1. OKONIE PODCZAS SPŁYWU

 

obrazek
Zanim dopłynąłem do granicy miałem kłopot ze złowieniem ryb. Albo nie umiałem ich złowić, albo były tak wytresowane, że z daleka wietrzyły niebezpieczeństwo. Możliwe, że było ich tak mało, że nie udawało mi się trafić w miejsca, w których przebywały....

Jedną z przyczyn kiepskich wyników mogła być pogoda, ale ta trzymała się na równi. Panowały upały. Bardzo rzęsisty deszcz, taki prawdziwy letni, padał zaledwie kilka godzin i dopadł mnie tylko raz. Przeszła jedna burza i jeden szkwał, którego nad wodą zawsze można się spodziewać po upałach nagrzewających ziemię i powietrze. Raptem tyle na dwa miesiące. Pogodę, a co za tym idzie skoki ciśnienia, mogę więc śmiało wykluczyć. Zaś co do własnych umiejętności jestem pewien, że nagle mi nie urosły. Tak jak łowiłem od Wrocławia do ujścia Nysy Łużyckiej do Odry, więcej, łowiłem tymi samymi przynętami, tak łowiłem poniżej ujścia. Tam mi jednak szło..., magia!
obrazek

W upalne dni, w każdym miejscu które jest zacienione, tam są okonie. Pod nawisami gałęzi, pod łódkami, pomostami...


Nie będę już wracał do opowieści o tym jak mi nie szło, jedynie podsumuję ten czas stwierdzeniem, że starałem się złowić każdą rybę drapieżną. I mi nie szło. Dopiero od magicznego punktu, ujścia Nysy Łużyckiej do Odry, w mig, na przestrzeni kilku kilometrów, nałowiłem się do syta. Tyle, że podczas dalszego spływu szkoda mi było kłuć boleni, szczupaków, kleni bo z nich nie miałem żadnego pożytku, a znęcanie się nad zwierzętami jest mi obce. Łowiłem więc tylko okonie, bo te pożytkowałem.
obrazek

Przy stanowiskach wędkarskich zawsze będą okonie. Ściąga ich obecność małych rybek żerujących na resztkach zanęty przeznaczonej, przez wędkarza, dla większych ryb.

Ryby w ubiegłym roku miały moc pokarmu. W przybrzeżnej strefie było gęsto od wylęgu i narybku. Z obfitej stołówki, wiadomo, korzystają nie tylko ryby drapieżne. Któregoś razu zauważyłem dziwne żerowanie na płyciźnie. Rzuciłem paprochem na 2 gramowej główce i złowiłem lina. Dwa razy miałem takie zdarzenie. Kilkucentymetrowymi woblerami Józefa Sendala nie rzucałem na napływy główek. Bo albo szczupak je odcinał od żyłki, albo uderzał kleń, który w środku lata za
obrazek
główny pokarm ma glony. Nie oznacza, że jest wyłącznie roślinożerny. W glonach jest wiele skorupiaków i innych żyjątek, ma więc kleń swój schabowy z sałatką. W przyrodzie jest tak, że dostatek jakiegoś pokarmu natychmiast wykorzystują inne gatunki. Więc chyba wszystkie ryby roślinożerne pasły się wysokobiałkową karmą.

Napływ główki z dużą ilością kamieni. Tutaj grasują nie tylko okonie.

obrazek
Nie polowałem na jazie, ale wydawałoby się za oczywiste złowienie tej ryby w warunkach jakie panowały. Niestety nie złowiłem ich nawet przypadkowo, jak udało mi się z linami. Trochę połowiłem boleni. Największego, jak już pisałem przez przypadek. Próbowałem złowić klasycznie, jak na lato, z powierzchni, ale brały tylko małe. Łowiłem bolenie na woblery Darka Mleczki i Jarosława Gusmana, ale najwięcej na cykady, które dopiero okazały się dobrą przynętą jak na tylną kotwiczkę nawinąłem lametę ołowianą osłabiającą wibrację.
obrazek
Bolenie urządzały sobie w polowaniu na drobnicę iści szaleńcze zabawy, ale dopiero w nocy. W dzień polowały daleko od brzegu i to właśnie ich żerowanie zwróciło moją uwagę na ogromne ilości drobnicy nie tylko w strefie brzegowej. Bardzo niski poziom wody w Odrze sprawił, że powstało wiele mielizn i odsłaniały się wymiały. Przy nich było równie dużo drobnicy co przy brzegach, ale że się znajdowały daleko od brzegu najwygodniej do tych miejsc było sięgnąć dalekonośną cykadą. Oczywiście mogłem podpłynąć, zakotwiczyć, odczekać jakiś czas by się uspokoiło i podać boleniom woblerek, ale cykada okazywała się lepsza, bo dalekosiężna i pozwalała na  łowienie z marszu.
Wiele razy próbowałem złowić sandacza. Owszem miałem kilka, ale największy około 30 cm. Szokujące, w
obrazek
każdym bądź razie dla mnie. Rzeka, która kipi od sandaczy, dała mi na przestrzeni kilkuset kilometrów, parę niewymiarowych sandaczyków. Tylko raz widziałem sandacze żerujące w dzień. Żerowały na przelewie i pomyliłem je z boleniami. Kiedy dopłynąłem w to miejsce one akuratnie odpłynęły.
Więc okonie były towarzyszami mojego spływu, a jak miały mnie dosyć to sam szukałem ich towarzystwa.


Data publikacji: 17-05-2014    Kategoria: ODRA '2013


Liczba komentarzy: 0        
fishbook.pl - Portal społecznościowy dla wędkarzy
Ta strona korzysta z plików cookie (ciasteczek) aby było Ci wygodniej z niej korzystać.     czytaj więcej»      ukryj