PILICA W OKOLICACH SPAŁY



Od czasu powstania zapory w 1974 r. tylko bardzo duża woda zmienia ukształtowanie koryta Pilicy poniżej Zalewu Sulejowskiego. Ustabilizowany nurt nie przestawia już przykos, nie obrywa skarp i nie tworzy sezonowych odnóg, a starorzecza coraz bardziej tracą kontakt z rzeką. Zmienił się także skład gatunkowy ryb. Zginęły gdzieś świnki, większość brzan wyniosła się aż za Nowe Miasto, w zarastającej rzece rzadkie stały się sandacze.




Prawdziwą Pilicę odnajdziemy dopiero w okolicach Spały. Warto tam zajrzeć zwłaszcza we wrześniu lub październiku, wpaść choćby na dzień, żeby oprócz ryb znaleźć wielką ciszę i najbardziej złotą ze wszystkich jesieni, opisywaną przez Juliana Tuwima, który w tych stronach bywał często.
Tuż za Spałą, przy ujściu Gaci, Pilica wpływa do rezerwatu. Bez obawy, wędkowanie jest dozwolone, trzeba się tylko trzymać wytyczonych szlaków. Rzeka ostro meandruje tworząc pięć ciekawych zakrętów, w nurcie wiele drzew powalonych przez bobry, podmyte wysokie skarpy. Teren dziki, pełen zakamarków, wkoło sędziwe graby, dęby, lipy, buki. Przed Teofilowem rzeka wypływa z lasu i przedostaje się na rozległe, częściowo zabagnione łąki. Na prawym brzegu znajduje się duże starorzecze, niestety przez większą część roku mocno zarośnięte. Odwiedzić warto je tylko wiosną (przedtarłowa płoć) albo przy wysokim stanie wody. Za starorzeczem Pilica dwoma prostymi odcinkami dopływa do Inowłodza. To królestwo jelców i kiełbi, ale przy powalonych drzewach można złowić ładnego szczupaka lub okonia. Za mostem drogowym rzeka odbija w lewo i szerokim łukiem omija wąski pas lasu. Koryto wyraźnie się poszerza, pojawiają się wyspy, przy nich bystrzyny i spowolnienia nurtu. Bardzo interesujące łowisko wszystkich drapieżników. Za wsią Zakątek Pilica prostuje się jak patyk i choć w nurcie sporo zwalonych drzew (na prawym brzegu rośnie las), nie zapowiada takich emocji jak jej poprzedni odcinek.
Moją wędkarską zdobyczą są głównie szczupaki i okonie. Łowię je przede wszystkim na woblery. Szczupakom najbardziej odpowiadają imitacje płotek, zwłaszcza salmo i jugolki. Skuteczne są również rapale, ale tutaj nie warto ich zakładać, bo w wodzie jest mnóstwo zaczepów. Szczupaków szukam w stawkach, czyli zakolach za przeszkodami (dołki dochodzą do 3 m głębokości), i blisko przybrzeżnego zielska. Pilicę odwiedza wielu wędkarzy, nie tylko miejscowych, przyjeżdżają też z Piotrkowa, Łodzi, Warszawy. Mam swoją taktykę, trzymam się z dala od utartych ścieżek. Spod nieciekawej na pozór kępy tataraku lub falującego na wodzie warkocza traw wyciągnąłem niejednego ładnego szczupaka. Najczęściej ważą od 1,5 do 3 kg, większy trafia się rzadko.
Na okonie najchętniej poluję z małymi pękatymi woblerami, zwanymi przez nas ogóreczkami. Kiedy okonie żerują intensywnie, dobre są również srebrne lub złote obrotówki nr 1 lub 2. Jeżeli wybrzydzają, nic nie zastąpi paproszków. W dni pochmurne lub gdy po opadach woda jest zmącona, stosuję gumki jasne, a motor-oil lub inne “brudasy” wtedy, gdy świeci słońce i gdy woda jest klarowna. Okoni szukam w spowolnieniach nurtu za przeszkodami, a także przy oberwanych i podmytych skarpach. Sporo ich wyłuskuję również z nurtu z głęboczków i spod warkoczy zielska.
Na rozlewiskach rzeki warto się rozejrzeć za kleniami. Najszybciej można je spotkać na środku rzeki na tzw. spadach, czyli w zagłębieniach dna za szerokimi wypłyceniami. Dużo takich miejsc jest na odcinku Ciebłowice - Spała, w rezerwacie oraz pod Inowłodzem. Przy bardzo niskim stanie wody dołki nie gwarantują kleniom bezpieczeństwa, wiec chowają się za przeszkodami, ale leżącymi dostatecznie daleko od brzegu. Na klenie najlepsze są średniej wielkości (5 - 7 cm) rippery z mocno pracującym ogonkiem w różnych odcieniach zieleni i brązu. Gumki, zwykle zbrojone w główki o wadze 5 g, prowadzę wachlarzem, kierując je z prądem na stanowiska ryb. Podobnie spininguję woblerami. Sięgam po nie wtedy, kiedy ripper zawodzi i niemrawe klenie trzeba mocniej prowokować do ataku. Najskuteczniejsze są zielonkawe płoteczki albo podobne do pstrągów woblery w kolorze miodowozłotym z czerwonymi kropkami.
W Pilicy bolenie są liczniejsze od kleni. Osiągają wagę nawet 4 - 5 kilogramów. Stoją najczęściej na szybkim przepływie poniżej progów, przykos i wysp. Dla mnie nie ma na te drapieżniki lepszej przynęty od ślizgającego się po powierzchni wody smukłego woblera o długości 7 - 9 cm. Rzucam go pod przeciwny brzeg (pod prąd i jak najdalej), unoszę kij i szybko ściągam, żeby się żyłka na powierzchni wody nie wybrzuszyła. Wobler nie jest jedyną przynętą na pilickie bolenie. Moi koledzy z powodzeniem stosują duże twistery, wirówki i wąskie wahadłówki.
Dużą tutejszą atrakcją są sumy. Nie ma ich wiele, ale każdego roku pada kilka sztuk o wadze do 10 kg. Głównie łowią je gruntowcy w miejscach, które nazywamy cichaczami. Są to głębsze dołki za powalonym drzewem, przy oberwanym brzegu lub za przykosą. Przynętą jest martwa rybka (lepszy kiełb niż ukleja) lub pęczek rosówek. Spławikowców ściągają w te okolice płocie, leszcze, krąpie, karasie, czasem jazie i karpie, a przede wszystkim ładne jelce (do 30 cm), które doskonale biorą do późnej jesieni. Najlepsze łowiska jelców znajdują się za Inowłodzem. Do zwabienia stada wystarczy prosta zanęta płociowa wymieszana ze żwirem i garścią białych robaków, które zakłada się też na haczyk.
Jan Srebrzyński
Tomaszów Mazowiecki
(not. wb)