Ostatnie komentarze


Przejdź do artykułu»
Dodano: 01-10-2017 przez Alex
Artykuł i zawarte w nim wskazówki na dobrym poziomie, choć nie ze wszystkim mogę się zgodzić, m. in. uważam, że drop shot = wklejanka, ale to zależy od osobistych upodobań wędkarza. Druga sprawa to napięcie linki, uważam że nie jest ono konieczne tak jak w tradycyjnym spinningu, a według mnie wręcz niepożądane, ryba biorąc nie powinna odczuć oporu, bo puści przynętę zanim zdążymy ją zaciąć, więc niewielki - zaznaczam niewielki - luz powinien być zachowany, na pewno zdążymy zaciąć przy oznace pierwszego "odjazdu" linki, a nawet ugięcia szczytówki (dla tego wklejanka). Zresztą niewielki luz jest nieunikniony z uwagi na czynniki zewnętrzne, wiatr, prąd wody itp. Po trzecie, nie żyłka, lecz plecionka ze względu na jej nierozciągliwość, co ułatwi zacięcie przy zasadzie pozostawiania niewielkiego luzu linki, poza tym stosując plecionkę w "żarówiastym" kolorze będziemy doskonale widzieli każdy jej nienaturalny ruch.
Wyjątkowy niesmak odczułem patrząc na martwego, pięknego sandacza prezentowanego na balkonie, to niegodne prawdziwego pasjonata wędkarstwa. Ten sandacz mógł wydać jeszcze całe rzesze potomstwa, które po podrośnięciu mogło cieszyć innych wędkarzy...
«poprzedni   

List od redakcji

Pozwalam sobie przedstawić Czytelnikom obecną sytuację Miesięcznika „Wędkarz Polski”.

We wrześniu mijającego roku ukazał się ostatni numer „Wędkarza Polskiego”, pisma mającego dwudziestoletnią tradycję. Jako jego wydawca i redaktor naczelny zmuszony byłem podjąć decyzję o zaprzestaniu wydawania miesięcznika z powodów finansowych. Stało się to niespodziewanie, gdy kończyliśmy w redakcji pracę nad numerem grudniowym, w okolicznościach dla mnie i wielu moich współpracowników dramatycznych. Bezpośrednią przyczyną kłopotów finansowych, w jakie popadliśmy, były nadużycia finansowe i trwające od długiego czasu zaniedbania jednej z pracujących w redakcji osób. W tej sprawie złożyłem na policji doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa i w chwili obecnej śledztwo nadzoruje Prokuratura.

W trosce o Czytelników robię jednak wszystko, by znaleźć nowego wydawcę i by „Wędkarz Polski” ukazywał się nadal. Nie wątpię, że moje starania zostaną uwieńczone sukcesem, wszak na rynku prasy hobbystycznej nasz magazyn miał ugruntowaną pozycję, a nakład ksześćdziesięciu tysięcy egzemplarzy pozwalał utrzymywać się mimo niewielkiej ilości reklam. Martwię się jednak o to, czy „Wędkarz Polski” w nowych rękach zachowa swój unikalny charakter, czy nie stanie się jednym z wielu coraz bardziej podobnych do siebie tytułów wydawanych przez wielkie medialne koncerny. Gdyby tak się stało, oznaczałoby to zaprzepaszczenie dorobku wszystkich, którzy przez lata współtworzyli gazetę i nadali jej obecny kształt.

Od samego początku bowiem „Wędkarz Polski” pomyślany był jako coś więcej niż przedsięwzięcie komercyjne. Po części dlatego, że wędkarstwo i rybactwo uważaliśmy w gronie współtwórców miesięcznika za rzecz ważną – nie tylko hobby czy część gospodarki, ale składnik kultury materialnej narodu – po części zaś, bo na wydawanie gazety patrzyliśmy jak na rodzaj misji, misji edukacyjnej.

