Zdjęcie znad wody

JĘZYK CIAŁA


W dzień, gdy w wodzie jest na tyle jasno, że ryby się nawzajem widzą, trwa między nimi nieustanny dialog. Zmiany ubarwienia, określone pozy, charakterystyczne ruchy - to tylko niektóre sposoby porozumiewania się w podwodnym świecie.


Rzucona przez wędkarza kula zanęty wpada do wody. Niedaleko przepływa stado płotek. Jedna z ryb odrywa się od niego i płynie tam, gdzie zanęta właśnie opadła. Łapczywie chwyta rozsypane drobiny karmy. Po chwili pozostałe płotki idą w jej ślady. Trochę później do uczty dołączają krąpie, na końcu przypływają leszcze. Kolejnych biesiadników przywabił do zanęty nie jej zapach, ani widok odrywających się cząstek pokarmu (tzw. chmura zanętowa), ale zachowanie się ryb już w niej żerujących.
Śliza trudno podejrzewać o jakiekolwiek życie społeczne, ale i one sygnalizują pobratymcom stan swoich emocji. Dzięki postawie imponującej rzadko dochodzi do walk między samcami.

Obecność jadła ryby sygnalizują na dwa sposoby. Pierwszy to po prostu chwytanie pokarmu. Wśród innych zwierząt jest podobnie. Gdy jakaś kura zacznie dziobać ziarno, z całego podwórka zbiegają się do niej wszystkie pozostałe. W wodzie wygląda to oczywiście inaczej. Ryba, która spostrzeże kąsek, płynie powoli w jego kierunku. W odległości paru centymetrów przystaje. Płetwy przyciska do ciała, które jest przy tym lekko zgięte. Po chwili robi szybki skok i chwyta pokarm. Jeśli kąsek jest większy, to odpływa gdzieś na bok i w spokoju próbuje go połknąć. Takie przekazywanie informacji określa się jako pasywne, bo dzieje się niejako przy okazji wykonywanych czynności, w tym przypadku żerowania. Czy informują się o znalezieniu pokarmu w sposób aktywny, to znaczy zachowaniem, które nie ma nic wspólnego z jedzeniem, trudno powiedzieć. Nie jest to jednak wykluczone.
Tak czy owak o znalezieniu pokarmu informują się ryby żyjące stadnie. Jest to bowiem korzystne tak dla stada, jak i dla samego informatora. Można przecież liczyć na rewanż. Poza tym przywołanie współtowarzyszy zwiększa bezpieczeństwo, bo w stadzie można się mniej bać drapieżnika niż w pojedynkę. Kłopot w tym, że wysyłane sygnały są czytelne także dla ryb innych gatunków. Zwłaszcza tych, które odżywiają się podobnym pokarmem, w zbliżony sposób i w tych samych miejscach (przykład z płociami, krąpiami i leszczami). Wtedy to, co miało umacniać solidarność w stadzie, staje się przyczyną wzmożonej konkurencji o pokarm.
Drapieżniki informują otoczenie nie o znalezieniu pokarmu, lecz o swoich zamiarach, przy czym cel tej informacji może być całkiem odmienny. Rekiny, polujące indywidualnie, wyginają przed atakiem grzbiet, tym samym informują inne, żeby nie wchodziły im w paradę. Natomiast drapieżniki, które polują gromadnie, zmawiają się, by przeprowadzić wspólny, zsynchronizowany atak na ławicę ryb. W dalekich oceanach tak postępują ostroboki, słynne barrakudy, u nas okonie, sandacze i bolenie.

Czasem wystarczy groźba
Między rybami bardzo często dochodzi do konfliktów. Bo też powodów jest dużo: trzeba bronić terytorium, swojego gniazda, samce spierają się o samice, te z kolei o miejsce dogodne do złożenia ikry itd. Bezpośrednia bójka jest jednak niekorzystna, bo może się zakończyć fatalnie dla obu stron. Najmniejsze uszkodzenie skóry grozi infekcją i w końcu nawet śmiercią. Wprawdzie agresja jest nieodłącznym elementem życia, żeby jednak zmniejszyć jej negatywne skutki, przyroda wymyśliła na nią sposób - tak zwaną rytualizację. Zanim dojdzie do walki, zwierzęta demonstrują swoją siłę grożąc sobie rytualnymi gestami. Słabszy rywal ma więc czas, by się w porę oddalić. U ryb najczęściej przyjmowana jest tak zwana postawa imponująca boczna. Konkurenci stają do siebie bokiem i maksymalnie rozpościerają pionowe płetwy. Wydają się przez to więksi niż są w rzeczywistości. Przeciwnika można też postraszyć postawą imponującą czołową. Dwie ryby ustawiają się naprzeciw siebie głowami, otwierają pyski, odchylają szeroko pokrywy skrzelowe. Rozpościerają też płetwy grzbietowe i piersiowe, którymi faliście poruszają.
Pstrągi straszą się na oba sposoby. Postawa boczna ma zastosowanie wtedy, gdy jeden pstrąg zostanie zaskoczony, bo drugi nieoczekiwanie wtargnął na jego terytorium. Jeśli przeciwnicy obserwują się już dłuższy czas i w końcu dochodzi do konfrontacji, przybierają postawę czołową. Bardziej skomplikowane jest agresywne zachowanie się cierników. Znakiem, który wywołuje u nich agresję, jest czerwony brzuch konkurenta (charakterystyczna cecha podczas tarła). Grożą sobie także rozprostowując kolce grzbietowe, otwierając pysk i ustawiając się prawie pionowo, głową ku dołowi. Z kolei okonie rozszerzają pokrywy skrzelowe i  rozpościerają płetwę grzbietową. Dzięki temu na pozór są większe (często, choć podświadomie, robią to wędkarze, trzymając złowionego okonia przed obiektywem aparatu fotograficznego). Sandacze się garbią (nie licząc tych gestów agresywnych, które stosuje okoń), a w czasie tarła samce broniące gniazda dodatkowo przybierają na brzuchu niebieskawą barwę odstraszającą.
Repertuar zachowań agresywnych jest u ryb bardzo bogaty. W złości jedne potrafią natychmiast zmienić ubarwienie, inne potrząsają ciałem, uderzają płetwą ogonową, plują piaskiem. Są jednak i takie, które agresji w ogóle nie sygnalizują. Należą do nich m.in. ukleje. Napastnik od razu przechodzi do ataku (gryzie w bok lub w okolicę pokrywy skrzelowej), a napadnięty ratuje się ucieczką.
Gdy groźby nie skutkują, ryby przystępują do prawdziwej walki. Tu także w toku ewolucji pojawiły się zachowania, które ograniczają jej negatywne skutki. Niektóre ryby sygnalizują wobec wygrywającego swoją uległość. Kończą tym walkę i unikają gorszych konsekwencji. Na przykład przegrywająca pielęgnica przyciąga płetwy do ciała, podnosi głowę i opuszcza ogon. Tym samym podstawia pod uderzenie najbardziej wrażliwą część swego ciała - brzuch. Taki gest powstrzymuje przeciwnika od dalszych ataków. Jednak większość ryb w takich sytuacjach ratuje się ucieczką. Te, które nie mają dokąd uciec (np. w akwariach), w końcu są zabijane.

