ARCHIPELAG KORNATI – MOJE WĘDKARSKIE ELDORADO

Wspaniałe trofeum-tuńczyk - 40,2 kg
Wspaniałe trofeum-
tuńczyk - 40,2 kg



Chciałbym podzielić się z kolegami po kiju refleksjami na temat połowu dużych ryb w Adriatyku, u wybrzeży Chorwacji.

Po dwóch latach przerwy zagościłem ponownie w Vodicach, niewielkiej nadmorskiej miejscowości. Jeszcze w dniu przyjazdu zameldowałem się wieczorem na Barrakudzie kapitana Zorana Srdareva Mure - wędkarskim jachcie motorowym specjalizującym się w połowach typu big-game-fishing. Niestety pierwszy termin dopiero za 3 dni z powodu burzowej pogody, a ja mam tylko 7 dni na realizację rejsu. Atmosferę podgrzewa żona kapitana informując, że tego dnia złowiono 7 ryb. Postanawiam jednak podejść do tematu bez emocji biorąc pod uwagę, że na moje 4 rejsy w ciągu 2 sezonów padły tylko 3 duże ryby, z czego brałem udział w holu tylko jednej.

Szczęśliwi łowcy od lewej Marcin Szeja, Tychy; Tomasz Przewoźny, Gdańsk, kolega Wilhelm z synem, Niemcy; Piotr Gajda, Katowice
Szczęśliwi łowcy od lewej Marcin Szeja, Tychy; Tomasz Przewoźny, Gdańsk,
kolega Wilhelm z synem, Niemcy; Piotr Gajda, Katowice

Wreszcie wypływamy, jest 8.00 rano. Na łodzi jest 7 załogantów: 3 Polaków, 2 Niemców i 2 Chorwatów - członków załogi. Płyniemy na łowisko, które znajduje się na otwartym morzu. Wypływając z plątaniny wysepek zauważam w wodzie stada sardynek. Nagle wyskakuje z wody około 40 kilogramowy tuńczyk! Kolega Piotr, który jest pierwszy raz na takich połowach nie może powstrzymać emocji - „jaki kaban” krzyczy podniecony. Biorę to za pomyślny znak i informuję kapitana Mure o obecności ryb.

Kapitan Mure nęci tuńczyki kawałkami sardynek
Kapitan Mure nęci tuńczyki kawałkami sardynek

Płyniemy jednak dalej. Po kilkunastu minutach stajemy i rozpoczynamy typową procedurę: wyrzucenie jednego zestawu do wody i nęcenie. Przypomnę, że zestaw zbudowany jest z fluorokarbonowego przyponu o wytrzymałości 100 kg (jak mówił sam kapitan, zdarzają się nawet sztuki do 300kg i 2-3m długości) i krętlika a wszystkie łączenia zaciskane są obcęgami. Na kutym haku martwa sardynka. Kapitan wytłumaczył nam abyśmy nie dotykali zestawów dłońmi posmarowanymi kremem do opalania, bo tuńczyk nie lub tego zapachu ale o dziwo pierwsze branie nastąpiło na wędkę, którą właśnie dotykaliśmy. Płyniemy na kolejną miejscówkę, której specjalnie nie musieliśmy szukać, bo ustawiło się tam około 15 łodzi z okolicznych portów. Znów nęcenie. W pewnym momencie zastępca kapitana daje nam znak, żebyśmy się uciszyli. Po cichu, jak na polowaniu podchodzę do burty łodzi i moim oczom ukazuje się niesamowity widok. Tuż pod nami żeruje ogromna ryba, zbierając kawałki wrzuconych do wody ryb zanętowych. Wśród całej załogi daje się wyczuć napięcie i wtem słyszymy jazgot multiplikatora. Szpula odwija się z zawrotną prędkością. Patrzymy na wędkę tkwiąc w stalowym gnieździe burty łodzi jak zaczarowani. Gdy po 2 minutach ryba zwalnia załoga sprawnie przenosi wędkę do fotela walki na przedzie łodzi i tu zaczynamy prawdziwa walkę. Patrzę na zegarek, jest 10.30, jesteśmy ok. 15 mil morskich od brzegu. Ryba, która wzięła przynętę na głębokości ok. 20 metrów jest w tej chwili na 120 m przy głębokości do dna 200 m. Rozpoczynamy hol (kolejno): młody Niemiec, Piotrek, Marcin, Wilhelm, ja, młody Niemiec i Piotrek (zmiany co 5 min - łącznie ok. 25 min).

