ZIMNA WODA I KARPIE

Panuje opinia, że w wodzie o niskiej temperaturze karpie w ogóle nie są aktywne. To przesąd. Także w tych warunkach ryby pobierają pokarm, choć czynią to o wiele rzadziej niż latem i trawią go o wiele dłużej. Żerują więc bardzo chimerycznie, ale kto się odważy łowić je na serio, to wczesną wiosną może osiągnąć zaskakująco dobre wyniki.












Karpie obserwuję od wielu lat. Zauważyłem, że gdy woda     ma mniej niż 8 stopni C, trzymają się miejsc o głębokości 4 - 5 metrów. Nie przejawiają wtedy zbytniej ochoty do jedzenia i na branie trzeba czekać bardzo długo. Sytuacja się zdecydowanie zmienia, gdy temperatura wody przekroczy 10 stopni. Aktywność karpi gwałtownie wtedy wzrasta i zaczynają one gromadnie odwiedzać płytkie zatoki, najchętniej dobrze osłonięte od zimnych jeszcze wiatrów ze wschodu. Na przełomie kwietnia i maja są to najlepsze łowiska, bo tam ryby znajdują najwięcej pokarmu - larw ochotek i ślimaków.
Na pierwsze zasiadki wybieram wyłącznie płycizny położone po wschodniej stronie jeziora, które graniczą ze spadem. Jedną wędkę umieszczam na płyciźnie, drugą na spadzie, na głębokości 4,5 metra. Nie ma żadnej reguły, co do odległości rzutów, bo płycizna może sięgać 20 - 30 metrów w głąb jeziora, a nawet znajdować się pod drugim brzegiem. Po pierwszym braniu mogę łatwo określić, gdzie karpie przebywają. Wtedy tam właśnie umieszczam obie wędki.
Wiosną pogoda się często zmienia, a temperatura skacze. W tych warunkach długotrwałe nęcenie niewiele daje. Dlatego nęcę tylko w trakcie łowienia. Na początku wrzucam do wody kilka kul sporządzonych z jednego opakowania gotowej zanęty karpiowej, pokruszonych kulek proteinowych o zapachu mięsnym, pokrojonych rosówek i 200 gramów mączki rybnej. Na haczyk najczęściej zakładam całą rosówkę lub pęczek czerwonych robaków. Rosówce wstrzykuję pod skórę odrobinę powietrza, zaś na trzonek haczyka z czerwonymi robakami nakładam kawałek styropianu. Pływające nad dnem i wijące się robaki to wiosną przynęta bezkonkurencyjna. Dobre są również kulki o zapachach mięsnych (fish, crab, muschel) i średnicy 10 - 12 mm. W cieplejsze dni zakładam je na jedną z wędek, na przyponie włosowym. Moim zdaniem kolor kulek nie ma większego znaczenia.   
W wyjątkowo ciepłe wiosny pod koniec kwietnia lub na początku maja znaczna część jeziora jest już wystarczająco ogrzana. Wtedy przed wyprawą na karpie przygotowuję łowisko. Ryb szukam nadal tylko w płytkich i coraz bujniej porośniętych zatokach. Przez kilka dni o wybranej porze wrzucam do wody półtora kilograma zanęty takiej jak poprzednio, ale dodaję do niej jeszcze 20 - 30 kulek proteinowych i kilka garści parzonej kukurydzy lub grochu. Gdy rośnie temperatura wody, wzbogaca się też wybór przynęt. Dużą skuteczność zaczynają wykazywać zwłaszcza kukurydza, groch i słodki łubin. Dwa - trzy podgotowane ziarna umieszczam na centymetrowym przyponie włosowym zamocowanym na łuku kolankowym haczyka.
Z każdym ciepłym dniem karpie biorą bardziej energicznie, więc ogranicznik przesuwam tak, by się znajdował około 15 cm nad rurką antysplątaniową. Próbuję też używać kulek słodkich (truskawka, miód, karmel, brzoskwinia). Wiosną łowię zwykle na kulki o średnicy 16 - 18 mm. Ale zdarzało mi się zakładać kulki 22-milimetrowe lub umieszczać przynętę na powierzchni wody. Efekty przerastały moje najśmielsze oczekiwania. Niejeden raz się przekonałem, że na przełomie kwietnia i maja warto niekiedy zerwać z wiosennymi regułami i łowić karpie tak jak latem.
Bartosz Celny
Wodzisław Śląski