...TYLKO O RYBACH


obrazek
Chyba nie muszę mówić o chorobie, która mnie dotknęła, a na którą kilka razy w roku choruje każdy spiningista. Wśród niezliczonej ilości wszelakiego spiningowego dobra małych obrotówek miałem jak na lekarstwo.



obrazek


Na stu polskich wędkarzy nie spinigował żaden. Na dwustu – jeden. Na stu wędkarzy niemieckich spiningowało kilkunastu.





O rybach i przynętach

Nie pamiętam bym któregoś roku widział w Odrze takie ilości narybku. Dużo było poniżej Brzegu Dolnego, bardzo dużo w rejonie Głogowa i ilości nie do oszacowania od, mniej więcej, Sulechowa do Widuchowej. Zapewne słusznie tłumaczyłem sobie trudności ze złowieniem ryb drapieżnych uważając iż przy takiej obfitości zastawionego stołu ignorują sztuczne przynęty. Pomimo to spiningowałem zawzięcie.
Na pierwszy ogień poszły gumki. Okazały się jednak mniej skuteczne od małych wahadłówek i obrotówek. Wytłumaczenie miałem proste. Guma nie robi w wodzie tyle "hałasu", co żelazo. Łowiłem obrotówkami trójkami i wahadełekami wielkością odpowiadającymi gnomowi jedynce.
Sposób łowienia, wybór miejsca i przynęty determinowany jest zachowaniem ryb. Nie zawsze je widzimy, częściej musimy się domyślać, w jaki sposób, w których miejscach i o jakiej porze polują. W minionym roku ryby drapieżne pokarmu miały pod dostatkiem. Nie musiały się za nim uganiać i być może z tego powodu nie mogłem namierzyć większych boleni, a złowione szczupaki uznałem za przypadkowe. Na płyciznach przy głównym nurcie, w starorzczasch przy trzcinach pokazywały się polujące okonie. A okonie wiadomo, zawsze są gdzie drobnica. Zawsze, nawet wówczas kiedy nie polują - po prostu pilnują obiadu.
obrazek
Zacząłem więc obławiać płycizny. Z trójek przechodziłem na coraz to mniejsze blaszki. Kiedy zszedłem do jedynek odłożyłem na bok wahadłówki i inne przynęty, w tym woblery i gumki, bo z małymi obrotówkami żadna inna przynęta konkurencji nie wygrywała. Czasu miałem dużo, próbowałem więc w każdym miejscu różnych przynęt tak długo, aż uzyskałem pewność.
Chyba nie muszę mówić o chorobie, która mnie dotknęła, a na którą kilka razy w roku choruje każdy spiningista. Wśród niezliczonej ilości wszelakiego spiningowego dobra małych obrotówek miałem jak na lekarstwo.


Trochę rybek jednak było.
obrazek
Boga bym obraził mówiąc, że w ogóle nie połowiłem, ale były to ryby więcej niż wymęczone, a część z nich przypadkowa. Bo jak nazwać cztero, może więcej kilogramowego bolenia, którego złowiłem w iście boleniowy sposób i przynętę:
Zauważyłem żerowanie suma. Przed zakotwiczeniem opływałem miejsce z włączoną echosondą. Zatoczka, pomiędzy główkami, jakby dla suma wymarzona. Spokojnie płynąca woda, głęboka do sześciu metrów, uskoki dna, na powierzchni wiele wstecznych prądów.
Duży twister w kolorze kiwi założony na 20 gramową główkę, metalowy przypon - zestaw na suma właściwy tyle, że opukując dno złowiłem bolenia.
Złowiłem też kilka małych boleni na cykady. Próbowałem rozszyfrować duże bolenie, co najmniej trzykilogramowe. Te jednak w ogóle się nie pokazywały.
obrazek
Kilka razy trafiłem na okonie, złowiłem parę szczupaków, ale każdy krótszy od 50 centymetrów i muszę zaznaczyć, że w ogóle na nie nie polowałem.
Tak było do ujścia Nysy Łużyckiej.

Szczupak we wiaderku - wypadek przy pracy. Duże ryby niemal zawsze zapinają się na małe obrotówki za wargę. Temu pechowcowi weszła w skrzela.


PUNKT ZWROTNY

Przed ujściem Nysy Łużyckiej, na prawym brzegu Odry są przepiękne rewiry (mapa) Długie, głęboko się wrzynające w ląd główki, pomiędzy nimi ogromne, jak małe jeziorka, baseny. Bardzo urozmaicona konfiguracja dna. Wędkarzy niewiele bo dojazd od Krzesina trudny. Za to na drugim, południowym brzegu wielu biwakowiczów z których dopływa na przeciwny brzeg na własnych łódkach. Od tego miejsca do Widuchowej i niemal na całej Odrze Zachodniej nałowiłem się ryb bez liku.
obrazek
Już po kilku dniach przestałem łowić bolenie bo po co. Sprawdziłem przynęty (cykady i woblery), potwierdziłem własne umiejętności i ..., wystarczy. Na szczupaki nie polowałem, za sumem kilka razy przeczesywałem wytypowane rewiry, ale bezskutecznie. Starałem się złowić sandacze, ale te się gdzieś pochowały. Wystawiły na czaty niewymiarki, wielkości dużych kergulen. Pozostałem za pan brat z okoniami.
obrazek
Nałowiłem się ich tyle, że nie pamiętam bym kiedykolwiek w życiu miał takie Eldorado.









