Zdjęcie znad wody

SKUTEK WĘDKARSKIEJ WYOBRAŹNI

 



Wyolbrzymianie wędkarskich sukcesów, co nam się powszechnie przypisuje, traktujemy jako przywarę nieco śmieszną. Tymczasem może ona być groźna. Wskazuje na to Michael Sullivan z instytutu Fish and Wildlife Service w USA. Tamtejsi ichtiolodzy nie są w stanie sami kontrolować liczebność ryb we wszystkich jeziorach, muszą się więc opierać na informacjach uzyskanych od wędkarzy. Tyle, że oni często mijają się z prawdą. Jak doszedł do tego wniosku? Na łódkach razem z wędkarzami umieścił osoby, które notowały ilość złowionych ryb (również tych, które były wypuszczane). Te dane porównał z tymi, które uzyskał od wędkarzy nie poddanych obserwacji. Gdy ryby brały dobrze, wędkarze ci mówili prawdę. Natomiast, gdy było źle, oświadczali, że złowili więcej. Sullivan obliczył nawet, że do jednej rzeczywiście złowionej ryby średnio dodawali cztery wymyślone. Jeszcze mniej prawdziwe dane uzyskiwano, gdy wędkarze byli pytani po pewnym czasie, na przykład podczas wypełniania ankiety. Skutki tej wybujałej wędkarskiej wyobraźni były niedobre, bo na podstawie takich fałszywych informacji uznawano, że stan ichtiofauny w poszczególnych jeziorach jest bardzo dobry. W rzeczywistości było źle. Po pewnym jednak czasie prawda wychodziła na jaw. Tyle tylko, że wszyscy zachodzili w głowę, z jakiej to przyczyny ryb tak nagle ubyło. No i się okazało, że to wędkarze mimo woli ukrywali pierwsze oznaki procesu zachodzącego przecież stopniowo.
W naszym kraju też zbiera się dane od wędkarzy i prawdopodobnie obejmie to wszystkich członków PZW. Pytanie tylko, czy będziemy podawać informacje prawdziwe, czy może tak jak wędkarze w USA dodamy sobie sukcesów, żeby nie wyglądało, że tacy marni z nas łowcy. Albo może da o sobie znać nasza narodowa skłonność do narzekania na rzeczywistość i połowy zaniżymy. Ciekawe, kto to spróbuje ocenić, bo jeżeli się tego nie zrobi, takie dane będzie można od razu wyrzucić do kosza.