ŻUR – zbiornik zaporowy na rzece Wda


Most drogowy w Grzybku dzieli Zalew Żurski w miejscu, gdzie jest on najwęższy. Do powstania tej cieśniny człowiek też się przyłożył. Zanim bowiem most został zbudowany, wykonano prowadzące do niego nasypy, a na nich  położono drogę. Te przyczółki jeszcze bardziej zacisnęły przepływ.


Tutejsi  wędkarze lubią łowić w pobliżu mostu, bo jest to miejsce rybne. Największa głębokość przekracza tam dziesięć metrów, a na dnie pełno kryjówek. Podczas wojny bowiem cofający się Niemcy wysadzili dawny most i duży fragment jego przęsła znajduje się w wodzie. Leżą tam również pozostałości drewnianego mostu z okresu przed zalaniem zbiornika. Od tego miejsca aż do elektrowni w miejscowości Żur zbiornik przypomina dużą rzekę meandrującą przez gęsto zalesiony teren.
Wśród miejscowych wędkarzy największym wzięciem cieszą się łowiska położone powyżej mostu, to znaczy w kierunku Tlenia. Jest tam duże rozlewisko z wyspą o nazwie Madera, daleko w ląd wrzynają się zatoki Grzybek, Dyżurzna i Rury. Jedną z dużych zatok można, płynąc pod mostem drogowym, przedostać się na jezioro Wierzchy.
Każda z dzisiejszych zatok to dawny jar, którym płynęła rzeczka albo strumień. Ich nurt musiał być dość bystry, świadczą o tym wysokie gdzieniegdzie brzegowe skarpy dzisiejszych zatok. Brzeg opadający łagodnie to zapewne niegdysiejsza łąka. Dno jest tam raczej miękkie, ale ma uskoki, pozostały na nim kamienie, zalane krzaki i karcze po wyciętych drzewach.

Zbiornik zaporowy Żur znajduje się na terenie Wdeckiego Parku Krajobrazowego utworzonego w 1993 roku. Park obejmuje również jeden z najpiękniejszych rejonów Borów Tucholskich.
Społecznie na tym terenie działa Bractwo Czarnej Wody (tak miejscowi nazywają Wdę) oraz koło wędkarskie PZW w Osiu, którego prezesem jest Aleksander Wilim. Działalność miejscowych wędkarzy zauważycie od razu: na brzegach nie ma śmieci. Raz lub dwa razy w roku gromadnie czyszczą brzegi, a nowi i nieznani wędkarze są bacznie obserwowani.
- Od kiedy PZW straciło bydgoski odcinek Wisły i Zbiornik Koronowo, opłaty za wędkowanie w tamtych łowiskach bardzo wzrosły, a do tego opinia o rybackim gospodarowaniu na Koronowie jest nie najlepsza. Pewnie dlatego Żur przyciąga teraz znacznie więcej wędkarzy - mówi Sławomir Rajnik, pracownik Wdeckiego Parku i społeczny strażnik wędkarski. - Brudasom i kłusownikom wydaliśmy wojnę. Wygrywamy ją, bo wszystkim nam zależy na współistnieniu z tutejszą unikalną przyrodą. Nie sztuka przecież porobić enklawy ścisłych rezerwatów. Sztuka w nich żyć i niczego nie niszczyć.