Trochę złości w miłości
Język ciała odgrywa ważną rolę w czasie tarła. Większość żyjących u nas ryb staje się wówczas bardziej jaskrawa, u wielu też pojawia się wysypka perłowa, choć ona ma znaczenie przede wszystkim przy bezpośrednim kontakcie między tarlakami. Niektóre ryby radykalnie zmieniają ubarwienie. Brzuch samców ciernika przybiera barwę czerwoną, a grzbiet niebieską. Samce cierniczków stają się prawie czarne. Równie ładną szatę godową przywdziewają samce cert. Ich głowa i grzbiet aż do linii bocznej są czarne, a brzuch, płetwy parzyste i odbytowa pomarańczowe lub nawet czerwone. U strzebli potokowej silnie czerwienieją tylko niektóre partie brzucha.
Grożący pobratymcom lipień wygina grzbiet i podnosi płetwę grzbietową, a już poza okresem tarła jest wobec innych ryb usposobiony pokojowo.

Samce i samice ryb trących się gromadnie na ogół zewnętrznie się nie różnią lub różnice są tylko nieznaczne. Ale i one, pływając podczas tarła w ściśle określony sposób,  przekazują sobie sygnały informacyjne. Idzie o to, by ikra i mlecz zostały wydalone do wody jednocześnie, od tego bowiem zależy, czy ikra zostanie zapłodniona.
Znacznie więcej wzrokowych sygnałów przekazują sobie ryby trące się w mniejszych grupach lub parami. W tym przypadku bardzo często razem występują zachowania wabiące, agresywne i sygnalizujące uległość. Ryby broniące terytorium, na którym chcą złożyć ikrę, nadają sygnały odstraszające (pozy, ubarwienie). Na przykład samce lipieni przeganiają ze swego terytorium inne samce i samice. Jako straszak przydaje im się wówczas płetwa grzbietowa, trochę za duża jak na ich pływackie potrzeby. Na swój obszar pozwalają wpłynąć tylko samicy, która ma opuszczoną płetwę grzbietową i wyginając się pokazuje, że jest gotowa do tarła.
Samce płoci i leszczy przepędzają inne samce ze swojego kawałka tarliska, ale zewnętrznie się od samic nie różnią. Dodatkowy wyróżnik, zwłaszcza w przypadku płoci, byłby dla nich zbyt niebezpieczny. Już choćby z powodu swojej dużej aktywności w czasie tarła są one znacznie częściej niż samice zjadane przez ryby drapieżne, głównie szczupaki. Samce szczupaków z kolei też nie różnią się istotnie od samic, ale im nie jest to potrzebne, bo para tarlaków nie chroni swojego terytorium. U okoni jest jeszcze inaczej. Główną rolę w godach gra samica. To ona wyszukuje zanurzony w wodzie przedmiot, na którym można zaczepić taśmę z ikrą, i zaczyna wokół niego w charakterystyczny sposób pływać, robiąc coraz to mniejsze kręgi. Jest to znak dla samców, że za chwilę będzie wydalać ikrę. Niewielka grupa samców stara się wtedy jak najbardziej do niej zbliżyć.
Komunikowanie się za pomocą sygnałów odbieranych wzrokiem jest u ryb powszechne i dotyczy wszystkich ważniejszych czynności życiowych, a więc wyszukiwania pokarmu, rozrodu, życia stadnego. Jego celem jest zawsze wywołanie określonej reakcji u innych ryb. O istnieniu takiego systemu sygnałów wędkarze mają okazję się przekonać, gdy zerwana ryba płoszy stado i definitywnie kończy brania w łowisku.
Waldemar Borys