4. OKONIE PODCZAS SPŁYWU

Wydawało się logiczne, że skoro tyle małych błyszczących, jeszcze niewyrosłych i niemalże przezroczystych rybek pływa po płyciznach to właśnie przynęta je imitująca będzie świetnym wabikiem. A tu po raz kolejny się okazuje, że ryby inaczej widzą...



obrazek

Wydawało by się, że gumki podobnie prowadzone jak wahadłówki i obrotówki powinny być co najmniej tak samo skuteczne. Tymczasem nie. Za to w innych sytuacjach okazywały się niezastąpione.
W miejscach, w którym na dnie jest skupisko ślimaków - racicznic i szczeżuj, zawsze są okonie. To miejsca z twardym podłożem i niewielką ilością namułów po których przemieszczają się szczeżuje. Czasami są to rozległe pola, gdzie indziej tylko niewielkie placki, ale w każdym takim miejscu zawsze są okonie. Na nieznanym bądź trudnym do ocenienia łowisku polecam prosty sposób na rozeznanie dna. Zamiast przynęty przywiążcie do żyłki ciężarek od bocznego troku i ciągnijcie go po dnie. Nie stosujcie do tego plecionki bowiem bardzo fałszuje doznania. Transmituje puknięcie w każdą przeszkodę jakby to był kamień, a to może być tylko gliniana gruda.
obrazek

Cyple na starorzeczach miejsca ładne, ale kapryśne. Przedłużeniem podwodnym cypla jest identyczny odpowiednik brzegowego. Okonie rzadko kiedy oblepiają to wzniesienie z obu stron i nie wiadomo czy będą brały przynętę ciągnioną w stronę brzegu czy podawaną od strony otwartej wody.


obrazek



Okonie lubią brzeg pozbawiony trzcin. Jeżeli zamieszkują trzcinowiska to tylko okonie małe. Większe i duże żyją na otwartej wodzie. Zapuszczają się pod trzciny na polowanie na rybki lub raki.
Najlepiej je łowić zarzucając przynętę wzdłuż trzcin. Po pustych rzutach należy zmienić miejsca oddalając się od trzcin o kilka, najwyżej dwa metry i ponowić serię rzutów. Prostopadłe rzuty od i do trzcin nie mają sensu, co najwyżej dadzą nam szczupaka.


Racicznice oblepiają i blaty i uskoki dna. Chociaż te miejsca bardzo się różnią mają wspólną cechę. Są tam prądy wody, czasami lekko wyczuwalne, ale na tyle mocne by nie pozwoliły osiąść materii na dnie. Zwracam na to uwagę bowiem przy słabych żerowaniach właściwe ustawienie się ma istotne znaczenie. Ryby zawsze stoją głowami pod prąd. Czasami biorą jak przynęta płynie od ogona, innym razem kiedy idzie prosto do pyska. Jeżeli więc nie mamy brań, a pewni jesteśmy obecności okoni zmieńmy miejsce z którego podajemy przynęty. Z taką sytuacją spotkałem się kilkakrotnie. Łowiłem wtedy na starorzeczach i żadne zewnętrze czynniki nie świadczyły o tym, że się coś od wczoraj zmieniło, a ryby brać nie chciały. Dopiero "przeparkowanie" łódki w miejsce, z
obrazek
którego mogłem obławiać ten sam rewir akwenu, ale pod innym kątem powodował ponowienie brań. Konieczne muszę tutaj zaznaczyć, że początkowo wiązałem to zjawisko z ułożeniem słońca. Później stwierdziłem, że ani kąt ani kierunek oświetlenia nie ma istotnego wpływu, tym bardziej że łowiłem na środku akwenu.

