Zdjęcie znad wody

BRAKOWAŁO KOBIETY


Nune Mamikonyan jest Ormianką. Od czterech lat startuje w zawodach spławikowych. To krótki staż, a mimo to wyniki ma dobre. W tym sezonie zajęła piąte miejsce w klasyfikacji Grand Prix. Na mistrzostwach Polski nie poszło jej najlepiej, ale do domu w Tarnowskich Górach wróciła z pucharem. Otrzymała go jako nagrodę dla najweselszej i zawsze uśmiechniętej zawodniczki.





Do Polski państwo Mamikonyan, Nune i jej mąż Vasyli, przyjechali w 1992 roku. Do opuszczenia Armenii skłonił ich niepokój o przyszłość.  Związek Radziecki się rozpadł, między narodami Kaukazu doszło do zamieszek. Armenia wojowała z Azerbejdżanem o Górski Karabach, azerską enklawę zamieszkaną przez Ormian. Przeróżne blokady gospodarcze, brak prądu, wody i gazu, poniszczone szpitale. Nune spodziewała się dziecka, dlatego Mamikonyanowie postanowili wyjechać z Armenii. Vasyli miał w Polsce znajomego, który mieszkał w Tarnowskich Górach. Poprosił go o pomoc. Przyjechali na poród, zostali do dzisiaj. O Armenii nie zapomnieli, co kilka lat odwiedzają ojczyznę, gdzie zostały ich rodziny. Rodzinne więzi wśród Ormian są bardzo silne, nie ma dalszych i bliższych kuzynów, a są bracia i siostry. Dzieci Mamikonyanów chodzą do polskich szkół i dobrze sobie radzą. Żeby nie zapomniały o swoich korzeniach, rodzice nauczyli je ojczystego  języka.
W Polsce ich życie toczyło się rozmaitymi  drogami. W 2002 otworzyli w Tarnowskich Górach sklep wędkarski. Wcześniej wędkarstwem interesował się Vasyli, to jego pasja od lat dziecięcych. Towarzysząc ojcu, który był oficerem armii radzieckiej, łowił ryby nie tylko w Armenii, ale  w różnych krajach, między innymi w NRD i na Ukrainie.
W Armenii wędkarstwo nie jest popularne. Jeżeli już ktoś  łowi, to  na grunt i spławik,  spiningistę i muszkarza spotyka się rzadko. Nie ma tu związku wędkarskiego, tak zresztą jak w byłej Rosji radzieckiej, można więc łowić bez opłat i ograniczeń. Armenia to kraj górzysty i wód do wędkowania jest niewiele. Największa armeńska rzeka Araks płynie pod górą Ararat, na której według biblijnych podań osiadła po potopie arka Noego.  To rzeka graniczna między Armenią a Turcją i Iranem, dlatego za czasów Związku Radzieckiego wędkowanie w niej było zabronione. Później, kiedy nastały normalne czasy,  rzeka Araks zasłynęła jako łowisko sumów. Brały na wędkę tak często jak płotki.
W Armenii jest niewiele jezior, ale są wyjątkowo piękne. Najbardziej znane to Sevon, ogromny akwen, który ma 134 km długości i 50 km w najszerszym miejscu. Położone jest na wysokości dwóch tysięcy metrów nad poziomem morza i znajduje się w kraterze dawnego wulkanu. Woda ma krystaliczną przejrzystość. W Sevonie żyją ryby łososiowate. Najbardziej znany jest sig sevański, endemiczny gatunek tej wody (endemiczny = niewystępujący nigdzie indziej – przyp. red.). Ma smaczne mięso. Najczęściej są łowione sztuki mające 70 - 80 cm długości. Sevańskimi sigami próbowano zarybić Bajkał, ale mimo wielu prób, to się nie udało.
Przez wiele lat dla państwa Mamikonyan wędkarstwo to był po prostu odpoczynek po pracy. Vasyli łowił, a Nune prowadziła dom i zajmowała się dziećmi. Czasem chwytała za wędkę, ale tylko wtedy,  kiedy ryby dobrze brały. Tyle mieli z wędkarstwem wspólnego. Wystarczyło jednak, żeby dostrzec, że ich  szansą może być wędkarski sklep. W Tarnowskich Górach łowiących mnóstwo, a takiego sklepu nie było. Otworzyli więc interes, a Vasyli na nowo połknął bakcyla i zaczął startować w zawodach.
 Nune zainteresowała się wyczynowym wędkarstwem cztery lata temu zupełnie przypadkowo. Kiedy biwakowali nad wodą,  odwiedził ich znajomy. Miał problem, bo w jego wędkarskiej drużynie brakowało kobiety, a bez niej nie mogli wziąć udziału w zawodach. Poprosił Nune, żeby zaczęła łowić tyczką z zestawem skróconym. Do tej pory widziała jedynie jak robi to mąż i jego koledzy. Postanowiła spróbować. Łowiła jakiś czas, a znajomy, który ją do tego namówił, ciągle  milczał i patrzył jej na ręce. Trochę zdeprymowana w końcu zapytała:
 – Czemu nic nie mówisz, czy coś źle robię?
- A co mam mówić, skoro wszystko robisz idealnie – odpowiedział. – Jakbyś się urodziła z tyczką w ręce.
Na zawodach wypadła rewelacyjnie. Była to pierwsza w jej  życiu wędkarska impreza, a już wygrała także z mężczyznami. Złowiła 5 kg ryb, podczas gdy najlepszy mężczyzna miał ich tylko 3 kg. To się jej bardzo spodobało. Wygrywała zawody lokalne, zaczęła startować na zawodach w katowickim okręgu, a od niedawna także w Grand Prix Polski w drużynie Browning Team Poland. Idzie jej bardzo dobrze. W ich  sklepie puchary zdobyte za czołowe lokaty na zawodach zajmują kilka półek. W tym roku zajęła piąte miejsce w klasyfikacji Grand Prix. Piąte, bo jak mówi, miała pecha w losowaniu. Uznaje, że takie jest wędkarstwo spławikowe. W Opolu na zawodach rozgrywanych na kanale ulgi wygrała pierwszą turę, ale w drugiej  trafiła na bezrybne stanowisko, z którego zeszła bez  jednej rybki. Świetnie połowiła w Odrze we Wrocławiu. W  dwóch turach złowiła około 18 kg ryb, znacznie więcej niż inni zawodnicy, także mężczyźni.

