OKOLICE ŻYDOWA


Okolice Żydowa i Polanowa są piękne. Nie brak tu górek i dużych wzniesień, na przykład Gołogóra, która wznosi się na wysokość 217 m nad poziom morza, dolin, lasów, bezludnych polanek i piaszczystych traktów.



















Kwiecko to jezioro, które ma przynajmniej cztery zalety: malownicze położenie, obfitość wielu gatunków ryb, dobry dojazd i dużo możliwości noclegów. Jeśli ktoś kocha Bieszczady, a nie chce się tłuc przez całą Polskę, to niech przyjedzie tutaj. Okolice Żydowa i Polanowa są równie piękne. Nie brak tu górek (Gołogóra, 217 m n.p.m.), dolin, lasów, bezludnych polanek i piaszczystych traktów. Samo jezioro otoczone jest lasem sosnowym i brzozowo-bukowym. Tylko od strony wschodniej przylega do wsi Żydowo. Jeśli komuś znudzą się ryby jeziorowe, to zawsze może wyskoczyć na pstrągi. Są w Debrzycy (wpływa do Kwiecka) i Radwi (tu zaczyna swój bieg).
Kwiecko jest łowiskiem niezwykłym. Tutaj tracą moc wszystkie wędkarskie zasady. Jest to bowiem dolny zbiornik elektrowni szczytowo-pompowej Żydowo. Gdy zapotrzebowanie na energię elektryczną jest duże, woda ze zbiornika górnego (jest nim Jezioro Kamienne) spływa do Kwiecka i napędza turbiny. Kiedy w nocy energii jest nadmiar, pompy przerzucają wodę ze zbiornika dolnego do górnego. Z tego powodu wahania stanu wody w Kwiecku dochodzą do sześciu metrów. Tam, gdzie rano pływał nasz spławik, w południe może być tylko błoto. Nęcenie z brzegu często staje się bezcelowe. Po godzinie lub dwóch się okazuje, że grunt trzeba ustawiać na nowo. Ale dla wędkarzy elektrownia to nie tylko kłopoty i utrudnienia. To także pożytki. Zdarza się, że gdy w okolicznych jeziorach jest głuche bezrybie, w Kwiecku ryby biorą jak oszalałe. Zimą lód bywa tu rzadko, a i to jest kruchy i często pęka, szczególnie przy brzegach. Jeśli już zima jest mocna, połowy podlodowe kończą się zazwyczaj wiaderkiem okoni. Tak było cztery lata temu, gdy po lodzie jeżdżono końmi.
Wiosna zaczyna się tu na dobre około 15 - 20 kwietnia. Gdy słońce coraz mocniej grzeje, to na północnych brzegach możemy liczyć na niezłe brania płoci. Dobrym miejscem na wiosenne płocie jest głębia, niestety obetonowana, pod samym spustem elektrowni. Lato to najlepsza pora na leszcze, okonie i węgorze. Wtedy żyje całe Kwiecko. Wrzesień, październik i pierwsza połowa listopada to czas szczupaka i sandacza. O każdej porze roku, oprócz zimy, na Kwiecko dobrze jest przyjeżdżać z łodzią. Wtedy wahania poziomu wody nie będą nam przeszkadzały. Ale uwaga, nie zbliżajmy się zanadto do elektrowni!
Trzy koronne gatunki Kwiecka to okoń, płoć i leszcz. Okonie mają przeważnie po 10 - 20 cm, ale sztuki o wadze 1,5 kg też się zdarzają. Ciekawy sposób stosują miejscowi wędkarze. Gdy w północnej odnodze jeziora woda opada na tyle, że zostaje tylko w korycie rzeki, wyciągają podrywką małe płotki. Potem przenoszą się pod elektrownię albo wsiadają na łódź i łowią okonie lekkim zestawem na trzech - czterech metrach między kępami podwodnej roślinności. Można też łowić „na macanego” ze zwykłym robakiem na haczyku. Miejscowym wychodzi to dobrze, bo znają ukształtowanie dna i wiedzą, gdzie leżą wielkie kamienie. Gdy zauważymy taki głaz podczas odpływu, to możemy być pewni, że po podniesieniu się wody złowimy wokół niego 5 - 10 kryjących się tam pasiaków.