Kto tutaj przyjedzie, będzie miał okazję zobaczyć niespotykaną ilość zimorodków. To fenomen na skalę europejską. Gdzie indziej rodzina zimorodków trafia się jedna na kilometr. Tutaj, w piaszczystych stromych skarpach, na jednym kilometrze bywa nawet kilkadziesiąt gniazd. Jest więc o co dbać, a przecież to niejedyny walor tutejszej przyrody.
Pierwsze kroki warto skierować do wędkarskiego sklepu w Osiu (to po drodze do Grzybka), by od jego właściciela Piotra Czubaka uzyskać wszelkie potrzebne informacje.
- Dla nas przynęty spiningowe na Żur to tradycyjnie wahadłówka, wobler, guma, w takiej właśnie kolejności – mówi Piotr. - Ostatnio jednak największą skuteczność wykazują gumy. Na te przynęty pada najwięcej szczupaków i okoni. Może to z powodu silnego zakwitu wody, który w tym roku zaczął się wcześniej i trwa trochę dłużej.
Od Piotra dowiecie się też, gdzie znaleźć nocleg i gdzie wolno  rozłożyć biwak (tylko w wyznaczonych miejscach). My polecamy gospodarstwo państwa Kontnych w Grzybku. U Piotra dostaniecie również (za darmo) mapę, która ukazała się staraniem Wdeckiego Parku Krajobrazowego. Dobre to i dokładne wydawnictwo, które pomaga  poruszać się po tutejszych drogach i ścieżkach.

Większość miejscowych wędkarzy łowi w pobliżu Madery. Na pewno nie dlatego, że jest to łowisko łatwiejsze od innych. Rzecz w tym, że dno ma tam bardzo urozmaiconą konfigurację. Do meandrów  dawnego koryta Wdy przylegają stromizny i blaty. W jednym miejscu las dosłownie wchodzi w zbiornik, bo podmyte drzewa leżą koronami w wodzie, a obok gęste trzcinowisko wtapia się w łagodnie schodzącą łąkę.
Zupełnie inny jest zbiornik poniżej mostu w Grzybku. Przy brzegach jest więcej stromizn, a na dnie blaty są bardziej rozległe. W dawnym korycie Wdy głębokość wynosi od ośmiu do jedenastu metrów. Blisko  Żuru jest jeszcze głębiej.
Uciąg wody w zbiorniku jest ledwo zauważalny, ale na przewężeniu wyraźniej daje o sobie znać. Za mostem dawne koryto rzeki ma twarde dno. Tuż obok jest podobnie, ale już kawałek dalej robi się miękko i ryby spokojnego żeru mają tam raj. Muł jest ciągle przepłukiwany, więc dużo w nim drobnych żyjątek, przede wszystkim ochotek. Są one głównym pokarmem młodych leszczy. Starsze obżerają się racicznicami, których są tu ogromne ilości. Pokrywają każdy kawałek twardego dna, oblepiają gałęzie powalonych drzew.
- Jeżeli w jakimkolwiek zbiorniku - powiadają miejscowi – ktoś złowi rekordową płoć, to na pewno u nas. Płocie, leszcze i karpie, ale również okonie, mają tych ślimaków bez liku.


















Ta część zbiornika jest wąska, ale dawne koryto Wdy chodzi od brzegu do brzegu, a razem z nim prąd wody. Penetrując łowisko echosondą łatwo zauważyć, że w niektórych miejscach dawne koryto i sąsiadujące z nim dno jest pozbawione mułu. Wiedzą o tym miejscowi wędkarze, którzy jesienią polują na sandacze.
Mało kto łowi je na gumy. Skuteczniejsza jest ciężka podlodowa błystka, bo łatwiej się nią wyczuwa twardość podłoża. Mówią, że kiedy się w korycie trafi na twarde dno, to można tam nałowić dużo sandaczy, ale tuż obok nie będzie nawet brań, bo tam już leży muł. Kłopot jest taki, że położenie tych twardych miejsc, na dnie koryta,  stale się zmienia. Cóż, woda ciągle pracuje.

