SANDACZ W NOCY

Nocne żerowanie sandaczy, czyli jak po śladzie trafić do zdobyczy.
Sandacze żerują o różnych porach doby. Zmienia się to w zależności od sezonu, oświetlenia, przejrzystości wody, zachowania się pokarmu,  jego  obfitości, a nawet faz księżyca.


Najaktywniej polują świtem i o zmierzchu*. Wtedy jest wystarczająco dużo światła, żeby sandacz, który wzrok ma bardzo czuły, mógł drobne ryby widzieć i skutecznie je atakować. Im z kolei trudniej się bronić, bo są to ryby dzienne i przy małej ilości światła widzą nie najlepiej. Gdy w zbiorniku jest dużo drobnicy aktywnej w dzień,  na przykład płoci, okoni lub uklei, sandacze, zamiast polować w nocy, mogą to robić właśnie o świcie i zmierzchu. Gdy natomiast ich głównym pokarmem są stynki, wtedy dopasowują się do nocnej aktywności tych ryb i same też żerują nocą.

obrazek

Żerowanie w nocy może też wynikać z innych przyczyn. W płytkich zbiornikach z przejrzystą wodą sandacze, przyzwyczajone do półmroku, za dnia nie czują się najlepiej. Przeszkadza im także hałas wywoływany przez ludzi (motorówki, żaglówki!). W księżycowe noce sandacze widzą, na tle nieco jaśniejszej powierzchni wody, przynajmniej zarys zdobyczy i mogą ją zaatakować. Wreszcie tam, gdzie pokarmu jest mało, muszą żerować niemal całą dobę, także w nocy. Noc zaś jest dla nich porą o tyle korzystniejszą, że drobnica bywa wówczas zdezorientowana i mało aktywna. Nocą, zwłaszcza w rzekach, drobne ryby gromadzą się na płyciznach w pobliżu brzegów. Tam właśnie szukają ich sandacze.

Gdy nie ma już wystarczającej ilości światła, a więc także w pochmurne i bezksiężycowe noce, wzrok zastępuje rybom przede wszystkim, choć nie wyłącznie, linia boczna. Szczupak, którego pozbawiono innych zmysłów prócz linii, atakuje przepływającą rybę z odległości 10 - 20 cm. Prawdopodobnie jednak wykrywa ją z większego dystansu. Ale i tak nie dorównuje w tym sumowi. W zupełnych ciemnościach potrafi on wykryć zdobycz z odległości, która stanowi aż 55 długości jej ciała. Jeśli więc płynąca rybka ma 10 cm, to sum może ją wykryć już wtedy, gdy jest od niego oddalona o 5,5 metra. Widać w tym mistrza nocnego polowania. Gdzieś pośrodku między szczupakiem a sumem muszą leżeć nocne myśliwskie zdolności sandacza.

Płynąca ryba zostawia w wodzie liczne ślady, które drapieżniki potrafią odnaleźć i odczytać. Są to m.in. nieregularne ruchy wody wywołane uderzeniami ogona, coś w rodzaju kilwateru za łódką. Te ruchy wody drapieżnik wykrywa linią boczną. Płynąca ryba zostawia za sobą także ślad zapachowy, bo na skutek tarcia o wodę zostają z niej zdarte niewielkie, ale dające się wykryć ilości śluzu. Śladem jest także mocz oddawany co jakiś czas do wody. Prawdopodobnie w torze za płynącą z przodu rybą drapieżnik wykrywa również lokalne obniżenie zawartości tlenu w wodzie, który ona pobrała skrzelami. Wiadomo, że takie zjawisko występuje w ławicach, dzięki czemu ryby płynące z tyłu wiedzą nawet w nocy, co dzieje się z przodu. Naturalnie taki hydrodynamiczno-zapachowy ślad nie trwa w wodzie długo, a w rzece zapewne bardzo krótko, ale tych kilka sekund drapieżnikowi wystarcza, żeby w nocy rybę wykryć, zidentyfikować i zaatakować. Nocny drapieżnik nie posługuje się więc wyłącznie linią naboczną, ale łączy informacje z kilku innych źródeł. Oprócz linii bocznej i węchu, znaczenie ma także słuch, a u sumów także odbiór bodźców elektrycznych.

W dzień, kiedy sandacze posługują się wzrokiem, atakują - podobnie jak większość drapieżników - przednią część ryby: jej głowę albo przód tułowia. Gdy uderzają w przynętę, najczęściej zapinają się za przednią kotwicę. Inaczej jest w nocy. Sandacz płynie za ściganą zdobyczą i atakuje ją od tyłu. Gdy więc trafi na przynętę, zahacza się za tylną kotwiczkę. Ponieważ w nocy trudniej mu ustalić pozycję zdobyczy, nie chwyta jej, jak za dnia, szczękami (wtedy uderzenie musi być dokładne), lecz wciąga ją do pyska razem z zassaną wodą. Co ciekawe, taka forma ataku trwa u dużych sandaczy nieco dłużej niż u małych.

Wbo

* Jest jeszcze taki czas w życiu sandaczy, przypada on w miesiącach wakacyjnych, że są bardzo aktywne w godzinach południowych. Zawsze wypada on w największą spiekotę. Najczęściej zjawisko to ma miejsce na zbiornikach zaporowych, w których woda ma bardzo duże zakwity sinic.


Data publikacji: 06-06-2011    Kategoria: BIOLOGIA


Liczba komentarzy: 1    Pokaż     
fishbook.pl - Portal społecznościowy dla wędkarzy
Ta strona korzysta z plików cookie (ciasteczek) aby było Ci wygodniej z niej korzystać.     czytaj więcej»      ukryj