Wędkarze przyjezdni decydują się raczej na spining, ale z brzegu jest to trudne, nużące, a nawet niebezpieczne. Wahania wody  sprawiają, że brzegi są grząskie i muliste i możemy tam stracić wodery. Dwa lata temu znalazłem się nad Kwieckiem bez łódki. Z brzegu ryby brały nieźle. Po trzech godzinach miałem 2 szczupaki i 20 okoni, ale wykończyła mnie ciągła walka z grząskim mułem. Natomiast z łodzi łowi się komfortowo. Możemy wybrać dwa warianty. Albo posuwamy się łódką 20 - 30 m od brzegu i rzucamy na przemian to między roślinność, to w stronę płani, albo też kotwiczymy w pobliżu mrowiącego się stada drobnicy i czekamy, aż się tam pojawią okonie.
Woda w Kwiecku jest często mętna, dlatego przynęty też powinny być raczej matowe i niekrzykliwe. Najlepiej sprawdzają się przynęty gumowe wielkości 4 - 6 cm. Ich rodzaj i barwa zależą od tego, kiedy łowimy. W maju i pierwszej połowie czerwca najskuteczniejsze są małe rippery z czarnym lub niebieskim grzbietem na małych główkach; od połowy czerwca do 20 sierpnia (mniej więcej) - twistery żółte, zielone lub w kolorze motor-oil; po 20 sierpnia - małe kopyta. Blach można używać przez cały ten okres, ale najlepiej dopiero od sierpnia. Sprawdzone w Kwiecku obrotówki to Droppen Camou Red lub Relax 7 - 12 g, wahadłówki najlepiej pstrągowe, 6 cm, w kolorze miedzi lub złota.
Płoć w Kwiecku to pewniak przez cały rok, także zimą. Największe sztuki biorą wiosną pod elektrownią lub na przewężeniu zatoki w północnej części jeziora. Przynęta: białe robaki, chruściki, ciasto lub pęczak.
Gdy minie wiosna, płoć oddala się od brzegów i trzeba jej szukać tam, gdzie głębiej. Kłopot jest z zanętą, bo woda, ciągle zmieniając swój poziom, bełta ją i roznosi w różne strony. Zresztą z płociami jest podobnie. Gdy nagle poczują, że wody nad grzbietem mają coraz mniej, przepływają w inny rejon jeziora. Wędkarz nie ma wyboru, musi robić to samo. Letnia płoć najlepiej bierze na białe robaki lub ciasto. Jeśli chodzi o sprzęt, to wystarczy standardowy zestaw odległościowy na łódź i długi na 6 - 8 m bat do połowów z brzegu. Z naprawdę dużych płoci słynie Jezioro Górne (Kamienne), oddalone o 1,5 km, ale i w Kwiecku łowiono już sztuki ważące 1,60 kg. Więc gra jest warta świeczki.
Leszczy jest dużo. Ważą przeważnie 2 - 3 kg, ale 5-kilowe też się trafiają. Dla tych, co chcą łowić z brzegu, najlepsza jest zachodnia strona jeziora i zestaw ze sprężyną lub drgającą szczytówką. Jako przynęta króluje makaron, czerwony robak lub ziarna kukurydzy. Największe leszcze są jednak z dala od brzegu. Łódź kotwiczymy 10 - 15 m od zanęty i łowimy zestawem spławikowym na głębokości od 2,5 do 9 m. Leszcz najlepiej bierze od maja do września, w godzinach 6 - 7 i 16 - 20.
 Szczupaki łowimy tu już 1 maja, bo jezioro jest płytkie i szybko się nagrzewa. Dla tych, co łowią na żywca, najlepszą przynętą są płotki i okonki (15 - 18 cm), a dla spiningistów średnie kopyta i rippery. Przy połowach z łodzi polecam duże (niekoniecznie ciężkie) wahadłówki. Od sierpnia dobrze spisują się pływające woblery od 8 do 12 cm. Radzę używać przynęt z antyzaczepami. Rzucać można wszędzie, Kwiecko jest płytkie  i szczupaki stoją w wielu zaskakujących miejscach. Dobrze jest popłynąć na północny stok wyspy. Tam zawsze możemy liczyć na wymiarowego szczupaka.
