Zdjęcie znad wody

SUKCES W MAŁYCH RYBKACH


Piotr Raksimowicz sezon zaczyna zwykle od łowienia niewielkich ryb, które wiosną najwcześniej zaczynają żerować na przybrzeżnych płyciznach. Z drobnicą bawi się również w innych porach roku, bo umiejętność szybkościowego łowienia bardzo się przydaje na zawodach.




















Sprzęt
Do połowu drobnych ryb Piotr używa bezprzelotkowych wędek o długości od 2,5 do 6 metrów. Długość wędki zależy od tego, jak daleko od brzegu żerują ryby, bo na wiosennych łowiskach woda ma rzadko więcej niż półtora metra. Tymi kijami, zwanymi uklejówkami, łowi także płocie, wzdręgi, jelce, krąpie, okonie. Najwyżej sobie ceni lekkie węglówki o akcji szczytowej.
Do wędki wiąże pełny zestaw z żyłką główną 0,10 mm i przyponem o długości 10 - 12 cm z żyłki od 0,05 na najmniejsze ryby do 0,08 mm, gdy ważą powyżej 30 gramów. Spławiki na wodę stojącą są małe, wysmukłe, z krótkim kilem, o wyporności od 0,2 (spokojna woda, łowisko blisko brzegu) do 1 grama, kiedy łowi dalej lub podczas wiatru. W rzece stosuje spławiki podobne, lecz z kulistymi korpusami. Rozmiar haczyków zawiera się w przedziale 16 - 24. Im mniejsze ryby, tym mniejszy haczyk. Przy łopatce haczyka formuje kulkę z distalu, która nie pozwala, by robak zsunął się na żyłkę. Obciążeniem zestawu są drobniutkie śruciny, od 4 do 10 sztuk.

Zanęta
Zawsze łowi z zanętą, ale że małe ryby szybko się sycą, składniki dobiera starannie i używa ich w bardzo rozdrobnionej postaci. Jego uniwersalna zanęta, sprawdzająca się na większości łowisk, ma następujący skład:
40% tartej bułki,
25% mąki kukurydzianej,
20% pieczywa cukierniczego (tzw. biscuit),
10% mleka w proszku,
5% kaszki kukurydzianej,
plus zapach (np. anyż - bardzo skuteczny wiosną).

Tartą bułkę Piotr kupuje w piekarni, bo ma pewność, że będzie świeża. W domu przepuszcza ją przez młynek do kawy. Mąkę i kaszkę kukurydzianą oraz mleko w proszku nabywa w zaprzyjaźnionym sklepie spożywczym. Anyż i biszkopt kupuje zmielone, a więc już gotowe do użycia.
Zanętę przygotowuje w dwóch postaciach. Jedna część jest niedomoczona, tylko lekko wilgotna, delikatnie się skleja. Kule z niej uformowane są zbite, twarde i można je rzucić daleko. Po upadku na wodę natychmiast się rozlatują, a składniki opadają wolno na dno. Niedomoczona zanęta stwarza trudności podczas silnego wiatru, gdyż jest zbyt lekka i bywa znoszona zanim jeszcze wpadnie do wody. Druga część to zanęta przemoczona, wyrobiona z dużą ilością wody do konsystencji papki. Trzeba uważać, by nie przesadzić z wodą. Papka musi się dać formować w małe bryłki i nie może kleić się do rąk.
Piotr nęci niewielkimi porcjami, które wybiera z miski trzema palcami. Robi to bardzo często, przez cały czas łowienia, tworząc na powierzchni wody delikatną smugę. To jedyny sposób utrzymania drobnicy w łowisku. Na wodzie stojącej zanętę rzuca w jedno miejsce, tam też łowi.
W rzece nęcić jest trudniej. Kulki należy rzucać w górę rzeki, by łowić naprzeciw siebie lub w dolnej części stanowiska. Piotr wpierw ocenia szybkość nurtu, a następnie kalkuluje, w którym miejscu powinien umieścić karmę, by zanim opadnie znalazła się nieco powyżej jego stanowiska.