W takich miejscach, gdzie dno jest ze ślimakami, gumki sprawdzały się znakomicie, ale tylko w sytuacji, gdy okonie były przylepione do dna - czytaj nie  żerowały. Łowiłem je bocznym trokiem i dżigami techniką wleczenia. Oba sposoby dawały podobny efekt. Ciężarek przy bocznym troku lub wleczona główka raz za razem trafiała na skorupki co zapewne wywoływało jakiś dźwięk i to był jeden z czynników wabiących. Drugim była nieregularność tempa ściągania.

obrazek

Kamienny brzeg, którego pochyłość nadwodna świadczy, że równie stromo opada pod wodą. W takich miejscach od powierzchni do dna spotkamy okonie, jednak nałowimy się ich tylko w tym miejscu w którym na podwodnej upadowej znajdziemy półkę, najlepiej na głębokości do dwóch metrów.

Trzecim czynnikiem było prowokujące podskakiwanie przynęty. Na te czynniki decydujący wpływ miało zastosowanie żyłki. Kiedy przynęta trafiała na przeszkodę w postaci ślimaka, zanim ją pokonała, lekko się naprężała. Później ześlizgiwała się ze skorupki. Na pewno przyspieszała, zapewne podskoczyła i zmieniła szybkość płynięcia. To było dla okoni bardzo prowokujące, a różnica w ilości łowionych okoni, kiedy zamiast żyłki miałem cieniutką plecionkę, była tak wielka, ze szkoda mówić.
obrazek
Kiedy mowa o miękkich przynętach należy mówić o kolorach, na które okonie najlepiej reagowały.

Twistery Mikado. Ciekawe połączenie kolorów. Łowne.
Gdy nie można było kupić dwukolorowych twisterków robiliśmy je sami. Przecinało się jednokolorowe twistery na dwa i łączyło wybrane części, nadtapiając ucięte końcówki nad płomieniem i później przyciskając je do siebie.

Wspomniałem, w poprzednim odcinku, o Jacku Chudewniaku z Dębna, który powiedział o fioletach. Rzeczywiście, kolor na ten rok doskonały. W minionych latach na starorzeczu w Sieierkach, gdzie się poznaliśmy, najlepszy - jak mówił - był motorOil. Teraz co sam sprawdziłem dawał kiepskie efekty, obojętnie z jakim był brokatem czy też z pieprzem. Jeszcze pewniejsze okazywały się twisterki półprzejrzyste, brudnozielone, którymi łowił Radek Gałat.
Nic mnie nie goniło, nie musiałem nałowić ryb, miałem czas na próbowanie. Udawało mi się złowić okonie niemal na każdy kolor, ale fiolet i brudna półprzejrzysta zieleń przebijały inne. Mocno się dziwiłem, że prawie w ogóle nie miałem brań na twisterki koloru pleksi. Wydawało się logiczne, że skoro tyle małych błyszczących, jeszcze niewyrosłych i niemalże przezroczystych rybek pływa po płyciznach to właśnie przynęta je imitująca będzie świetnym wabikiem. A tu po raz kolejny się okazuje, że ryby inaczej widzą.
obrazek

Filary mostu, kamienne brzegi, wypływ z kanału. Jeżeli przy filarach jest głęboko trudno będzie o okonia. Miejsce to zajmie inny, o wiele większy drapieżnik. Okonie będą w jakimś oddaleniu, miejscu w którym kończą się podwodne rynny powstałe wypłukane w podłożu przez wypływającą z kanałów wodę.




obrazek


Pod duże nawisy nie dociera światło słonecznie tym samym nie rozwija się lub bardzo słabo wodna roślinność. Dno może być żwirowe, ale okonie rzadko goszczą w takich miejscach.







obrazek

...w drodze do okoniowych miejsc...












obrazek

Kostka rosoława z kury, dwie garści makaronu, kilkanaście kulek czarnego pieprzu, filetów okoniowych ile tylko wejdzie do garnka, oczywiście trochę wody, trochę ognia i... zupa rybna na poczekaniu.



Data publikacji: 17-05-2014    Kategoria: ODRA '2013


Liczba komentarzy: 0        
fishbook.pl - Portal społecznościowy dla wędkarzy
Ta strona korzysta z plików cookie (ciasteczek) aby było Ci wygodniej z niej korzystać.     czytaj więcej»      ukryj