej dynastii Wazów. Wielkie, żyzne ziemie posiadał w swoich granicach kraj nasz ówczesny i lasy zwierza, grzybów i jagód pełne, a zapomnieć też nie można o rzekach oraz jeziorach w ryby najróżniejsze obfitujących. Tak więc kto żyw i czas miał, a na wojnę z Tatarami akurat nie wyruszył albo za własnymi interesami chodzić nie musiał, dary wspaniałej natury starał się smakować.
Mieszkał w tamtym właśnie czasie we wsi Wroceń nad Biebrzą szlachcic młody Maciej Wroczyński. Żonę miał piękną Dobrochnę i trzech synów jak malowanie: Stanisława, Herakliusza i Mikołaja. Gospodarowanie dobrze mu szło, tak że komora zawsze pełna była zapasów. Dwór, który mu po ojcu pozostał, pięknie odnowił, stajnie i obory pełne miał inwentarza, aż się ludzie nieraz zatrzymywali i w głowę drapiąc zastanawiali, czy aby jakie tajemne moce wpływu na to nie mają. Ale że wszyscy znali Wroczyńskiego jako człeka dobrego, nikt takich podejrzeń długo w sobie nie chował i machając ręką szedł dalej.
Miał jednak poczciwy Wroczyński słabość pewną, której się pozbyć nie umiał: uwielbiał łowić ryby. Z wielką chęcią się temu zajęciu oddawał, a i synków swoich do niej przyuczał. W pobliskim Dolistowie mieszkał niejaki Alojzy Żurakowski, ongiś rejent, który po długim i obfitującym podobno w szaleństwa życiu stołecznym osiadł był na łonie natury. Ten to imć Żurakowski także był wędkarzem zawołanym, który wszem i wobec rozgłaszał, że nie ma w całej Koronie drugiego takiego łapacza ryb jako on, a Wroczyński może co najwyżej wędziska za nim nosić.
<< powrót
|