SZCZUPAK W AKWARIUM

Podglądanie drapieżnych ryb w ich naturalnym środowisku jest zajęciem trudnym i kosztownym, ponieważ wymaga specjalistycznego sprzętu. Nie posiadając odpowiednich środków postanowiłem badania przeprowadzić w akwariach i umieściłem w nich trzy młode 18 centymetrowe szczupaki.

Szczupaki tej długości są już zdecydowanymi drapieżnikami i w zasadzie atakują każdy niewielki obiekt poruszający się w wodzie. Przez pierwszych kilka dni karmiłem je ochotkami. Po aklimatyzacji nadszedł czas na właściwe obserwacje. Jeden ze szczupaków trafił do akwarium w którym zamieszkał razem z 14 centymetrowym okoniem. Obie ryby były słabo karmione i stanowiły punkt odniesienia pozwalający ocenić tempo wzrostu pozostałych dwóch szczupaków, które karmione były obficie.Na początku i w trakcie obserwacji szczupaki dokładnie mierzyłem i ważyłem. Po uśpieniu określałem ich długość, ciężar oraz wymiary rozwartego pyska. Do doświadczeń użyłem różnych gatunków ryb, czebaczków amurskich , karasi, okoni, kiełbi. Wypróbowałem także kijanki, drobne żaby i owady wodne – pluskwiaki pluskolce. Pierwszą próbą była reakcja na pluskolce. Niedoświadczone i wygłodzone szczupaki atakowały je natychmiast. Ponieważ jednak pluskolec potrafi boleśnie ukłuć, drapieżniki bardzo szybko go wypluwały. Jedna lub dwie próby wystarczyły, aby szczupaki zapamiętały przykrą nauczkę i nie ponawiały ataków.

Następnego dnia wraz z drobnymi czebaczkami wpuściłem do akwarium trzy żaby o długości 4 cm i dwie spore kijanki. Pierwszymi ofiarami okazały się kijanki. O ich losie zadecydowała przede wszystkim znacznie mniejsza zwrotność i szybkość pływania. Następnymi ofiarami były czebaczki. Żaby szybko pojęły, że aby przeżyć, muszą się trzymać blisko powierzchni i szukać schronienia wśród pływających roślin. Dzięki temu zostały zjedzone jako ostatnie, dopiero po kilku dniach. Szczupaki dopadły je w nocy.

Próbowałem wyjaśnić jak często szczupaki żerują, gdy mają dużo pokarmu. Interesowało mnie ile ofiar, zależnie od ich wielkości, musi zjeść szczupak, aby się nasycić oraz ile czasu zajmuje schwytanie i połknięcie takiej porcji pokarmu. Próbowałem także określić jak długo trwa trawienie i po jakim czasie następują ponowne polowania. Do akwarium z przegłodzonym 24 centymetrowym szczupakiem wpuściłem trzydzieści czebaczków o długości od 4 do 6 cm. W ciągu następnego kwadransa drapieżnik, korzystając z dezorientacji świeżo wpuszczonych ryb, schwytał i połknął osiem z nich. Szczupak atakował nawet wtedy, gdy w jego pysku znajdowały się już dwie inne schwytane przed chwilą ryba. Nic dziwnego więc, że gdy potem starał się odwrócić ofiary głowami w kierunku swojego przełyku, przynajmniej jednemu z czebaczków  udawało się uciec. W ciągu następnych dwóch godzin zostały pożarte jeszcze cztery rybki. Następnego dnia rano okazało się, że w akwarium oprócz szczupaka pływa dwanaście czebaczków, co oznaczało, że w ciągu 16 godzin szczupak zjadł osiemnaście ryb!

Najedzony drapieżnik utrzymywał się tuż nad dnem, natomiast niedoszłe ofiary przebywały w przeciwległym rogu akwarium lub ukrywały się przy samej powierzchni wody, w gąszczu moczarki i rogatka. Przez dwie następne doby nie zauważyłem żadnych ataków szczupaka, nawet jeśli czebaczek nieopatrznie przepływał mu tuż koło pyska. W trzecim dniu zastałem w akwarium tylko osiem czebaczków. Oznaczało to, że cztery zostały zjedzone w nocy. Pozostałe zniknęły w ciągu następnych trzech dni.

Po tygodniu od zjedzenia ostatniego czebaczka szczupak był już dostatecznie wygłodniały, aby można było przystąpić do drugiej części eksperymentu. Tym razem do akwarium wpuściłem pięć karasi o długości 8 centymetrów i wysokości ciała 3 cm. Pierwszy atak nastąpił prawie natychmiast. Tym razem jednak obracanie ofiary w pysku i jej połykanie zajęło prawie trzy minuty. Następny atak  nastąpił po upływie prawie 30 minut, a połykanie trwało kwadrans. Trawienie tych dwóch karasi zajęło ponad dwie doby i kolejny atak nastąpił dopiero po 55 godzinach.Średnio czebaczki ważyły po 2 gramy, karasie po 8 gramów. Można więc ocenić, że w przypadku bardzo dużej dostępności pokarmu szczupak całkowicie zaspokaja swoje potrzeby zjadając w ciągu kilku lub kilkunastu godzin ryby stanowiące od 22 do 45 procent jego własnej masy. Liczba zjadanych ryb zależy oczywiście od ich wielkości. Decyduje o tym przede wszystkim wysokość ciała zjadanych ofiar. Takich, które – jak karaś, leszcz czy krąp – mają ciało bardzo wygrzbiecone – szczupak może zjeść wielokrotnie mniej. Ryby o ciele wydłużonym – jak czebaczki – łatwo przechodzą przez nierozciągliwe wejście do gardzieli szczupaka i mogą być ściślej upakowane w rozciągliwym żołądku. Dlatego łączna masa takich łatwych do przełknięcia kęsów bywa o połowę większa od tych, które szczupak połyka z dużym trudem.