W latach dziewięćdziesiątych do Kwiecka wpuszczono sandacze i sumy. Choć są tu i kamienie, i karcze, sandacze przyjęły się słabo. Czasem w pobliżu ośrodka wypoczynku biorą na żywca. Na przynęty sztuczne złowić je jeszcze trudniej. Niekiedy w sierpniowy poranek sandacz weźmie na wolno prowadzonego żółtego twistera.
Natomiast wielką atrakcją Kwiecka stał się sum. Łowiono już osobniki ważące 8 - 12 kg. Najlepszym miejscem jest zwężenie w północnej części jeziora. Sumy biorą na żywca, na małe leszcze i krąpie (20 - 25 cm). Nie wybierajmy się na suma ze zwykłym sprzętem. Proponuję żyłkę co najmniej 0,35, jeśli nie grubszą. Nie idzie o wielkość ryb, ale o zawady. Zaobserwowano, że sumy w Kwiecku rozwijają się prawidłowo i przystępują do tarła, a więc za parę lat będzie jeszcze lepiej.
Lina w Kwiecku łowimy od maja do września. Dobre do tego są wszystkie skupiska trzcin oraz zatoczka w zachodniej części jeziora. Liny są tu wypasione na ślimakach zalegających dno. Niech to będzie wskazówką, na co biorą najlepiej. Dobrą przynętą są też rosówki i ziemniaki. Pamiętajmy, że Kwiecko to jezioro niezwykłe i lin może też brać w godzinach całkiem dziwnych, na przykład blisko południa.
W Kwiecku są też węgorze. Ważą około kilograma. Brak większych osobników można wytłumaczyć tym, że jest to jezioro przepływowe. Kiedy węgorz osiągnie odpowiedni wiek, opuszcza Kwiecko i płynie Radwią w stronę morza. Bardzo dobrym miejscem połowu węgorza jest ujście Debrzycy w południowej części jeziora. Węgorze dobrze tu biorą na pęczek czerwonych robaków, rosówki i filety z płotek lub uklei.
Przy odrobinie szczęścia Kwiecko może nas obdarzyć niespodzianką w postaci potokowca lub tęczaka. Ryby te spływają do jeziora z Debrzycy i z hodowli w Kępinach. Czasem złowimy też karpia, nawet do 10 kg.



JEZIORO KAMIENNE

Jezioro Kamienne (w użyciu są też inne nazwy: Kamienno, Kamin, Górne) przywodzi na myśl jeziora amerykańskie lub kanadyjskie. Woda jest tu krystaliczna. Brzegi wysokie, pozapadane, twarde, żwirowo-piaszczyste, najczęściej stromo wbiegające w linię wody i dalej w dół do 8 - 10 m. Czasem wygląda to jak ogromny, zalany wodą krater.


Dużo tu kamieni i głazów. W części zachodniej dwie małe     wysepki. Długi, kilometrowy kanał sprawia wrażenie wejścia do morskiego portu. Dookoła brak wsi i pojedynczych domów. Jezioro otaczają lasy sosnowe, bukowe, olchowe i brzozowe.
Nie tylko z wyglądu słynie to jezioro. Przede wszystkim z ryb. Żyje tu ich wiele gatunków, a wszystkie dochodzą do dużych rozmiarów.
Wiosenną normą Kamiennego są płocie o wadze 60 - 80 dag. Każdego roku pada tu okaz co najmniej 1,5-kilogramowy. Duża płoć jest poławiana także spod lodu; na ciężkie mormyszki lub na mormyszki dowiązane do zestawu spławikowego. Wystarczy zimą znaleźć górkę i odpowiednio ją zanęcić. Jest tylko jeden kłopot: gruby lód na Kamiennym to rzadkość. Nawet w najsroższe zimy brzegi nie są zamarznięte. Sprawia to elektrownia szczytowo-pompowa Żydowo. Jednak nie brak śmiałków, którzy robią specjalne kładki, by wejść na niepewny lód lub, co jeszcze bardziej niebezpieczne, wchodzą na taflę po kołkach obok Ośrodka Wypoczynkowego w południowo-zachodniej części jeziora. Radzę nie brać z nich przykładu, tym bardziej że duże płocie biorą od wiosny do jesieni z brzegu.