Lądowanie tuńczyka
Lądowanie tuńczyka

Newralgicznym momentem jest lądowanie tuńczyka. Pierwsza ryba waży 45 kg i ma 152 cm. Jesteśmy w wyśmienitych humorach.

Po 2 godzinach bezowocnych prób oddalamy się od grupy łodzi w kierunku Vodic i płynąc wolno przeszukujemy sonarem toń w poszukiwaniu sardynek. Po przepłynięciu połowy dystansu do archipelagu Kornati stajemy. Po 1 godzinie znów rozpoczyna się szaleństwo, 3 brania tuńczyków następujące jedno po drugim, nie nadążamy holować ryb o wadzie od 35 do 43 kg, muszą czekać w kolejce po przeciwnej stronie łodzi. Zmieniamy się jak ustaliliśmy na początku co 5 minut po kolei. Załoga uwija się jak w ukropie. Po udanym lądowaniu nie ma czasu na odpoczynek, bo czeka następna ryba na głębokości 100 metrów i odległości od łodzi 150-200 metrów i zabawa zaczyna się od nowa. Jesteśmy w szampańskich nastrojach, humoru nam nie brakuje, znikają wszelkie granice narodowościowe i językowe, rozumiemy się doskonale. W oczekiwaniu na kolejne branie obserwujemy hol tuńczyka z małej łodzi, na której jest tylko 1 wędkarz i szyper, w końcowej fazie i po dłuższej szarpaninie z ok. 40-kg tuńczykiem ryba wygrywa.

Hol 40-tki , pomocnik kapitana pomaga nawijać linkę
Hol 40-tki ,
pomocnik kapitana pomaga nawijać linkę

Na naszej łodzi lądowania ryb są o wiele sprawniejsze - pomocnik kapitana ciągnie za żyłkę, my ciągniemy wędką na fotelu walki a najczęściej sam kapitan zdecydowanie nadziewa rybę na osękę z długą rękojeścią i wzdłuż burty przesuwa ją na tył łodzi, gdzie chwytana jest krótkim hakiem i przez 2 osoby wciągana na pokład. Potem odczepiany jest haczyk. Kiedy żar leje się z nieba między 14.00 a 16.00 tuńczyki nie mają ochoty na jedzenie, za to nasza ekipa po takiej dawce emocji i wysiłku owszem. Załoga przygotowuje dla nas prosty posiłek - kruch (po chorwacku chleb), który bardziej przypomina nasze bułki ze słoną wędliną i serem. Nagle znów jazgot hamulca kołowrotka i wszyscy rzucamy się do dziobu łodzi, bo tam znajduje się fotel walki. Załoga zręcznie operując wędką z ciągnącą rybą pomiędzy pozostałymi 3 zestawami stawia ciężki, 10 - 15 kg zestaw w gnieździe fotela i zabawa zaczyna się od nowa. Pomocnik kapitana instruuje nas, że w czasie gdy tuńczyk wysnuwa żyłkę z multiplikatora musimy zachować spokój, w momencie kiedy staje należy zacząć pompować rybę. Z moich osobistych obserwacji wynika, że na początku holi, kiedy ryba jest jeszcze daleko od łodzi można wyczuć jej potrząsanie głową na zestawie, co jest naprawdę ekscytujące i te odjazdy po 10 - 20 metrów. Gdy tuńczyk znajdzie się bezpośrednio pod łodzią, zazwyczaj na głębokości 100 metrów, hol staje się podobny do pompowania dorszy na Bałtyku z tą różnicą, że tutaj trzeba dosłownie używać wszystkich mięśni i wkładać całą siłę w wędzisko.

