OSTATNI LÓD NA JEZIORACH


obrazek
W wielu rejonach kraju lód jest jeszcze gruby, ale nietypowa pogoda, jak na tą porę roku, sprawiła, że jest bardzo słaby. Silne nasłonecznienie sprawiło, że struktura lody przypomina zlepione z sobą igły. Taki lód niejednego już zmylił. Niby gruby, można nawet po nim chodzić, ale pewnym momencie dosłownie znika – tworzy się z niego kasza....


Kiedy lody puszczają już na dobre, ryby w jeziorach wracają do strefy przybrzeżnej. Dla wędkarzy to bardzo dobry okres połowów, popularnie zwany ostatnim lodem. Można sobie wtedy powetować niepowodzenia całego sezonu zimowego. Naszą zdobyczą będą przede wszystkim dorodne płocie i okonie, ale nie tylko. Na przedwiosennym lodzie wszystko jest możliwe i nie zdziwmy się, jeżeli na naszą mormyszkę lub robaczka skusi się ładny leszcz, karp albo lin.


obrazek

Po słonecznej stronie
Pod koniec zimy płocie skupiają się na krańcach jeziora oraz w zatokach po stronie najbardziej nasłonecznionej.  Żerują w kobiercach moczarki lub innej roślinności podwodnej, na głębokości 2 - 3 metrów. Trzeba je tam łowić w toni. Najdorodniejsze sztuki znajdziemy około 20 centymetrów nad dnem. Najlepszą przynętą są 2 - 3 ochotki na niewielkiej kulistej mormyszce z polerowanego ołowiu lub wolframu, białej albo żółtej (wielu wędkarzy uważa, że duże płocie bardzo lubią kolor czerwony). Mormyszka powinna  mieć długi i cienki haczyk, płocie bowiem rzadko od razu połykają całą przynętę, zwykle powoli ją zasysają. Przy krótkim haczyku szybko wyczuwają obecność wydatnego korpusu i porzucają zdobycz; trudniej je też zaciąć, a potem odhaczyć.
O tej porze różne gatunki ryb żyją pod lodem blisko siebie i na ochotkę dość często biorą jazgarze, drobne okonie, krąpie i z każdym dniem aktywniejsze ukleje. Jeśli nie będziemy się mogli od tej drobnicy opędzić, trzeba zawiązać  większą mormyszkę, a jeszcze lepiej łowić na spławik lub z kiwakiem w roli sygnalizatora brań. Teraz te metody są skuteczniejsze,  zwłaszcza gdy do obciążania zamiast śrucin użyjemy ołowianej taśmy. Ryby często chwytają śruciny, jakby to było coś do zjedzenia.  Powoduje to mnóstwo fałszywych brań. Ołowiu nie zaciskamy bezpośrednio na żyłce, lecz przez cienką rurkę igelitową. Dzięki temu nie zgnieciemy, a tym samym nie osłabimy żyłki, która przecież i tak jest już niezbyt mocna, bo cienka. Jeżeli zrobimy to delikatnie, będziemy mogli ciężarek przesuwać i przy dobrych braniach umieścić go w odległości centymetra od haczyka (także najlepiej z długim trzonkiem), a około pięciu centymetrów, kiedy ryby żerują słabo.
Jeżeli zależy nam na łowieniu płoci przyzwoitej wielkości, na haczyk załóżmy coś grubszego: topiony ser wyrobiony z niewielką ilością kukurydzianej mąki (nie będzie się lepił do rąk), kawałek świeżej wołowiny lub słoniny, ziarno parzonej pszenicy albo kilka larw bylicy. Wielu wędkarzy stosuje również ciasta sporządzone na bazie kaszki manny, mąki kukurydzianej lub chleba wymieszanego z rozgotowanym ziemniakiem i kilkoma kroplami jadalnego oleju.  
obrazek
O każdej porze roku, także teraz, systematyczne nęcenie pobudza płocie do żerowania. Na wędkowanie podlodowe wystarczy pół kilograma prostej mieszanki złożonej ze zmielonego na pył biszkoptu, sucharów, płatków pszennych, z dodatkiem kukurydzianej mąki i garści wyprażonych i zmielonych nasion konopi. Można też użyć jednego z produktów firmowych, po przepuszczeniu go przez młynek do kawy i wzbogaceniu płociowym atraktorem. W sklepach są również bardzo drobno zmielone zanęty przeznaczone specjalnie do łowienia w zimnej wodzie. Karmę zwilżamy tak, aby wolno opadała w postaci  zawiesiny. Jej woń rozejdzie się wtedy szeroko i ryby przypłyną nawet z daleka. Żeby  ściągnąć do łowiska większe płocie i tam je przytrzymać, trzeba użyć, jako zanęty,  drobnej ochotki, tzw. jokersa. Nie wrzucamy go jednak luzem, bo zostanie wyniesiony przez podwodny prąd poza nasz przerębel. Ochotkę należy zmieszać z lekko wilgotną glinką zanętową o właściwościach klejących i obciążających (w zanęcie spożywczej larwy szybko giną) i podawać w kulkach wielkości włoskiego orzecha. Tak samo postępujemy z każdą inną przynętą; niewielką jej ilość wrzucamy do przerębla.