Jeżeli ktoś mówi, że w Żurze jest dużo ryb, to po prostu błądzi, bo naprawdę ryb jest bardzo dużo. Wprawdzie pod wieczór, jeżeli powierzchnia wody jest spokojna, widać na niej mnóstwo oczek, lecz tylko czasami nad powierzchnię wyskoczy pstrąg, okonie zagonią drobnicę, choć latem robią to jakby od niechcenia. Sandacz w ogóle się nie pokazuje, chyba że mały. Zagoni jak pojedynczy okoń i tylko po charakterystycznym szumie wydawanym przez uciekające rybki można jego atak odróżnić od polowania szczupaków. Ale po co mają się pokazywać drapieżniki skoro koło ich kryjówek jest tyle rybek, że nie muszą daleko pływać za pokarmem.
W zbiorniku jest bardzo wiele dużych leszczy. Na ekranie echosondy ich symbolem są półksiężyce. O tym, że to leszcze i zapewne również karpie, świadczy podłoże, nad którym te ryby widać. Jest miękkie, ale z niezbyt grubą warstwą mułu. Poza tym zapisy ryb są zawsze w pobliżu uskoku dna, choćby niewielkiego.
Wędkarze łowiący z brzegu najczęściej stają na stromych skarpach, nie zawsze naprzeciwko najlepszych miejsc znajdujących się na dnie. Te najlepsze, czyli najrybniejsze, są od brzegu dość mocno oddalone. Żeby do nich sięgnąć, rzut zestawem musiałby być bardzo długi. Tymczasem przy stromych skarpach już przy samym brzegu głębokość dochodzi do pięciu metrów, a trochę dalej jest siedem - osiem. Pod nogami ma więc wędkarz głębokie łowisko, które da mu pożyć, jeżeli je dobrze zanęci. Równie dobrze może jednak zrobić sobie krzywdę, jeżeli przez nieuwagę sam się w nim znajdzie.
Najlepszy dostęp do dobrych łowisk zapewnia łódka. Nad zbiornikiem w rejonie Grzybka i elektrowni Żur jest ich około czterdziestu. Niektórzy ich właściciele, którzy najbardziej lubią łowić białą rybę, mają swoje stałe stanowiska oznaczone  wbitymi  w dno tyczkami. Przy nich cumują, wiążąc rufę i dziób łodzi. Od mostu do elektrowni takich stanowisk można naliczyć zaledwie kilkanaście. Tyle samo łódek pływa tu jesienią, a więc w porze najlepszej na połów ryb drapieżnych. Tymczasem miejsc do spenetrowania są setki. Żeby choć jedno z nich dokładnie obłowić,  pół dnia będzie za mało.
Pod koniec czerwca, a potem w lipcu i sierpniu woda w Żurze silnie zakwita. W innych zbiornikach podczas zakwitu  białoryb żeruje gorzej,  natomiast sandacze potrafią wtedy dobrze brać w samo południe. W Zbiorniku Żurskim jest inaczej. Tutaj podczas zakwitu sandacza trudno złowić, a okonie są jedynie szczątkowym przyłowem. Szczupaków jest dużo, są również sumy, którymi Żur jest rzetelnie zarybiany (dokonują tego  wyłącznie wędkarze z miejscowego koła), ale one też kiepsko biorą.
Nikt lepiej od miejscowych nie zna tutejszych ryb. Oni wiedzą, ile ich jest i gdzie najlepiej je łowić, więc płyną niemal na gotowe. Mimo to  niejeden z nich mi się skarżył, że od kilku dni nie złowił żadnej ryby, nie miał nawet marnego brania. Mowa nie o  rybach w ogóle, ale o drapieżnikach, bo z tymi, które można zanęcić, sprawa jest całkiem inna. Wszak o leszczach i płociach już wspominałem.
Mam nieodparte wrażenie, że w Żurze z rybami jest jak w Bugu: dają się złowić, kiedy one tego chcą. Ogrom pokarmu dostarczanego przez środowisko, niezliczona ilość kryjówek na dnie i wśród konarów wywróconych drzew, woda dobrze natleniona nawet podczas zakwitu - wszystko to sprawia, że wędkowanie jest tutaj trudne wprawdzie, ale wdzięczne. Przy intensywnym żerowaniu ryb można się ich nałowić do syta, ale kto na taką chwilę nie trafi, musi mocno wysilić pamięć, żeby sobie przypomnieć, jakich sztuczek powinien użyć, by do domu nie wrócić na tarczy.
Ryby pochodzące z zarybień są tu jedynie skromnym uzupełnieniem tego, co daje sama przyroda. Wahania poziomu wody są niewielkie, niemal nigdy nie na tyle duże, by na łodygach roślin pozostawić wysychającą ikrę. Od bardzo wielu lat każde tarło jest udane, więc od narybku woda aż gęsta. Najlepszym tego dowodem są wspomniane już tu liczne zimorodki, ptaki bardzo wrażliwe zwłaszcza na brak pokarmu (zimorodki żywią się głównie rybami - przyp. red.).