Przynęty
Najlepszą przynętą na małe ryby jest jedna pinka. Raksimowicz przekłuwa haczykiem robaczka przez całą długość i nasuwa na trzonek tak, by główka znalazła się na łopatce haczyka, a ogonek przy kolanku. Dzięki temu ma pewność, że ryby nie ściągną robaka z haczyka. Na jedną pinkę Piotr potrafi złowić nawet 20 ryb. Zauważył, że starsze robaki zakłada się lepiej i wytrzymują więcej brań, bo mają twardszą skórkę. Przynętę wymienia dopiero wtedy, gdy robak zsuwa się na kolanko albo na haczyku wisi wyssana skórka. Oczywiście Piotr używa także ochotek, ale tylko wówczas, kiedy ryby żerują bardzo słabo. Na haczyk zakłada tylko jedną.

Zestawy i technika
W zestawach na uklejki Piotr zsuwa ciężarki, żeby wpadały do wody z pluskiem. Ukleje to lubią! W przypadku innych ryb obciążenie rozkłada, bo plusk mógłby wywołać w wodzie popłoch. Grunt ustawia zwykle na 30 cm, gdy jest ciepło, do 1,5 metra w dni chłodniejsze. Płyciej, gdy jest ciepło, głębiej podczas chłodniejszych dni. Cały czas pilnuje, by żyłka pomiędzy szczytówką a spławikiem była napięta.
Zacina przy każdym nienaturalnym ruchu spławika, bo małe ryby biorą bardzo delikatnie. Robi to z wyczuciem, pamięta bowiem, że lekkim sprzętem łowi niewielkie ryby. Łatwo więc mógłby zerwać przypon albo wyrwać rybie hak z pyszczka. Zacina krótkim ruchem nadgarstka w bok. Wówczas zestaw nie wyskakuje z wody, co mogłoby się skończyć splątaniem żyłki. Jeżeli spudłuje, a spławik jest nadal w łowisku, zostawia go w wodzie. Gdy jednak po zacięciu spławik zbytnio się oddalił, przerzuca go z powrotem w pole nęcenia. Gdy poczuje, że na haczyku jest ryba, płynnie wyciąga ją z wody i chwyta wolną ręką.

Łowienie szybkościowe
Piotr często startuje w zawodach, więc musi umieć łowić drobnicę szybko i, trzeba przyznać, robi to znakomicie.
Zestaw rzuca do wody i nie patrząc na spławik liczy do trzech, po czym zacina w ciemno. Jeśli na haku nie ma ryby, ponownie zarzuca i liczy tym razem do czterech. Tak aż do skutku. Zwykle wystarcza odliczanka do pięciu. Jego zawodnicze zestawy są o 15 - 20 centymetrów krótsze od długości wędki. Wtedy ryby wpadają mu wprost do ręki. Chwyta żyłkę tak, aby znalazła się pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym. Błyskawicznie zsuwa dłoń i mocno ściska rybę. Wyhacza ją drugą dłonią, w której trzyma wędzisko.
Łowienie szybkościowe wymaga dobrze zorganizowanego stanowiska. Przynęty trzeba mieć pod ręką, w specjalnym stojaku, na wysokości kolan. Siatka na ryby powinna być długa, z cienkiej żyłki (nie kaleczy ryb), z obręczą o średnicy co najmniej 60 cm. Do szerokiej siatki łatwiej wrzucać złowione ryby. Piotr ustawia obręcz siatki pomiędzy nogami, na kolanach kładzie ręcznik, aby wymykające się z dłoni rybki nie spadały na ziemię. Ręcznik służy również do wycierania rąk po złowieniu każdej ryby. Wilgotną, śliską dłonią trudno chwycić trzepoczącą się rybę.
Rafał Bielewicz