Okonie pod
matowym lodem

Okonie znajdziemy tam, gdzie grupuje się biała ryba. Na ostatnim lodzie przede wszystkim na przybrzeżnych stokach i przy podwodnych górkach do głębokości 6 metrów. Czasem są głębiej, o wiele częściej dużo, dużo płycej, na jednym lub dwóch  metrach. Gdy lód topnieje, nawet garbusy żyjące stale w strefie otwartej wody pojawiają się blisko brzegu. Taka wyjątkowa sytuacja powtarza się jeszcze raz podczas tarła. Duże grupy okoni zapędzają drobnicę w zatoki, trzcinowiska, na płycizny i podwodne wzniesienia. Gdy lód jest  przezroczysty, można wypatrzyć, jak ścigają swoje ofiary. O grupowym polowaniu  okoni informują nas niekiedy leżące przy przeręblach rybki, które ratując się przed pożarciem wyskoczyły na lód.
obrazek
Okonie są najaktywniejsze w dni ciche, z wysokim ciśnieniem i lekkim mrozem do -5 stopni. Wtedy jednak zazwyczaj  świeci słońce, a garbusy unikają prześwietlonej wody. Dlatego w takie dni należy ich szukać tam, gdzie lód jest  matowy lub przysypany śniegiem. Bardzo dobre są łowiska znajdujące się na pograniczu lodu przezroczystego i mlecznego lub zaśnieżonego. O ile to możliwe, nie robimy nowych przerębli,  lecz  butem rozbijamy stare i natychmiast zaciemniamy je okruchami lodu. Ostatni lód zwykle jest podziurawiony niczym szwajcarski ser. Ktoś wcześniej odwalił za nas najcięższą robotę, grzech z tego nie skorzystać.
Jeżeli w interesującym nas miejscu gotowych otworów nie wypatrzymy, to wykuwamy tylko dwa lub trzy nowe. Okonie bowiem może przepłoszyć nie tylko przenikające pod lód ostre światło, ale także zgrzyt świdra lub stukot pierzchni. Często się zdarza, że namierzamy echosondą pokaźne stado okoni. Na ekranie dokładnie widać, jak stoją, powiedzmy, na sześciu metrach przy dnie. Ale po wywierceniu otworu już ich tam nie ma.

Mormyszka czy błystka?
Mormyszka jest pewniejsza.  Prawie zawsze udaje się coś nią spod lodu wydłubać, i to niezależnie od pogody. Doskonałe są mormyszki wolframowe. Z racji dużego ciężaru szybko opadają i żeby łowić  na znacznej głębokości, nie potrzeba zakładać przesadnie wielkiej przynęty. Bezkonkurencyjne są mormyszki rosyjskie i litewskie, bo mają idealnie gładki otwór na żyłkę, wykonany laserem. W wyrobach krajowych ostre krawędzie często przecinają żyłkę, zwłaszcza przy mocnym podcięciu.
Wielu wędkarzy uważa, że najskuteczniejsze są mormyszki w kolorze srebra, bo w wodzie pobłyskują. Jednak praktyka ostatnich lat wskazuje, że okonie bardziej gustują w przynętach ciemnych (miedź, brąz, fiolet i czerń). Zwłaszcza  gdy nie polują na ryby, lecz zadowalają się drobnym pokarmem, np. owadami.
W przeciwieństwie do płotek, okonie połykają całą mormyszkę. Jeśli żerują anemicznie, wyczuwają nienaturalnie duży ciężar wolframowej mormyszki i natychmiast ją wypluwają. Wtedy skuteczniejsze są dużo lżejsze zwykłe
obrazek
ołowianki lub mormyszki zrobione z cyny (jeżeli potrzeba, można je dociążyć śruciną zaciśniętą na żyłce 15 cm wyżej). Kiedy okonie są ostrożne, często przeszkadza im także zbyt długi haczyk. Dlatego te ryby, w przeciwieństwie do płoci,  lepiej się łowi na mormyszki uzbrojone w haczyki z krótkim trzonkiem.  Na przedwiośniu zdarzają się dni, że mormyszki są nagminnie obcinane przez  szczupaki. Ciekawe  tego wytłumaczenie dał pewien wędkarz z Piły. - Przy mormyszce - mówił - szybko gromadzą się zaciekawione małe okonie. One z kolei zwabiają szczupaka, który podpłynąwszy na stosowną odległość atakuje bez namysłu. Okonek robi unik, a szczupakowi zostaje w pysku mormyszka.  
Na ostatnim lodzie na błystkę podlodową brań jest mniej, choć łowione sztuki są zwykle dorodniejsze. Jeżeli jednak stwierdzimy, że okonie polują grupowo, sięgnijmy po tę przynętę bez zastanowienia. Musimy przecież łowić szybko, bo za chwilę okonie gdzieś odpłyną. Błystka wielkością i kształtem przypomina rybkę,
a tylko taki obraz ofiary ma zakodowany w mózgu polujący drapieżnik. Jest to też przynęta agresywna, silnie prowokująca do zdecydowanego ataku.
Podążać za przepływającym stadem okoni nie ma sensu. To się rzadko udaje latem, a co dopiero na lodzie, gdy ryb zupełnie nie widać, ponadto trzeba kuć przeręble. Lepiej poczekać na kolejny nawrót stada. Wcześnie rano i wieczorem penetrujmy błystką pas rzadkich trzcin przy brzegu, porosłe roślinnością wypłycenia, piaszczyste plaże, okolice pomostów, ostro opadające stoki. Nie od dziś wiadomo, że znakomitymi łowiskami są zatopione drzewa i krzaki. Tam warto zaglądnąć o każdej porze dnia,  bo są to ulubione kryjówki dużych okoni. Zacznijcie od dna i stopniowo obławiajcie cały słup wody aż do powierzchni.
Co wędkarz, to inne zdanie na temat kształtu i pracy błystki podlodowej. Jedni lubią modele wysmukłe, łagodnie szybujące w wodzie, inni przeciwnie - wolą błystki masywne, klockowate, które prowokują okonie do brania nieskoordynowanymi ruchami. Wzorem doskonałej błystki podlodowej na okonia jest fiński isak z charakterystycznym brzuszkiem w dolnej części korpusu. Wybierajcie błystki mające  co najmniej dwa haczyki (okoń atakuje przynętę z różnych stron, przy jednym haczyku trudno go zaciąć), a jeszcze lepiej w kotwiczkę zawieszoną na agrafce. Błystka z luźną kotwiczką lepiej pracuje, zachowuje się w wodzie bardzo naturalnie. Wędkę warto wyposażyć w kiwak nieco sztywniejszy niż przy mormyszce. Kawałek drucika lub plastykowego pręcika pozwoli dostrzec brania w locie, których na wędce nie poczujemy, więc
i nie zatniemy w porę.     
Na okonie z ostatniego lodu, zarówno do wędki z mormyszką, jak z błystką, załóżmy nieco grubszą żyłkę, przynajmniej o średnicy 0,14 mm. Łowimy płytko, krótki odcinek cienkiej żyłki nie zamortyzuje impetu, z jakim na przedwiośniu uderzają garbusy nawet średniej wielkości.   
obrazek