Każdemu, kto pierwszy raz wybierze się nad żurski zalew, przyda się, jak sądzę, kilka praktycznych rad i wskazówek.
o  Własną łódkę da się zwodować tylko w Grzybku lub przy elektrowni.
o  Można ją  wypożyczyć, ale też tylko w Grzybku, u pp. Kontnych.

o  Do wędkowania z łódki konieczna jest echosonda.
o  Spiningowanie z brzegu daje większą  szansę na złowienie szczupaków i okoni, ale można natracić więcej przynęt, bo pod wodą zaczep na zaczepie.

Większość brzegu jest dostępna, tylko gdzieniegdzie sitowie i trzciny sięgają daleko. Ale i tam do wody można wejść w woderach, bo dno jest na ogół twarde, a co najmniej piaszczyste. Tylko w zatoczkach jest sporo mułu i tam trzeba się mieć na baczności.

Brzegami Żuru należy wędrować bardzo ostrożnie. Niech nas nie zwiedzie piękno piaszczystych brzegów i łatwość dostępu do wody. Wystarczy postawić jeden krok za daleko i stracimy grunt. Przy stromych skarpach już metr od brzegu są kilkumetrowe głębiny.

Ciekawostka: pierwsze zawody spiningowe na tej wodzie odbyły się w 1996 roku. Nie oznacza to, że spiningistów aż tak tutaj mało lub że są kiepscy. We Wdzie i jej dopływach Prusinie i Ryszce złowiono wiele medalowych okazów pstrągów potokowych, a to potrafią jedynie wytrawni znawcy rzemiosła. Spiningistów jednak wszędzie mało, przyrównując ich do łowiących innymi metodami, więc w samym zbiorniku woda prawie nieruszona.
Łowcom ryb spokojnego żeru też nie zabraknie emocji. Powinni jednak zabrać z sobą dużo grubej zanęty. Sypka też dobra, ale na pierwsze dwa dni nęcenia, niech przyciągnie ryby. Później groch, fasola, gotowane ziemniaki i nieodłączna konserwowa kukurydza. Miejscowi nęcą kukurydzą gotowaną, na haczyk zakładają konserwową.
Ze stosowanych tutaj sposobów na czoło wysuwa się żywczyk. Na delikatną wędkę można ich nałowić ile komu trzeba. Ale tak już jest w przyrodzie, że kiedy wędkarzom o żywca łatwo, to drapieżnikowi tym bardziej. Trzeba się więc liczyć z tym, że sztuczna przynęta nie wzbudzi ich zainteresowania.
Po wędkarską przygodę najlepiej wybrać się na dolny odcinek zbiornika, znajdujący się pomiędzy mostem w Grzybku i elektrownią w Żurze. Jak na razie, docierają tam jedynie miejscowi. Samochodem nigdzie dojechać nie można, parkingów nie ma, więc pozostaje rower albo łódka.

Będąc nad Żurem, wsłuchujcie się uważnie w to, co miejscowi wędkarze mówią o otaczającej ich przyrodzie i jak na co dzień o nią dbają. W końcu oni i my też jesteśmy jej częścią.
Wiesław Dębicki