NIETUZINKOWE ZDARZENIE

...Po tym zdarzeniu wędkowaliśmy jeszcze około pół godziny w tym samym miejscu. Brania wprawdzie były, ale nie do zacięcia. Więc: jeszcze po jednym rzucie i odpływamy – zadecydowałem.


obrazek

Podczas wędkowania było zdarzenia warte opisania. Zapewne niejeden wędkarz miał podobne, ale nasze udokumentowaliśmy fotograficznie.
Było to na Bielinku. Spiningowaliśmy na piętnastu metrach.  Echosonda rejestrowała obecność ryb i łatwo można było odróżnić położenie drapieżników od ryb spokojnego żeru. Ryby brały jednak bardzo słabo. Nastawieni byliśmy na okonie, ale na nasze haczyki trafiały również szpice (żargonowa nazwa małego sandacza).
W którymś momencie, po wyciągnięciu przynęty z wody, partner  z łódki - Krzysiu Świerczyński z Osinowa, powiedział: miałem delikatne branie, niemal go nie poczułem, a zobacz co ryba zrobiła, i pokazał mi dżiga bez gumki.
Łowiliśmy dżigami ważącymi 12 lub 15 gramów. Zakładaliśmy różne gumki, również kajteki, które są wykonane z bardzo miękkiego plastiku, ale nie na tyle miękkiego, żeby ryba rozerwała korpus przynęty.
Po tym zdarzeniu wędkowaliśmy jeszcze około pół godziny w tym samym miejscu. Brania wprawdzie były, ale nie do zacięcia. Więc: jeszcze po jednym rzucie i odpływamy – zadecydowałem.
Jest – powiedział Krzyski po krótkim, skokowym prowadzeniu przynęty.
Tylko na chwilkę podniosło  nam ciśnienie bo już po kilku obrotach korbką kołowrotka stwierdził, że to szpic.  Wyciągnął go z wody tak, żeby palcami złapać dżig za główkę, by bez dotykania ryby wytrzepać ją z haczyka.
obrazek
Niemożliwe, zobacz – powiedział i pokazał mi pyszczek szpica. Tkwiła w nim przynęta ta sama, którą więcej niż pół godziny wcześniej stracił podczas delikatnego brania. Zdziwienie nasze było tym większe, że po po wyjęciu gumki stwierdziliśmy, że jej korpus nie został rozerwany. Słowem gumka została ściągnięta, a nie rozerwana.
O takim zdarzeniu jeszcze nie słyszałem. Miałem tylko takie, że po kilku godzinach trafiłem na to samo łowisko na którym wcześniej urwałem, z bocznego troka, dużego okonia. Poszedł z haczykiem i gumką. Niemal po całym dniu złowiłem w ty samym miejscu dużego okonia, który, jak się okazało, już w domu, miał w żołądku moją fioletową gumkę z haczykiem.
Opowiadał mi znajomy jak w latach 60., kiedy żyłki miały małą wytrzymałość, jak w trzech rzutach stracił dwie wahadłówki i na trzecią, identyczną jak dwie urwane, wyciągnął ośmiokilogramowego szczupaka, któremu z pusta wisiały dwie wcześniej urwane wahadłówki. Ale o tym by malutki sandaczyk przez ponad pół godziny pływał na głębokości kilkunastu metrów z plastikową przynęta w pysku i jeszcze się połakomił na taką samą, to zobaczyłem po raz pierwszy.
 

Zapraszam Czytelników do podzielenia się swoimi, oryginalnymi, niezbyt często spotykanymi przeżyciami. Takie opisy dadzą nam doświadczenie, a przede wszystkim większą wiedzę ożyciu zwierząt skrytych nieprzeniknioną taflą wody.

Wiesław Dębicki



Data publikacji: 08-11-2016    Kategoria: BIOLOGIA


Liczba komentarzy: 0        
fishbook.pl - Portal społecznościowy dla wędkarzy
Ta strona korzysta z plików cookie (ciasteczek) aby było Ci wygodniej z niej korzystać.     czytaj więcej»      ukryj