Trzy blaszki otworzyły Sezam.

Na pierwszym miejscu stawiam Veltica Light (link do strony Dragon).
obrazek

Doskonale się obraca nawet podczas wolnego ściągania. Na kiju są wyczuwalne obroty skrzydełka zapewne dzięki relacji wagowej paletki i korpusu. Lekki korpus pozwalał na swobodne łowienie w płytkich miejscach, nad podwodnymi łąkami i wśród łodyg wodnego zielska.
obrazek

Obrotówka Magdziarz (link do artykułu PRZECIERKA, PAWIE OCZKO, ...). Twórca tych obrotówek od kilku lat jest na Wiecznych Łowach, ale pozostawił po sobie doskonałe obrotówki. Miałem dwie sztuki w pudełku. Jedną zjadł szczupak, druga dotrzymała do końca rejsu, bo nigdy nią nie łowiłem bez metalowego przyponu.
Listek podobny do Veltica, ale obrotówka ma lekki korpus (jest w nim zapięcie umożliwiające wymianę kotwiczki).
obrazek

KNAP Karbowaniec no 0 (producent nie ma domeny). Oryginalna jest z cięższym korpusem. Przerobiłem ją nad wodą zmniejszając wagę korpusu. Okazała się bardzo skuteczna w słoneczne dni.

Inne przynęty na okonie
obrazek
Poznałem na starorzeczu w Siekierkach wspaniałych wodniaków. Ojca Jacka i syna Grzegorza Chudewniaków z Dębna. Zapaleni kajakarze(link do strony ich przyjaciela który organizuje spływy TRAMP spływy kajakowe). Jak tylko wodę lód odsłoni już wiosłują i przy okazji, albo nawet dlatego - wędkują.
Poznałem Jacka kiedy zakotwiczył kajak obok mojej łódki. Łowił bocznym trokiem,  ja obrotówką. Wyniki mieliśmy porównywalne. W pewnym momencie okonie się odsunęły poza zasięg mojego rzutu. Jacek sięgał do nich bez problemu. Zamieniłem obrotóweczkę na czterogramowego dżiga, na który założyłem mały twisterek. Dorzucałem, ale nie łowiłem. "Tylko na fiolety" - podpowiedział Jacek i opowiedział tutejszą historię koloru.
obrazek
Już drugi sezon okonie najlepiej reagują na kolor fioletowy i jemu podobne. Wcześnie, przez kilka sezonów brały tylko na motorOil. Aż trudno uwierzyć póki człowiek sam się nie przekona. Jacek ściągnął z haczyka fioletowy twister, założył motorOil i takim zestawem wykonał kilka rzutów. Nie złowił żadnej ryby. Przezbroił na fiolet i z tego samego miejsca zaczął wyciągać okonie po każdym rzucie, jak wcześniej.
Drugą lekcję z kolorami wziąłem na Odrze Zachodniej.
Dosiadł się na łódkę Radek Gałat ze Szczecina. Łowi wszystkie ryby, ale ulubione są dla niego okonie.
Łowiliśmy przez kilka dni, siedząc ramię w ramię. Miałem okazję przekonać się co znaczy kolor gumki. Radek nie łowi bocznym trokiem. Gumki zakłada na dżigi w zależności od głębokości łowiska, wagi od 2 do 5 gramów.
Gumy, które najwyżej ceni są w kolorze niespotykanym. To gumki Mann's, które oryginalnie miały kolor jasnej zieleni z wtopionym czarnym brokatem. Zmieszał je, przypadkowo, z innymi w kolorze motorOil. Ten barwnik przechodzi na inne kolory, zrobił to i tutaj z czego powstał brudny zielony kolor. Dzisiaj melanż nie do powtórzenia bo Mann's nie produkuje jasnej zieleni z czarnym brokatem, w każdym bądź razie "gdzie ja ich nie szukałem" -  mówi Radek.
Na łowisku pełnym okoni Radek ze swoim "wynalazkiem", jak z fioletem na dżigu: stosunek złowionych okoni 15 : 1. Komentować chyba nie muszę...
obrazek
W następnym odcinku napiszę o sposobach prowadzenia przynęt, które najlepiej się sprawdzały i opiszę okoniowe rewiry.     



Data publikacji: 10-05-2014    Kategoria: ODRA '2013


Liczba komentarzy: 1    Pokaż     
fishbook.pl - Portal społecznościowy dla wędkarzy
Ta strona korzysta z plików cookie (ciasteczek) aby było Ci wygodniej z niej korzystać.     czytaj więcej»      ukryj