Wspaniały połów-332,8 kg
Wspaniały połów-332,8 kg

Około 16.00 kapitan zmienia ponownie pozycję, płyniemy przez chwilę za trałowcem łowiącym sardynki w nadziei, że podążają za nim jakieś grube ryby, w końcu stajemy. W oddali majestatycznie przepływają pełnomorskie jednostki - piękny widok, który doceniam jako syn konstruktora bałtyckich statków i mieszkaniec Gdańska. Szybko wyrzucamy zestawy, intensywnie nęcimy i po 15 minutach zaczyna się prawdziwe wędkarskie eldorado. Naszą zanętę (pocięte sardynki i inne małe pelagiczne rybki) oraz pojedyncze ryby w całości atakuje zaciekle stado tuńczyków. Brania następują niemal jednocześnie na dwóch zestawach, niesamowite zamieszanie, hałas wysnuwanej z bębnów multiplikatorów linki, biegniemy na dziób łodzi. Przy piątym holu wyłania się z głębin morza stworzenie, którego obecności nigdy bym nie podejrzewał w tych wodach - manta. Niewiarygodny widok, jakby leciała pod wodą niczym ptak. W tym momencie wszyscy nagle przestają interesować się faktem, że na haku wędki szaleje 40 kilogramowy tuńczyk, łącznie z holującym rybę Niemcem. Wszyscy jak zahipnotyzowani wpatrujemy się w okrążającego łódź morskiego ptaka - dla mnie to czysta poezja. W takich momentach uświadamiam sobie dlaczego tak naprawdę jestem wędkarzem morskim.

Powróćmy do naszego holu, po kilku zmianach wreszcie ryba wygrywa pojedynek, i tu przychodzi następna refleksja - tak właśnie powinno być, to jest sól tego sportu, której notabene w Adriatyku nie brakuje. Powtarza się sytuacja sprzed kilku godzin - hol za holem. Jesteśmy już porządnie zmęczeni. Kapitan podejmuje decyzję o przedłużeniu rejsu ze względu na rewelacyjne wyniki.

Lądowanie tuńczyka
Tuńczyk błękitnopłetwy 61,8 kg 178 cm -
największa ryba wyprawy

Około 18.00 kolejne branie. Pompujemy rybę według kolejności. Gdy już ją widać w głębinie  na 15 - 18 metrach, nagle nurkuje na kolejne 40 m wysnuwając w zawrotnym tempie żyłkę - nie dało się oderwać z tej głębokości przez 3 kolejne 5 - osobowe zmiany, góra i dół, Chorwat nie pospiesza nas. Przeciągnie liny trwa. Naliczyłem łącznie 17 zmian przy wędce, trwających prawie godzinę. Wreszcie osłabioną rybę udało się wyciągnąć na powierzchnię, wtedy wiedziałem już że jest największą ze wszystkich złowionych tego dnia. Po wyciągnięciu i późniejszym ważeniu na brzegu okazało się, że tuńczyk ma 61,8 kg i 178 cm długości.

Wyniki tej wyprawy zadziwiły mnie, nie mówiąc już o kolegach z Polski, którzy pierwszy raz uczestniczyli w połowach big – game. Wręcz odebrało im mowę. A teraz trochę matematyki. Podczas rejsu trwającego prawie 13 godzin wyholowaliśmy 8 tuńczyków błękitnopłetwych o masie: 61,8, 44,9, 43,3, 40,2, 37,6, 35,3, 33,1kg czyli łącznie 332,8 kg! To mój absolutny rekord.

Niestety właściciel Barrakudy nie zgodził się na odstąpienie chociaż kawałka ryby, twierdził, że muszą zostać sprzedane w całości. W poprzednich sezonach nie był taki zasadniczy a wierzcie mi smak świeżego tuńczyka nie ma nic wspólnego z tym puszkowym, ze sklepu, raczej przypomina dziczyznę. To już koniec mojej opowieści. Z pewnością tu wrócę ale teraz myślę już o łowiskach atlantyckich i innym królu mórz – marlinie. Być może będzie mi dane zmierzyć się i z tą rybą, kto wie...

Tomasz Przewoźny
  Gdańsk
Wspaniały połów-332,8 kg
Wspaniały połów-332,8 kg


Wspaniały połów-332,8 kg
Całkowity połów


Data publikacji: 17-07-2014    Kategoria: ZA GRANICĄ


Liczba komentarzy: 0        
fishbook.pl - Portal społecznościowy dla wędkarzy
Ta strona korzysta z plików cookie (ciasteczek) aby było Ci wygodniej z niej korzystać.     czytaj więcej»      ukryj