GŁOWATKA

   Ostatnia publiczna wypowiedź Wiesława Dębickiego. Dotyczy ona książki    "Głowacica wędkarza doskonałego" , pod redakcją dra Stanisława Ciosa.


Kilkakrotnie, na spotkaniach w których przyszło mi uczestniczyć, ważnych dla wędkarstwa polskiego, mówiłem do uczestników: proszę, nie sądźcie, że historia powstaje gdzieś tam, za oknem w innym świecie, że ją budują jacyś obcy i nieznani ludzie. To my tworzymy historię, a jaka ona, czy będzie trwała, przyprawiała nam dumy i przynosiła sławę, zależy tylko od nas.

Przełom lat 90. to czas dużych zmian w Polsce i w naszym społeczeństwie. W tym właśnie czasie powstaje „Wędkarz Polski”, którego jestem współwłaścicielem i redaktorem naczelnym. Jedną z podstawowych idei naszej redakcji jest przedstawianie Czytelnikom historii polskiego ruchu wędkarskiego, który formalnie powstawał w latach międzywojennych i opierał się  samorządnych towarzystwach nie osiadających nadbudowy organizacyjnej. O tym, w powojennej Polsce prawie nigdzie mówiono i nie pisano, więc już w pierwszym roku wydawniczym publikowaliśmy wzorcowe statuty mogące posłużyć aktywnym wędkarzom do zakładanie towarzystw. Informowaliśmy  o sposobie rejestracji sądowej oraz pisaliśmy, nawet bardzo dużo, o inicjatywności w nowopowstałych towarzystwach wędkarskich.

Jednym ze sposobów utrzymywania żywego kontaktu z Czytelnikami były organizowane przez redakcję „WP” zawody wędkarskie. Przyjeżdżali na zawody wędkarze nie tylko by się ścigać o najwyższe miejsce na podium, również po wymianę doświadczeń w sposobach organizacji ruchu wędkarskiego.

 Podczas Pierwszego Pucharu Wędkarza Polskiego w 1991 roku, odbywającego się na zbiorniku zaporowym Głębinów, na Nysie Kłodzkiej, poznałem między innymi trzech wędkarzy z Krakowa - Waldemara Białego – Borelowskiego, Mariana Godzica i Wojciecha Krasnopolskiego.  W dniu zawodów, w czasie gdy Maryś i Wojtek wypłynęli za rybami, miałem okazję na wielogodzinną rozmowę z Waldkiem. Fascynująca rozmowa, której niemal każdy szczegół mam, po kilkudziesięciu latach, w pamięci. Mówiliśmy o zaczątkach polskiego ruchu wędkarskiego, o Rozwadowskim, Sile-Nowickim, Akademii Umiejętności, także o czasach obecnych, oczywiście o  Podhalu i głowacicy. Wtedy o głowacicy, jako rybie, wiedziałem dużo. Przyjacielem był mi Andrzej Witkowski pracownik Uniwersytetu Wrocławskiego. Jego sztandarową rybą, w nauce, była właśnie głowacica. Na łamach „Wędkarza Polskiego”, już jako prof. dr hab. poświecił głowacicy, jej polskiej oraz europejskiej historii, wiele artykułów.

W trakcie rozmowy Waldek przybliżył mi sprawy swoich przyjaciół, kolegów, znajomych ogarniętych pasją polowania na głowacicę, bo inaczej nie można określić wypraw za, jak to kiedyś napisałem „dinozaurem polskich wód”. Mówił mi o pasjonatach których oczkiem w głowie było nie tylko polowanie, ale nade wszystko jej ochrona i środowiska w który żyje.

Wtedy, nad wodami Głębinowa,  urodził się u kolegów z Krakowa pomysł zorganizowania na Podhalu zawodów. Gorąco przystałem do tej inicjatywy zapewniając, że „Wędkarz Polski” będzie patronował każdym zawodom
i wszystkim innym inicjatywom podjętym przez tamtejsze środowisko, celem których było propagowanie wędkarstwa na Podhalu.

I tak po ponad półwiecznym niebycie (od 1945  do 1990 roku)  idei głoszonych przez członków Akademii Umiejętności, powołanej w Krakowie 1873 roku, której wielu członków zajmowało się wędkowaniem, idei takich jak budowanie świadomości ekologicznej i korzyści z tego płynących dla lokalnej ludności, organizowania wędkarstwa sformalizowanego w towarzystwach teraz, jak bumerang, historia zatoczyła koło i tutaj nad Nysą Kłodzką zawiązały się zręby Klubu „Głowatka”, który dzisiaj świętuje swoje dwudziestopięciolecie.

Napisali kawał historii, która będzie trwała, której podwaliną jest chęć czynienia dobra.

Wiesław Dębicki



Data publikacji: 29-11-2018    Kategoria: OPOWIADANIE


Liczba komentarzy: 0        
fishbook.pl - Portal społecznościowy dla wędkarzy
Ta strona korzysta z plików cookie (ciasteczek) aby było Ci wygodniej z niej korzystać.     czytaj więcej»      ukryj