Armenia jest najstarszym chrześcijańskim krajem w świecie.
Przyjęła chrzest w 311 roku.

Jej trenerem jest mąż. Czasem uczy ją stojąc za plecami, czasami łowią razem. Na zawody wyższej rangi przyjeżdżają wcześniej, żeby rozpoznać łowisko, bo bez tego nie ma co myśleć o zajęciu dobrego miejsca. Częste treningi z innymi klubowiczami mają duże znaczenie,  bo łowisko rozpracowują w kilka osób. Przed zawodami łowi cała drużyna, również rezerwowi. Tutaj się sprawdza powiedzenie, że co dwie głowy to nie jedna. Każdy ma jakieś obserwacje i uwagi, z których potem rodzi się wspólna taktyka. Korzystają głównie z  produktów Browninga, ale się do nich nie ograniczają. Jeśli trzeba, to sięgają po inne zanęty i atraktory.
Prywatnie Nune najchętniej wędkuje w Odrze koło Kędzierzyna-Koźla. Ma tam dobry dojazd, a  woda jest rybna. Zawsze łowi  tak jak na zawodach: tyczka i zestaw skrócony. Rozmaitość  gatunków występujących w łowisku pozwala  sprawdzać  różne sposoby. Tutaj najlepszą metodą na leszcze jest  łowienie „na stopa”,  czyli trzymanie przez dłuższy czas zestawu w jednym miejscu. W łowisku jest uciąg na 3 g, ale Nune zakłada spławik o wyporności 5 g. Większość obciążenia znajduje się nad dnem, a przypon obciążony śruciną sygnalizacyjną na nim leży. Długość przyponu zależy od żerowania leszczy. Jeżeli biorą dobrze, to może być dosyć krótki, do 30 cm. Przy słabych braniach powinien mieć nawet  pół metra.

W Polsce Ormianie są od wieków, najliczniejsza grupa mieszkała we Lwowie.

Leszcze biorą przynętę, która nie wiruje, trzyma się dna, najwyżej bardzo wolno się po nim przesuwa. Płocie i krąpie lubią płynącą przynętę. Więc dobre wyniki są na przepływankę z przytrzymywaniem. Czasami dobra jest przepływanka przegruntowana, innym razem, kiedy przynęta się wlecze po dnie. Spływający zestaw trzeba z czuciem hamować. Wcale nie jest to łatwe, kiedy się manipuluje trzygramowym  spławikiem w odległości 11 metrów. Bywa różnie, więc trzeba wiele trenować.
Z Nune i Vasyli Mamikonyan
rozmawiał z