BOCZNY TROK NA PLECIONCE

Cokolwiek by rzec krytycznego o metodzie bocznego troku, to jednej zalety nie można mu odmówić: za jego pomocą najłatwiej ustalić, gdzie pływają okonie. Łatwo się je również łowi, tu jednak należy przyznać rację przeciwnikom tej metody, że na boczny trok biorą przeważnie małe okonie.

Kij z delikatną szczytówką, przeważnie tak zwana wklejanka, do tego cienka żyłka (dwunastka, najwyżej czternastka), mały haczyk, a na niego nanizany półtoracentymetrowy twisterek - to niemal wyłącznie spotykany zestaw do bocznego troku. Wyłom zrobili spiningiści startujący w zawodach. Śledziłem ich poczynania i widziałem, jak niemal w ciągu jednego sezonu udało im się boczny trok zdecydowanie zmienić. Ze sposobu namierzania okoni w ogóle zrobili narzędzie połowu samych dużych.

Gdy zestaw z bocznym trokiem jest zrobiony z żyłki, trzeba go ciągle wiązać, bo co parę rzutów urywa się albo ciężarek, albo haczyk z przynętą. Właśnie dlatego zawodnicy, których czas zawsze goni, zrobili zestaw z cienkiej plecionki. Nie był to jednak pomysł całkiem dobry. Wiadomo, plecionka jest wyporna i dobrze ją widać. Dlatego wiszącą na niej przynętę okonie atakowały niezbyt chętnie, ale dawały o sobie znać. Kolejnym krokiem była ponowna zmiana troku z haczykiem i przynętą; zrezygnowano z plecionki, do łask wróciła żyłka i to było świetne rozwiązanie. Nierozciągliwa plecionka dobrze wędkarza informuje, po jakim podłożu przesuwa się ciężarek, a okonie bez obawy atakują przynętę na haczyku uwiązanym do przejrzystej żyłki.

Korzyść z zestawu plecionka – żyłka jest wyraźna. W zaczepie urywany jest tylko sam haczyk lub trok z haczykiem, ołowiany ciężarek na ogół się z niego uwalnia. Po prostu przy wyrywaniu ciężarka możemy użyć sporej siły, bo jest uwiązany do plecionki. Mamy więc do wykonania tylko jeden węzeł, a nie trzy, jak się to dzieje z zestawami żyłkowymi.

Z czasem się okazało, że z kombinacji plecionka - żyłka wynika jeszcze jedna korzyść, co także wykryli zawodnicy. Do kamizelki przyszywają od wewnątrz futerko i wpinają w nie haczyki z dyndającymi żyłkami. Mają nawet po kilkadziesiąt takich kompletów z żyłkami o rozmaitej grubości i różnymi haczykami. Do namierzania ryb używają zestawu z najcieńszą żyłką, a gdy pojawiają się brania, przechodzą na coraz grubszą.

 

Każdy przyzwyczaja się do swojego kija. Jedna, druga, dziesiąta, wiele kolejnych złowionych nim ryb wyrabiają w naszej ręce pamięć, jak ryba bierze i kiedy powinniśmy zaciąć. W metodzie bocznego troku ważna jest obserwacja szczytówki. Tu z kolei mamy pamięć w oczach, wiemy więc, jak się szczytówka poddaje przy braniu.

To wszystko bardzo się zmieni, kiedy przejdziemy z żyłki na plecionkę. Wprawdzie pewien odcinek zestawu będzie elastyczny, ale to zbyt mało, żeby ryba zechciała wziąć całą przynętę do pyska i później dała się skutecznie zaciąć. Gdy więc zamierzamy łowić metodą bocznego troku z plecionką, przeprośmy się ze starymi szklanymi kijami, które pod lekkim obciążeniem wyginały się niemal do samej rękojeści. Popatrzmy łaskawym okiem na taniuśkie wklejanki wykonane w całości z włókna szklanego. Wstydu nie przyniosą.

Waldemar Rychter



Data publikacji: 10-11-2011    Kategoria: PORADNIK JUNIORA


Liczba komentarzy: 0        
fishbook.pl - Portal społecznościowy dla wędkarzy
Ta strona korzysta z plików cookie (ciasteczek) aby było Ci wygodniej z niej korzystać.     czytaj więcej»      ukryj