ZGADNIJ GDZIE JESTEM


obrazek
Płoć to najpopularniejsza ryba naszych jezior. Można ją złowić nie tylko wszędzie, ale także  na wszelkie sposoby. Jednak z przerębla najlepiej się do nich dobierać  tradycyjną spławikówką.



obrazek

Najpierw jednak trzeba  ustalić, gdzie one są, co  wcale nie jest łatwe, choć płocie uchodzą za ryby wszędobylskie.  Pierwsze kroki najlepiej skierować do tych miejsc,  w których się łowiło latem. Płocie w zasadzie nie zmieniają  swoich przyzwyczajeń i trzymają się stale tych samych rewirów.  Jeżeli ktoś po raz pierwszy trafi nad jakieś jezioro,  to powinien zacząć od przeszukania  przybrzeżnych spadów. Dobrymi łowiskami  płoci są również zbocza podwodnych górek. Jednak trafić pod lodem na górkę  to zadanie dość trudne. Potem zaś,  żeby znaleźć ryby, trzeba ją jeszcze z  każdej strony obłowić. W sumie zajmuje to mnóstwo czasu.  Jednak nie na spadach dna będziemy szukali płotek,  tylko na blatach, którymi spady się kończą. Płotka bowiem woli dno równe. To zrozumiałe, na spadach są drapieżniki.
Szukanie  płoci jest dosyć proste. Za trzcinami wierci się kilka otworów w kierunku środka jeziora. Pierwszy blat jest zazwyczaj  metr - półtora pod lodem. Płocie jednak będą tam  tylko wtedy, kiedy na lodzie będzie leżał śnieg. Inaczej się na takiej głębokości płoci nie połowi,  bo to ryby bardzo płochliwe.
Idziemy ciągle w głąb jeziora. W którymś z kolejnych otworów trafimy na spad, a potem na blat. Łowić powinniśmy kilka metrów za spadem. Głębokość wyniesie tam prawdopodobnie od  trzech do pięciu  metrów. W ten sposób,  ciągle szukając spadów i blatów, możemy dotrzeć nawet do głębokości dziesięciu i więcej  metrów.
Szukajmy, ale pamiętajmy, że wielkość łowionych płoci wcale nie jest związana z głębokością łowiska,  tylko z miejscem. Musimy trafić albo  na rejon ich stałego pobytu, albo na trasę,  po której się przemieszczają.
W łowiskach o średniej i dużej głębokości na dnie może leżeć muł. To nie powinno nas zrażać. Płocie nie zawsze są w pobliżu dna. Czasami, a nawet często, przebywają w toni i tam  doskonale biorą. Ale w jakiej warstwie wody będziemy je łowić, zadecyduje nęcenie.

Coś do dziurki...
Gotowe podlodowe zanęty są już bardzo wyspecjalizowane i  pewnie niedługo na opakowaniu przeczytamy, że dana zanęta doskonale wabi 17-centymetrowe płocie w stuhektarowym jeziorze w czasie od godz. 7.30 do południa. Trochę przesadzam, ale producenci zanęt przesadzają jeszcze bardziej.
Do nęcenia płoci pod lodem dobra jest każda zwyczajna zanęta płociowa,  byle była bardzo drobno zmielona i miała zdecydowanie ciemny kolor. Prawdę powiedziawszy im biedniejsza w składniki, tym będzie lepsza,  bo ryby się nią nie najedzą.
obrazek
Zanęty nie sypie się dużo. Kilowa paczka starcza na trzy - cztery wyprawy, ale do każdej porcji powinno się dodawać robaki: ochotkę, pinkę lub  kilka grubych białych. Kto ma ochotę się bawić i sporządzać własną zanętę,  może ją zrobić z tartej bułki, ciemnego, wysuszonego i później zmielonego pieczywa oraz  odrobiny mleka w proszku. Mleko  ryb nie nasyca, natomiast dobrze je nęci, bo smuży.
Nim zaczniemy  łowić,  wrzucamy do dziurki trzy lub  cztery kuleczki wielkości orzecha włoskiego.  Jeżeli to płotki zwabi, to donęcać nie trzeba, chyba że ryby żerują bardzo ostro lub niezbyt chętnie przy dnie. Wtedy do przerębli wrzuca się okruszyny rozdrobnionej zanęty i łowi w toni. Zamiast zanęty można co jakiś czas wrzucić kilka ochotek. Czasem to wystarczy, aby zachęcić płocie do żerowania. Jak widać, nęcić można różnie, ale zawsze należy przestrzegać trzech zasad. Zanęta powinna być świeża, ciemna i podawana w bardzo małej ilości.
Z  przynętą sprawa jest o wiele prostsza.  Kiedy w łowisku są małe płocie, skuteczne są ochotki. Większe sztuki wolą białe robaki lub  pinki. Na duże płocie  najlepszą przynętą jest topiony serek lub zrobione na jego bazie  ciasto  z zapachem czosnku.
 