Dla płociarzy Kamienne jest najbardziej atrakcyjne w połowie kwietnia, kiedy do aktywnego żerowania przystępuje płoć przedtarłowa, zwana podlodówką. Wędkarze zapełniają wtedy brzegi kanału i jego ujścia do jeziora. Najcięższe sztuki łowione są na drgającą szczytówkę. Potwierdzałoby to, że duże płocie biorą z dna. Na Kamiennym króluje jednak metoda odległościowa. Czasem jednak widać łowców z tyczkami długimi na 8 - 10 m. Płoć z Kamiennego jest wyrośnięta i zerwie zbyt cienką żyłkę. Dlatego polecam dobrej jakości linki o średnicy 0,12 - 0,14 mm, raczej bez przyponu. W okolicach kanału zaczep nam nie grozi. Wiosną najodpowiedniejszymi przynętami są larwy chruścików oraz białe i czerwone robaki. Do drgającej szczytówki poleciłbym kukurydzę lub groch.
Okonie biorą dobrze o każdej porze roku. Zimą najlepsze miejsca są około półwyspu przy dwóch wysepkach. Miejscowi łowią na duże i ciężkie błystki w kolorze ołowiu. Trafiają im się sztuki ważące 1,5 kg. Od maja najlepiej łowić na małe żywce lub spining. Zestaw powinien być mocny, ale lekki.
Dobrym miejscem na okonie jest ujście kanału po stronie prawej. Jeśli jednak ktoś lubi ciszę i samotność, powinien wybrać raczej wschodnią część jeziora. Tu można łowić dowolnymi metodami. Polecam dwie. Pierwsza: brodzenie w woderach ze spiningiem. Jako przynętę stosujemy ciężką wahadłówkę, obrotówkę lub przeciążoną gumę. Sposób drugi: spiningujemy z łodzi 20 - 30 m od brzegu. Nasze przynęty to średnie kopyta i obrotówki typu AGLIA nr 2 - 4. Rzucamy w stronę brzegu lub wzdłuż jego linii.
Z okoniami z Kamiennego wiąże się jedna z moich wędkarskich przygód. Pewnego majowego poranka złowiłem koło wysepki 4 okonie po ok. 70 dag. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie przynęta. Pierwsze trzy wzięły na ciasto, a czwarty na zarzucony na grunt makaron. I jeszcze ciekawostka. W roku 1958 łowiono w Kamiennym okonie o wadze 3,5 kg. Poświadczają to dokumenty.
Szczupaków jest dużo, przeważnie mają po 1 - 3 kg. Radzę łowić je tradycyjnie na żywca (płotka lub okonek). Nie zarzucajmy żywcówki zbyt daleko, bo 20 m od brzegu jest tu już 8 - 12 m głębokości. Nie twierdzę, że zarzucanie tam żywca jest bezcelowe, ale większe szanse mamy bliżej brzegu i na głębokości 3 - 5 m. Używajmy przyponów stalowych i cienkich, ale wytrzymałych. Zauważyłem, że wędkarze używający grubych przyponów w plastycznej otulinie mają brań mniej o połowę. Szczupaki łowi się tu też na świeże śledzie, w sposób podpatrzony na jeziorach skandynawskich. Do żyłki dowiązujemy systemik z poprzebijanymi śledziami średniej wielkości (1 - 2 sztuki). Łowimy z dużym obciążeniem metodą trollingu. Śledź wabi swoimi wydzielinami. Trzeba długo pływać, by coś złowić, ale efektem będzie szczupak ważący co najmniej 4 kg.
Bardzo dobrze na tym łowisku sprawdzają się duże cykady. Ich kolebiąca praca wyciągnęła już niejednego szczupaka spośród głazów, którymi usiane są brzegi Kamiennego. Najlepszą porą jest październik, a nawet ciepły listopad.