W naszym gronie znaleźli się więc naukowcy znani w Polsce i na świecie, profesorowie: etnograf Wojciech Olszewski, prawnik Wojciech Radecki, biolog Andrzej Witkowski, doktorzy: Jan Błachuta, Zbigniew Golubski, Szymon Kamionka. Dzięki nim „Wędkarz Polski” nie był wyłącznie gazetą o łowieniu ryb. Publikowaliśmy w każdym numerze artykuły o prawnych aspektach wędkarstwa, rybactwa oraz ochrony środowiska wodnego; drukowaliśmy fragmenty unikalnych prac etnograficznych (prof Marii Prufferowej, F. Glogera i B. Ślaskiego); opisy łowisk wzbogacaliśmy zawsze informacjami o historii i walorach kulturowych najbliższej okolicy. Wydawaliśmy także przedruki książek z pionierskich okresów polskiego wędkarstwa, z przełomu XIX i XX wieku.

Ogromną wagę przykładaliśmy do odzyskiwania przez społeczeństwo, po półwieczu komunizmu, poczucia własnej podmiotowości. Inspirowaliśmy więc zakładanie własnych stowarzyszeń wędkarskich, niezależnych od odziedziczonych po PRL-u struktur Polskiego Związku Wędkarskiego. Umieszczaliśmy na naszych łamach wzorcowe statuty, zachęcaliśmy ludzi do samoorganizowania się. Efektem jest kilkaset stowarzyszeń wędkarskich w całym kraju, którym pokazywaliśmy drogę w czasach, kiedy o samorządzie nie tylko się mówiło mało, wręcz każdego kto za nim optował niszczyło by zachować stary, odgórny sposób sprawowania władzy.

Zmarnowanie dorobku „Wędkarza Polskiego” uważałbym za osobistą porażkę, ale również za porażkę pewnych ważnych idei. Szukam więc sposobów, by miesięcznik ten pozostał tym czym jest: jedynym niezależnym pismem wędkarskim w Polsce, nie należącym ani do wielkiego koncernu medialnego, ale współpracował ze wszystkimi którym na sercu leży dobro.

Proszę zatem Czytelników o wszelkie możliwe formy pomocy: sugestie, skontaktowanie z życzliwymi i podobnie myślącymi ludźmi, polecenie godnych zaufania partnerów.

Nie wiem czy w historii wydawnictw rzecz taka miała miejsce, ale przyszłym właścicielem „Wędkarza Polskiego” nie musi być jedna osoba, koncern, wydawnictwo lub organizacja. Początkowo, z prostego powodu, nie brałem takiego rozwiązania pod uwagę. Wcześniej bowiem nigdy nie słyszałem żeby ktoś wystawił dochodowy tytuł na sprzedaż dla grupy, na razie bezimiennych, przyszłych właścicieli. Teraz to robię dlatego, że może się okazać dobrym rozwiązaniem.

W każdym wydania miesięcznika przyświecała nam dewiza „Magazyn wszystkich wędkarzy”, o czm każdy Czytelnik miał okazję się przekonać. Nie pisaliśmy o sobie tylko o naszej społeczności i wspólnych sprawach. Prezentowaliśmy miejsca i wędkarzy, których warto było poznać, do których bez naszego miesięcznika albo byśmy się nie dowiedzieli lub nigdy do nich nie dotarli. Prawne porady też wszystkim nam służyły, a w ogóle „Wędkarz Polski” rozwijał się dzięki Czytelnikom, bowiem sprzedaż egzemplarzowa stanowiła podstawowe źródło dochodu. Może więc wśród Państwa znajdą się osoby, które chciały kontynuować dotychczasowy dorobek. Posiadając odpowiednie środki możemy zbudować począwszy od spółki akcyjnej do stowarzyszenia, którego statutowym celem stanie się wydawanie miesięcznika. Może się uda, w każdym bądź razie napiszemy kolejny rozdział polskiego wędkarstwa.