Dwie pogody
Na ogół płocie (i inne ryby) łowimy wtedy, kiedy mamy czas. Jeżeli jednak na dworze jest trzaskający mróz,  to na zbyt wiele liczyć nie można. Po prostu wysokie ciśnienie nie sprzyja dobrym połowom. Lekki niż, delikatna odwilż, drobno sypiący śnieg, a wiosną nawet deszcz - wszystko to bardzo utrudnia wędkowanie, ale wyniki połowów będą zdecydowanie dobre. Kiedy jednak regularnie odwiedzamy  jedno łowisko, to  jest gwarancja, że zanęta płotki tam utrzymuje. Pogoda będzie decydowała tylko o tym, ile ich złowimy. Z dobrego łowiska zawsze można coś wyjąć.
 
Na płoteczki ze spławiczkiem
Stosuje się dwa rodzaje spławików. W łowiskach płytszych, do czterech metrów głębokości, najlepsze są ołówki o wyporności 1–3 g zakończone cienką antenką. W  łowiskach mających 6-8 m  i głębszych spławiki powinny mieć wyporność nawet 6 g i również cienkie antenki. Tak naprawdę ważniejsze od wyporności  spławika jest jego wyważenie. Idzie o to,  żeby biorącej rybie nie stawiał on  oporu. Należy go tak wyważyć, żeby nad wodę wystawała tylko antenka albo żeby zanurzony był cały spławik. Wtedy antenka powinna dotykać lustra wody, ale od spodu. W obu przypadkach nawet najdelikatniejszy ruch   spławika będzie wyraźnie dostrzegany.   
 Ważne jest to, co wędkarze nazywają  obłowieniem spławika. Trzeba dokładnie rozeznać,  jak spławik reaguje na branie. Po parogodzinnych obserwacjach i kilku ślepych zacięciach  coraz łatwiej będzie odgadnąć, czy ryba przynętę bierze, czy tylko wstępnie się nią interesuje. Na szczęście  brania płotek są najczęściej zdecydowane i doskonale widoczne. Najczęściej, ale nie zawsze.
obrazek
Wędeczka powinna być niezbyt długa, 35-40 cm,  z malutkim kołowrotkiem. Co zaś do żyłki,  to trzeba wziąć pod uwagę, że w płociowym łowisku przyłowem bywają  krąpie, a nawet leszcze. Dlatego życie ułatwi nam żyłka 0,12, a nawet 0,14 mm. Ale wtedy obowiązkowy jest przypon. To dobre rozwiązanie także z innego względu, bo gdy się przypon urwie, to na mrozie łatwiej założyć nowy niż wiązać do żyłki haczyk.
Choć przy wędeczce mam kołowrotek, to  rybę wyciągam trzymając żyłkę w palcach. To chyba największa przyjemność w podlodowym wędkowaniu, kiedy się w rękach czuje walczącą rybę.

Można zaczynać
Najpierw  wiercimy parę  otworów i szukamy w nich płotek bez wcześniejszego nęcenia. Kilka otworów to konieczność, lepiej bowiem na początku trochę pohałasować, by  później już cały czas zachowywać spokój i ciszę. Kiedy w jakimś przeręblu znajdziemy płotki,  można go zanęcić. Pozostałe otwory lepiej zasypać,  bo pod lodem wygląda to tak, jakby od góry świeciły reflektory. Po zanęceniu płotki zwykle na chwilę odpływają, ale po kilku, rzadko po kilkunastu minutach ponownie meldują się pod dziurką.
 Gdy brania ustają, trochę donęcam i zmieniam przerębel (poprzedni zasypuję śniegiem). Skaczę tak między pięcioma otworami, bo raz są brania w jednym, a za chwilę w innym  przeręblu. Kiedy płotki tak właśnie biorą, raz tu raz tam, ogromne znaczenie ma praca zestawem. Nie można po prostu wstawić spławika i czekać na branie. Ryby należy cały czas prowokować. Podnieść zestaw, opuścić go, przesunąć spławik pod drugą krawędź lodu, przytrzymać, zrobić jakiś niespodziewany ruch... Takie są płotki, nie pozwalają się nudzić.

Arnold Hościłło
Olecko


Data publikacji: 17-02-2015    Kategoria: LÓD


Liczba komentarzy: 0        
fishbook.pl - Portal społecznościowy dla wędkarzy
Ta strona korzysta z plików cookie (ciasteczek) aby było Ci wygodniej z niej korzystać.     czytaj więcej»      ukryj