Szczupak całkowicie zaspokajał swój apetyt w czasie od jednej do szesnastu godzin. Jeśli pokarm stanowiły ryby słabo wygrzbiecone, to czas aktywnego żerowania znacznie się wydłużał, zaś ataki były szczególnie częste w pierwszej fazie. Po całkowitym nasyceniu następowała trwająca ponad dwie doby przerwa w żerowaniu, podczas której drapieżnik całkowicie ignorował nawet te ryby, które przepływały o centymetr od jego paszczy. Duża ilość drobnych ryb wpuszczonych do akwarium sprawiała, że częstość ataków była zależna tylko od potrzeb szczupaka, który nie musiał czekać na przepływającą rybę jak na szczęśliwe zrządzenie losu. Wygłodzony szczupak atakował zawsze pierwszą z wpuszczanych ryb. Czas, który upływał do momentu następnego ataku, zależał od wielkości i kształtu schwytanej ryby.

Sposób ataku wyraźnie zależał od tego czy szczupak był wygłodzony, czy najedzony. Głodny drapieżnik atakował natychmiast całe stadko ryb wpuszczanych w najodleglejsze miejsca akwarium, chwytając w ciągu kilku sekund kilka ryb. Po zaspokojeniu pierwszego głodu czekał aż rybka podpłynie nieopatrznie w jego pobliże lub zbliżał się na odległość nie przekraczającą połowy długości swego ciała. Dopiero wówczas atakował.

Przed obserwacjami dokładnie obmierzyłem moje szczupaki. Interesowała mnie całkowita długość ryby, największa wysokość ciała, a przede wszystkim wysokość rozwartego pyska.  Uzyskane w ten sposób wyniki mogłem porównać z pomiarami ryb, którymi karmiłem potem szczupaki. Okazało się, że 24 -centymetrowy szczupak ma ciało wysokie na około 3,5 centymetra. Na tyle też rozwiera się jego paszcza.

Obserwacje dotyczące preferowanej i maksymalnej wielkości ofiar przeprowadziłem kilku próbach. Początkowo do akwarium ze szczupakami wpuszczałem po pięć czebaczków o długości od czterech do pięciu centymetrów i wysokości ciała nie przekraczającej 1,5 centymetra oraz 5 karasi o długości od 4 do 11 centymetrów i wysokości ciała od 1,9 do 4,2 centymetra.

Okazało się, że w większości wypadków najpierw zjadane były czebaczki. Nie wynikało to z mniejszej ich sprawności i aktywności ruchowej, lecz z tego, że czebaczki mają mniej wypukły grzbiet. Na piętnaście czebaczków zjedzonych w trzech takich próbach przypadły zaledwie cztery najmniejsze karasie. Dopiero po strawieniu czebaczków szczupaki zabierały się do karasi, zaczynając zwykle od tych, których długość nie przekraczała 25 proc. ich własnej długości. Powtórne obserwacje, w których zamiast czebaczków użyłem kiełbi, przyniosły bardzo podobny rezultat, mimo iż utrzymujące się na dnie kiełbie były zdobyczą znacznie trudniejszą od pływających w połowie toni czebaczków.

W pozostałych próbach używałem wyłącznie karasi. Do przegłodzonych szczupaków wpuściłem dwa karasie 12 centymetrowe, a więc mające połowę długości szczupaka. Wysokość ich ciała wynosiła po 4,5 centymetra. Szczupaki natychmiast ustawiły się do ataku. Jeden z nich zaatakował chwytając karasia za głowę, drugi po krótkim skoku nagle zatrzymał się przed karasiem wyraźnie oceniając wielkość niedoszłej ofiary. Ostatecznie nie zdecydował się na atak, lecz przez dłuższy czas podpływał do karasia przyglądając mu się z różnych stron. Karaś schwytany przez pierwszego szczupaka po kilku sekundach wyrwał się mu z pyska. Napastnik nie powtórzył ataku. Następnego dnia okazało się, że drugiemu karasiowi brakuje na bokach kilkunastu łusek. Tak więc i on został w nocy nieskutecznie zaatakowany. Przez następne kilka dni szczupaki ignorowały karasie.

Po kilku tygodniach prób z karasiami stwierdziłem, że największy spośród zjedzonych miał 10 centymetrów długości i 3,6 centymetrów wysokości ciała. Tak więc szczupaki nie zjadały w zasadzie ofiar, które miały ciało równie wysokie jak one.