Sumy żyją tu od 10 lat. Zostały sprowadzone z hodowli nad Dolną Odrą. Niestety pierwsze zarybienia były masowo wyławiane. Młody sum, ledwie wpuszczony do nowej wody, był ufny i łapczywy. A że miał już 60 - 70 cm, to się tutejszym łowcom wydawał ogromny. Po pierwszych zarybieniach przyszły następne. Dziś łowi się tu już sumy ważące nawet 12 - 14 kg, ale nie ma ich dużo. Pocieszające, że przystępują już do tarła. Najlepiej łowić je latem przy ośrodku wczasowym lub w kanale elektrowni, na żywca (duża płoć lub krąpik).
Czysta woda sprawia, że sandaczy jest tu mało, ale za to trafiają się sztuki ważące 7 - 8 kg. Złowić je bardzo trudno. Najlepiej biorą od czerwca do września, na żywca, w północnej, kamienistej części jeziora.
Najwięcej węgorzy łowi się w sierpniu, przy ustabilizowanej pogodzie, 2 - 3 godziny po świcie. Najskuteczniejsza jest tradycyjna gruntówka z ciężarkiem. Na jakiej głębokości najlepiej biorą? Trudno orzec. Łowiłem je na dwóch, ale i na dziesięciu metrach, na ukleje, rosówki albo filety ze śledzi, szprotek lub makreli. Najciekawsze węgorzowe miejsca to okolice ośrodka wypoczynkowego i niekiedy kanał. Węgorze dążące na tarło wpadają do turbin elektrowni. Dlatego pracownicy energetyki mają węgorze zawsze świeże, ale pokiereszowane.
Inne ryby mają się tu również doskonale. Leszcze dochodzą do 5 kg. Kiedyś w lutym, schodząc już pod koniec dnia z lodu, spotkałem wędkarzy ze Szczecinka, którzy dopiero na lód wchodzili. Zapytałem co będą łowić. Odpowiedzieli, że leszcze. Z lekkim niedowierzaniem postanowiłem im towarzyszyć. Po dojściu do nęconych otworów zarzucili zestawy na głębokość 8 metrów. Jako przynęty używali białych robaków. Grunt ustawiali tak, by przynęta opierała się o dno. Około godz. 23 nastąpiło pierwsze branie. Po 20-minutowej walce na tafli lodu leżał piękny leszcz. Ważył dokładnie 4,30 kg. Do godziny trzeciej mieliśmy jeszcze siedem leszczy o wadze od 3,20 do 4,10 kg. Od tej pory, jeśli tylko lód jest mocny, i ja robię nocne wyprawy na leszcze. Gwarancją sukcesu jest nęcenie i wytrwałość.
 Latem bardzo dobrze łowi się leszcze na drgającą szczytówkę z koszyczkiem zanętowym. Najwięcej wędkarzy czatuje na nie u ujścia kanału lub w południowej części jeziora.
Liny są duże, ale płochliwe i ostrożne, więc trudno je złowić. Nieźle biorą w sierpniu, gdy są upały. Jeśli podamy im solidną rosówkę, to możemy liczyć na sztuki dochodzące do 2 kg.
Tutejsze karpie też są duże. Łowiono już sztuki o wadze 12 kg. Niestety jest ich mało i bardzo trudno je złowić. Kto chce spróbować, niech używa solidnego sprzętu. W ubiegłym roku kolega z Bobolic zaciął karpia (ok. 7 kg) na teleskop produkcji radzieckiej (tak tak, jeszcze wielu wędkarzy się nimi posługuje). Pękł jak sucha trzcina, a karp wyciągnął 100 m żyłki 0,18 i zerwał się jednym potężnym ruchem.
Lechosław Warzyński



Data publikacji: 21-09-2011    Kategoria: ŁOWISKO


Liczba komentarzy: 0        
fishbook.pl - Portal społecznościowy dla wędkarzy
Ta strona korzysta z plików cookie (ciasteczek) aby było Ci wygodniej z niej korzystać.     czytaj więcej»      ukryj