Kilka przestróg
W przeciwieństwie do pierwszego, ostatni lód nie ostrzeże o niebezpieczeństwie. Nie zaskrzypi, nie zamruczy złowieszczo, gdy stąpniemy na zbyt cienką taflę. Najbezpieczniej poruszać się z pierzchnią i cały czas opukiwać nią lód przed sobą. Nie wędkujcie w pojedynkę i nie zapomnijcie zabrać ze sobą linki asekuracyjnej. Z daleka należy omijać kępy sitowia, trzciny oraz wystające z lodu zatopione drzewa, bo wokół nich tworzą się oparzeliska. Pamiętajmy też, że pokrywa lodowa najszybciej topnieje od brzegu. Wchodząc rankiem na jezioro warto zdać sobie sprawę, że w ciągu słonecznego dnia sytuacja może się zmienić i powrót będzie utrudniony. Warto zabrać ze sobą deskę albo mocny drąg, zawczasu wybrać zapasową drogę powrotu np. po pomoście albo powalonym drzewie. Nie zwlekajmy z zejściem, kiedy dostrzeżemy, że lód się gwałtownie topi. Możliwość załamania się lodu nie jest jedynym niebezpieczeństwem, na jakie może się narazić lekkomyślny wędkarz. Na dużych jeziorach zagrożeniem są gęste mgły, które pod koniec zimy bardzo często utrzymują się cały dzień. Łatwo wtedy stracić orientację i długo błądzić w poszukiwaniu brzegu, nawet po jeziorze dobrze sobie znanym. Podczas mglistej pogody nie należy się zbytnio oddalać od brzegu, najlepiej nie tracić go z oczu. Zapuszczając się na odległe siejowe tonie koniecznie oznaczamy drogę, np. witkami trzcin wbitymi w śnieg lub lód tak, żeby nie porwał ich wiatr. Pamiętajmy, że ostatni lód może być pokryty wodą. Dlatego nieodzowne są raki lub inne antypoślizgowe nakładki na buty. W takich bowiem warunkach o upadek nietrudno, a jego konsekwencją może być nie tylko przemoczone ubranie, ale i poważne złamanie. Ponadto gdy wieje wiatr, na zalanym lodzie trudno się bez odpowiedniego obuwia utrzymać na nogach. Każdej zimy widuję wędkarzy, którzy żeglują niczym bojery, mając za ster lodowy świder.
Wiesław Branowski
 



Data publikacji: 14-02-2014    Kategoria: LÓD


Liczba komentarzy: 0        
fishbook.pl - Portal społecznościowy dla wędkarzy
Ta strona korzysta z plików cookie (ciasteczek) aby było Ci wygodniej z niej korzystać.     czytaj więcej»      ukryj