Kolejnym badanym zagadnieniem była skuteczność ataków rozumiana jako stosunek liczby ryb zjedzonych do zaatakowanych. Wpuszczając do akwarium ze szczupakami ryby różnej wielkości notowałem liczbę ataków i ich skuteczność. Na podstawie obserwacji 90 ryb stwierdziłem, że prawie 80 proc szczupaczych ataków odnosi skutek. Ataki na ryby nie przekraczające 15 proc długości szczupaka były skuteczne prawie w 100 proc. Małym rybom w zasadzie nigdy nie udawało się wyrwać z paszczy szczupaka, bo najczęściej były zasysane do gardzieli. Mniej więcej jedna na dwanaście ryb mających około 25 proc długości napastnika uciekła mu podczas ataku. Czasem udawało im się uciec wtedy, gdy szczupak obracał je w pysku. W tej grupie ofiar ucieczka najczęściej udawała się karasiom. Szczupakom bowiem znacznie trudniej przychodziło obracanie w pysku ofiar bardziej wygrzbieconych. Ataki na karasie mierzące około 10 centymetrów były najczęściej nieskuteczne. Karaś takiej długości był dla 24 - centymetrowego szczupaka trudny do schwytania. Szczupak, próbujący najczęściej chwycić swoja ofiarę w przedniej części lub połowie długości jej  ciała, nie był w stanie na tyle szeroko otworzyć pyska, by chwycić ją pewnie. Jeśli atak się udawał, to i tak bardzo często karaś uciekał, kiedy szczupak go obracał, szykując do połknięcia. Prawie trzy czwarte takich ataków kończyło się niepowodzeniem.

Gdy szczupaki były wygłodniałe, zajmowały w akwarium pozycje korzystne do przeprowadzenia szybkiego ataku na pojawiającą się rybę. W tym celu ustawiały się zwykle w najciemniejszym narożniku akwarium i zwracały się w stronę lepiej oświetlonego środka. Drugą z typowych pozycji zajmowanych przez szczupaka był wylot strumienia wody i pęcherzyków powietrza z zanurzonego napowietrzacza. Tak postępowały głodne drapieżniki, które wyraźnie miały nadzieję, że prąd wody przyniesie im w końcu upragniony kąsek. Jeśli szczupak nie był bardzo głodny, to znacznie staranniej przygotowywał się do ataku. Przede wszystkim starał się zachowywać jak zawieszony w wodzie patyk. W kierunku ryby, którą zamierzał zaatakować, obracał się bardzo powoli, wykonując drobniutkie ruchy, głownie płetwami piersiowymi. Atak następował dopiero wtedy, gdy ryba znalazła się co najmniej o 10 centymetrów od pyska łowcy. Jeśli ryba, którą szczupak właśnie zamierzał zaatakować, nieruchomiała, drapieżnik zatrzymywał się wyraźnie zdezorientowany i uderzał na nią dopiero wtedy, kiedy się znów poruszyła. Szczególnie dobrze było to widać wówczas, gdy szczupak chciał schwytać rybę, która ukryła się w roślinach, tuż pod powierzchnią wody. W takiej sytuacji zdarzało się, że szczupak ponad dwie godziny tkwił nieruchomo ustawiony głową pionowo w górę, choć swój łup, też nieruchomy, miał zaledwie 5 centymetrów przed pyskiem.

Bardzo widoczna, zwłaszcza po ataku była zmiana ubarwienia, wyraźnie związana ze stanem emocjonalnym. W moim dość jasno oświetlonym akwarium ubarwienie szczupaków było raczej jednolite: na złotawych bokach widniały nieco tylko ciemniejsze zielonkawe plamy. Po ataku szczupaki wyglądały zupełnie inaczej. Ich ubarwienie stawało się znacznie bardziej kontrastowe, następowało przy tym odwrócenie kolorów tła i plamek na bokach. Tło stawało się ciemne, plamki zaś, wyraźnie od niego jaśniejsze, przybierały barwę złotawą. Taki stan pobudzenia utrzymywał się najczęściej aż do połknięcia łupu. Podobny efekt wywoływało nagłe poruszenie niewielkiego przedmiotu przed szybą akwarium. Drapieżniki reagowały na to natychmiastowym atakiem. Szczupaki okazywały się niezbyt pojętne. Ustawione obok akwarium szklane naczynie z czebaczkami natychmiast budziło ich zainteresowanie i skłaniało do ataku. Przez kilkadziesiąt minut uderzały w szybę akwarium, prawie za każdym razem chwytając zamiast czebaczka leżący na dnie żwir. Z wielkim uporem starały się też przepłynąć przez tajemniczą, niewidzialną barierę. W porównaniu z pluskolcami był to zastanawiający przejaw tępoty.

Dr Jan Kusznierz



Data publikacji: 01-07-2011    Kategoria: NAUKA WĘDKARZOM


Liczba komentarzy: 0        
fishbook.pl - Portal społecznościowy dla wędkarzy
Ta strona korzysta z plików cookie (ciasteczek) aby było Ci wygodniej z niej korzystać.     czytaj więcej»      ukryj