Proszę o propozycje i sugestie pod e-mailowy adres: redakcja@wedkarz.pl

Dziękuję,                  

Wiesław Dębicki

Szanowni Państwo

We wrześniu mijającego roku ukazał się ostatni numer „Wędkarza Polskiego”. Po blisko dwudziestu latach zmuszony byłem podjąć decyzję o zaprzestaniu wydawania miesięcznika z powodów finansowych. Stało się to niespodziewanie, gdy kończyliśmy już pracę nad numerem grudniowym, i w okolicznościach dla mnie i wielu moich współpracowników dramatycznych. Mam bowiem podstawy sądzić, że bezpośrednią przyczyną kłopotów finansowych, w jakie popadliśmy, były nadużycia finansowe i trwające od długiego czasu zaniedbania jednej z pracujących w redakcji osób. W tej sprawie złożyłem na policji doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

W żadnym wypadku nie zdejmuje to jednak ze mnie osobiście odpowiedzialności za dalsze losy tytułu. Dokładam wszelkich starań, by znaleźć nowego wydawcę i by „Wędkarz Polski” ukazywał się nadal. Czynię to z myślą o wszystkich, którzy przez lata współtworzyli ten tytuł, nadali mu obecny kształt, przyczynili się do tego, że miał on tysiące wiernych Czytelników.

Przede wszystkim jednak myślę o Czytelnikach. Wszystkich Państwa szczerze przepraszam. Prenumeratorów, którzy nie otrzymali zamówionych numerów – Państwa roszczenia zaspokajane będą stopniowo, jednak dopiero po spłacie zobowiązań mających pierwszeństwo ze względu na przepisy prawa i decyzje komornicze. Przepraszam w szczególności tych, którym w dobrej wierze przekazywaliśmy przez telefon lub drogą mailową informacje, że za opóźnienia lub brak „Wędkarza Polskiego” w prenumeracie i w kioskach odpowiadają pośredniczące między nami a Państwem instytucje. Przepraszam też tych, którzy nie mogli się z nami skontaktować, gdy odcięto nam telefony i dostęp do poczty elektronicznej. Uprzejmie proszę o przekazanie przeprosin oraz zawartych w niniejszym liście wiadomości wszystkim, o których wiedzą Państwo, że byli naszymi Czytelnikami, a do których nie możemy dotrzeć, nie mając ich adresów.

Dziękuję za słowa otuchy od wielu spośród Państwa, z którymi rozmawiałem bądź korespondowałem w ostatnich tygodniach. Ufam, że „Wędkarz Polski” powróci w niedługim czasie do Państwa rąk.

Wszelkie informacje o dalszych losach „Wędkarza” znajdą Państwo na naszej ponownie uruchomionej stronie www.wedkarz.pl

wydawca i redaktor naczelny
Wiesław Dębicki

PS
Dzisiaj nie szukamy odpowiedzi na pytanie, jak doszło do tego, że z dnia na dzień staliśmy się bankrutami? To już wiemy. Po prostu robiliśmy gazetę, zbyt dużym zaufaniem obdarzając osobę, która zajmowała się finansami. Teraz musimy oszacować skalę strat i dostarczyć policji dowodów. Wiele z nich jest w dokumentach firmy, inne mogą być w rękach Państwa. Prosimy tych Czytelników, którzy kupowali u nas koszulki, czapeczki, noże fińskie, książki prof. Wojciecha Radeckiego, miesięczniki z dawniejszych wydań i wpłacali pieniądze przekazem pocztowym lub przelewem na inne konta niż podane o kontakt z redakcją.

Millennium Bank 22 1160 2202 0000 0000 6011 4412
Nordea Bank 1440 1156 0000 0000 0230 1342
1440 1156 0000 0000 0469 7448
Korespondencję proszę kierować na adres: ul. Buczacka 6E/6, 54-611 Wrocław.
Nasze e-maile: redakcja@wedkarz.pl lub wedkarzpolski.debicki@gmail.com
Telefon 71 791 30 14 lub 15.
Dziękujemy za pomoc.
fishbook.pl - Portal społecznościowy dla wędkarzy
Woblery Gusmana
Ta strona korzysta z plików cookie (ciasteczek) aby było Ci wygodniej z niej korzystać.     czytaj więcej»      ukryj