PSTRĄG TĘCZOWY SPOD LODU


Pierwszego pstrąga tęczowego w przeręblu złowiłem blisko dziesięć lat temu w łowisku specjalnym Eldorado w Żelechowie. Przynętą była blaszka, która już wówczas zdominowała moje lodowe wędkarstwo. Byłem wprost zakochany w połowach mazurskich siei, ale komercyjne tęczaki okazały się doskonałą ich alternatywą, zwłaszcza że o sieje coraz trudniej i jest to zdobycz rzadka.



Kiedyś moje  połowy tęczaków na podlodową blaszkę ograniczały się do płatnych łowisk Eldorado i Okoń.  Dzisiaj wielu innych właścicieli stawów i wyrobisk pożwirowych  wpuściło tęczaki do swoich wód.  Mamy więc gdzie łowić, a że te łowiska są na ogół do siebie podobne, doświadczenia zdobyte w jednych, łatwo wykorzystać w pozostałych. Łowisko Okoń to kilkuhektarowe, dość głębokie wyrobisko pożwirowe w miejscowości Krubin na południowym brzegu Narwi, w pobliżu Nowego Dworu Mazowieckiego. Wbrew nazwie nie okoń, lecz  właśnie pstrąg tęczowy jest zimą jego największą atrakcją. Łowisko jest dobrze zarybiane. Można w nim złowić  nawet tęczaki o wadze dwóch kilogramów. Wszystkie wyciągnięte spod lodu pstrągi trzeba zabierać do domu, taki jest regulamin. Płaci się 15 zł za kilogram.
Staram się łowić pstrągi jak największe, to znaczy te, które przynajmniej drugi sezon żyją w żwirowni i już zdziczały. Świeżo przywieziony z hodowli pstrąg, który zostaje wpuszczony w łowisko, jest przez kilka, niekiedy kilkanaście dni bardzo łatwą zdobyczą. Po jakimś czasie natura przywraca mu instynkt i staje się normalną dziką rybą. Ma o wiele lepszą kondycję, w trakcie holu jest więc przeciwnikiem silniejszym i bardziej zwinnym.  
Mięso pstrąga karmionego  granulatem ma gorszy smak, pstrąg zdziczały zatraca tę złą cechę. Powinni to wiedzieć wędkarze, którzy przecież  z niejednej wody ryby jedli.
Dlatego niezrozumiała była dla mnie scena, której byłem świadkiem w styczniu tego roku. Wczesnym sobotnim popołudniem nad brzeg skutego lodem łowiska zajechał wóz z pstrągami. Miały być wpuszczane do wcześniej odkutego wielkiego przerębla. Dosłownie w ciągu minuty w pobliżu tej dziury zaroiło  się od wędkarzy, którzy zbiegli się tam z całego Okonia. Zdumiewające. Jakąż to wędkarską frajdę daje  taki połów?
 Chociaż podczas wędkowania pstrąg tęczowy jest dla mnie  zamiennikiem siei, odnosi się to głównie do jego siły i sposobu walki, czyli emocji związanych z holem. Są jeszcze  inne podobieństwa, ale jest też szereg różnic. Najważniejsza z nich to charakter łowiska. Tęczaki łowimy w  zdecydowanie płytszej wodzie. Głębokość waha się najczęściej od dwóch do pięciu metrów, a bywa i tak, że najlepsze wyniki osiąga się na niespełna półtorametrowych zapiaszczonych blacikach. Są one szczególnie godne polecenia o zmierzchu, a więc dosłownie na ostatnie kilkanaście minut wędkowania. W dni, kiedy brania są bardzo słabe lub nie ma ich wcale, ostatni kwadrans łowienia w płytkiej wodzie potrafi zdecydowanie poprawić wędkarzowi humor. Według moich spostrzeżeń nie należy wiercić otworów nad najgłębszymi partiami zbiornika.
Żerujące pstrągi, podobnie jak  sieje,  znajdują się w ciągłym ruchu i małymi stadkami opływają przybrzeżne partie żwirowiska. Podczas  łowienia tęczaków, z sieją też jest podobnie, skakanie od dziury do dziury, jak za okoniami, można sobie odpuścić, ewentualnie cierpliwie obławiać nie jeden, ale dwa przeręble.
 Nie jestem w stanie określić, o jakiej porze brania są  najlepsze. Są zimy, kiedy pstrągi biorą tak jak sieje, czyli w godzinach 9-14. Pamiętam jednak i takie sezony, kiedy najlepsze brania były  wczesnym rankiem albo  tylko wieczorem. Z pogodą to już  zupełny tęczowy totolotek, bo dobre bywają dni słoneczne, ale także pochmurne i  z opadami śniegu lub deszczu. Odnoszę natomiast  wrażenie, że kiedy lód jest  pokryty śniegiem, wyniki są lepsze, niż gdy tafla jest czysta.

