NIC NIE ZASTĄPI OCZU
DOOKOŁA GŁOWY


obrazek
Wśród wędkarzy łowiących dorsze panuje przekonanie, że łatwiej o sukces, gdy się łowi z dziobu albo z rufy. Stanowiska przy burtach uchodzą za gorsze. Dużo w tym prawdy.



obrazek

---Na dziobie i  rufie mieści się  po dwóch lub trzech wędkarzy, z każdej burty łowi czterech lub pięciu.  Z burt spada zatem więcej pilkerów. Gdy jest ich zbyt dużo,  dorsze się płoszą. W  ich środowisku pilker jest bowiem  czymś obcym. Owszem,  prowokuje udając jakiś pokarm, ale kiedy naraz błyska kilka pilkerów, a przy tym każdy z nich mocno uderza  w dno, to ryby uciekają. Nie należy jednak sądzić,  że wyniki z burty są z zasady gorsze. Przecież   zwycięstwo w niejednych zawodach, mistrzostw Polski  nie wyłączając, odnieśli wędkarze, którzy łowili właśnie z  burty.
obrazek
Dla tych, którzy  mają  mniejszą wprawę w łowieniu dorszy, stanowisko na dziobie lub na rufie będzie z pewnością lepsze, innym powinno to być  obojętne. Żeby tej wprawy  szybko nabrać, płacąc przy tym jak najmniej frycowego, powinno się mieć spory zapas odpowiednich pilkerów i dobrą linkę. Kołowrotek i kij  nie są aż tak ważne.
---Stojąc na dziobie lub na rufie możemy się cały czas posługiwać jednym pilkerem wagowo dobranym do głębokości łowiska. Nie musimy zważać na dryf statku, bo na niego  zawsze działają wiatry i prądy, więc w miejscu nigdy nie stoi. Dla łowiącego z
obrazek
burty sytuacja jest inna. On albo na łowisko napływa, albo się od niego oddala. Właśnie dlatego musi mieć  trochę rozmaitych pilkerów,  umieć się nimi posługiwać i  wybrać przynętę odpowiednią do sytuacji.
Większość dorszowych łowisk ma  głębokość od  dwudziestu pięciu  do pięćdziesięciu metrów (we Władysławowie są znacznie głębsze, ale to wyjątek). Powinniśmy  zatem mieć pilkery o wadze  od 70 do 150 gramów. Kiedy napływamy na łowisko, używamy lekkich pilkerów. Przede wszystkim  łatwiej je daleko rzucić, co niekiedy jest  konieczne. Po poderwaniu lekki pilker dłużej nad dnem szybuje, jest więc większa szansa, że dorsz go dopadnie. Nie jest to jednak reguła, bo dorsze biorą rozmaicie. Upraszczając,  raz biją w pilkery szybujące, innym razem tylko w te, które uderzają w dno.  Reguła jednak jest wyraźna:  podczas napływania łowimy pilkerem lekkim.
Uniwersalnym pilkerem jest parasolka, dlatego  polecam ją każdemu mało doświadczonemu wędkarzowi. Radzę też mieć w zapasie  kilkanaście  parasolek o różnej wadze. Kto jednak ma już pewne doświadczenie i pracę przynęty dobrze na szczytówce wyczuwa, powinien – oprócz parasolek i wszelkich  innych pilkerów  o podobnych zwartych kształtach – mieć także  pilkery płaskie, wygięte w półrogala lub ze skupionym środkiem ciężkości. Takimi pilkerami  doskonale łowi się z burty odchodzącej od łowiska. Ich wagę dobiera się  stosownie do szybkości dryfu i głębokości łowiska. Pilkera  podrywamy mniej więcej na metr.  Po trzech – czterech sekundach powinniśmy wyraźnie poczuć, jak uderza w dno. Dobrze się do tego nadają  pilkery wygięte,  bo podczas opadania się kolebią.
Kształt pilkera jest dorszowi zupełnie obojętny. Zaatakuje go tylko wtedy, gdy jego ruchy będą mu przypominały naturalny pokarm. Z doświadczenia wiem, że duże znaczenie mają kolory przynęt i trzeba to brać  pod uwagę, gdy się je kupuje. W minionym sezonie na naszych łowiskach dominowały pilkery dwukolorowe, żółte lub złote z czerwienią, ale w naszych skrzynkach nie może też zabraknąć pilkerów niklowanych, srebrnoczarnych i srebrnoniebieskich.
obrazek
Żaden jednak sprzęt i nawet najlepszy pilker nie zastąpi wędkarzowi obserwacji. Trzeba mieć oczy dookoła głowy i przede wszystkim podpatrywać sąsiadów,  jak i na co łowią. To  spotęguje nasze doświadczenie.
Widzimy, że  sąsiad ma dorsze. Obserwujemy, jak wysoko podrywa pilkera i podrywamy tak samo. Sąsiadowi biją w przywieszkę, natychmiast do swojego zestawu też zakładamy przywieszki. Obserwuje się jednak wyłącznie sąsiadów z własnej burty,  bo po przeciwnej stronie  przynęty zachowują się inaczej. Sąsiadów zza pleców można naśladować tylko wtedy, kiedy prawie nie ma dryfu i jest flauta.
---
Doszliśmy do rzeczy najważniejszej, do wyjaśnienia, dlaczego łowienie z burty wcale nie  musi być mniej skuteczne niż z rufy albo dziobu. Obserwując sąsiadów można szybko się zorientować, że każdy ma swój sposób łowienia. Jeden zarzuca daleko, inny trochę bliżej, jeszcze inny opuszcza pilkera przy burcie. Szybko  znajdziemy dla siebie obszar łowiska wolny od innych  pilkerów. Gdy jedną niszę już mamy, szukamy drugiej. Tym razem sprawdzamy,  jak szybko pilkery sąsiadów  docierają do dna. Nie dajmy się przy tym zwieść, gdy zobaczymy, że ktoś łowi pilkerem 200-gramowym. Kiedy nad takim pilkerem są trzy przywieszki, a on sam jest uwiązany  do linki 0,25 mm, to taki zestaw dotrze do dna znacznie później niż pilker 80-gramowy bez przywieszek, ale na plecionce 0,15 mm.
Decydujemy się więc na  pilkera  o takiej wadze, żeby pierwszy dotarł do dna,  kiedy rozlegnie się sygnał “Można łowić!”. Kilka puknięć w dno i natychmiast go wyciągamy. Jeżeli zachodzi taka potrzeba, zakładamy inny i rzucamy go w takie miejsce, gdzie  jeszcze nie spadły  pilkery sąsiadów z burty. Dużo pracy, sporo wysiłku, ale taki sposób łowienia jest najskuteczniejszy.
---
Kilka słów o sprzęcie. Zacznijmy od linek.
Łowienie dorszy z kutrów zdominowały plecionki. Są cienkie i wytrzymałe. Szybko tną wodę, więc nasze  pilkery mogą być o jedną trzecią  lżejsze. To duża korzyść, bo ręce mniej się męczą. Ale cienkie plecionki, które nie są zbyt mocno splecione, szybko się mechacą i wtedy stawiają wodzie duży opór. Najlepsze plecionki są twarde jak drut i sztywne niczym linki kompozytowe Fireline.
obrazek
Plecionki są niemal zupełnie nierozciągliwe. To duża zaleta, bo branie dorsza wyczuwa się natychmiast. Zarazem jednak jest to wada, ponieważ podczas brania nie tylko my wyczuwamy ryby.   One nas czują równie dobrze, chociażby dlatego, że ruchy, jakie nadajemy pilkerowi,  są ostre i szarpane. To właśnie z tej przyczyny coraz więcej wędkarzy używa kijów z miękkimi szczytówkami, a nawet  żyłek. Dzisiejsza czterdziestka jest  bardzo wytrzymała i lepiej tnie wodę niż zmechacona linka fi piętnaście. Do żyłek trzeba stosować kije sztywne i nieco dłuższe niż do plecionek.
Na koniec trochę o kołowrotkach. Zawodowcy używają kołowrotków karpiowych  z wolnym biegiem szpuli. Duże szpule pozwalają  szybko wyciągać pilkera z łowiska. Jest to ważne, kiedy  napływamy na łowisko (czyli także na  przynętę), bo możemy więcej razy rzucić oraz  łowić poza zasięgiem sąsiadów. Z kolei  wolny bieg szpuli pozwala  płynnie oddawać linkę, kiedy się oddalamy z łowiska. Mając inny typ kołowrotka można oczywiście podnieść kabłąk, ale takiej płynności już się  nie uzyska, a i z zacięciem będą kłopoty. Podczas łowienia dorszy kołowrotki karpiowe są niewątpliwie najlepsze. Wszystkie inne, nawet te nie najwyższej jakości, mogą również spełnić swoje zadania, ale należy pamiętać o pompowaniu, bo wtedy  pracuje kij, a nie mechanizmy kołowrotka.
---
Równie ważny jak kij, linka, kołowrotek, pilkery i przywieszki jest nasz ubiór. Latem trzeba mieć  komplet przeciwdeszczowy. Ochroni nas przed wodą, nie tylko tą z nieba,  i nie pozwoli wyziębić ciała podczas wiatru, a z nim  zawsze trzeba się liczyć. Na pokład należy też zabrać gumowe buty do kolan. Przy dobrej pogodzie możemy stać  przy relingu w adidasach, ale kiedy morze jest wzburzone, nie od każdej fali wlewającej się na pokład zdążymy uciec.
Nie zabierajmy na pokład wielu toreb. Powinna wystarczyć jedna, może nawet  być dość duża. Kiedy bowiem coś okaże  się nam potrzebne,  to lepiej  trochę w niej pogrzebać niż biegać po pokładzie i szukać właściwego tobołka. Zwłaszcza kiedy kutrem  mocniej  kiwa lub wiatr wszystko rozrzuca.
---
To tylko ABC. Pozostałe litery alfabetu są takie same  jak podczas  łowienia innych ryb.
Wiesław Dębicki



Data publikacji: 10-04-2014    Kategoria: MORZE - KUTRY


Liczba komentarzy: 0        
fishbook.pl - Portal społecznościowy dla wędkarzy
Ta strona korzysta z plików cookie (ciasteczek) aby było Ci wygodniej z niej korzystać.     czytaj więcej»      ukryj