         
 Błystka powinna pracować  nieco poniżej połowy głębokości łowiska, a w przypadku płycizn pół metra nad dnem. Aptekarska dokładność jest tu zbędna, bo jeżeli pstrągi mają chęć ją zaatakować lub sprawdzić, co im przed nosem miga, to szybko  się przy niej znajdą. W blaszkę zawieszoną  w toni tęczaki uderzają o wiele bardziej zdecydowanie,  z iście siejowym kopnięciem, po czym następuje  błyskawiczny odjazd. Zaraz po zacięciu wysnuwają ze szpuli kilkanaście metrów żyłki. Gdy wędkujemy w płytkiej wodzie lub w czasie tęczowej mizerii, pstrągi potrafią delikatnie pstrykać w blaszkę, zupełnie jak okonie w środku zimy, gdy już  brakuje im tlenu. Delikatne branie wcale nie oznacza, że naszą przynętą zainteresował się mały pstrąg. Równie dobrze może to być olbrzym-weteran,  któremu w paszczy tkwią haki z pozrywanych zestawów.
Łowiąc tęczaki na błystkę, posługuję się elastyczną i dość delikatną wędką z kiwakiem, która służy mi też na okonie. Gdy brania są zdecydowane, kiwak w niczym nie przeszkadza, a kiedy pstrągi stają się kapryśne, okazuje się nieodzowny. Gdy tęczak  tylko trąca przynętę, bardzo powoli unoszę  kij o 5-10 centymetrów i patrzę na kiwak. Jeżeli  lekko się ugina, to znaczy, że tęczak ma już przynętę w pysku. Wtedy zdecydowanie zacinam. Zauważyłem, że po trąceniu  błystki, pstrągi bardzo delikatnie ją chwytają, ale w jakiś taki dziwny  sposób, że natychmiastowe cięcie jest nieskuteczne. Za to  jej powolne unoszenie najczęściej daje pozytywny skutek.
Moje błystki na pstrągi są nieduże, mają trzy lub cztery centymetry i proporcję długości do szerokości jak 5:1. Na stałe są w nie wtopione dwa kute złote haki. Najchętniej używam tych, które są z jednej strony zwieńczone złotą (mosiężną)  blaszką, a druga ma  kolor stopu cyny z ołowiem. Są to przynęty oferowane w katalogach kilku polskich firm, ale przypuszczam, że faktyczny producent jest jeden i wywodzi się  z węgorzewskiej szkoły robienia siejowych oblanek.
Wedle mnie dobra jest ta  podlodowa błystka, którą potrafimy dobrze zagrać w wodzie, czujemy ją  i w nią wierzymy. Posługuję się dwoma - trzema modelami błystek i bardzo zwracam uwagę na jakość i stan haków oraz na to, żeby współgrały ze spiningową żyłką 0,20.
 Dzisiejsza rzeczywistość  pozwala mi sądzić, że jeszcze przez jakiś czas jedyne duże i waleczne ryby łowione spod lodu, to będą pstrągi tęczowe z komercyjnych łowisk. Nie powinno to nam jednak odbierać wiary w rychłą odbudowę polskiego rybostanu.
Krzysztof  Szymański