ASY - TAJEMNICE PRZYNĘT PSTRĄGOWYCH



Na pstrągi są przynęty dobre i bardzo dobre. Złych nie ma bo na każdą można jakąś rybę złowić.
Znawcy polecają jakieś konkretne przynęty. Należy ich rad słuchać w myśl zasady, żeby nauka w las nie poszła. Od przynęt, którymi radzą łowić, najkrótsza jest droga do znalezienia jeszcze lepszych. Ale jest jeszcze wiele przynęt o których mało kto wspomina. To ASY.
Wśród seryjnie produkowanych przynęt ASY  prawie się nie zdarzają. Wszystkie są rękodzielnictwem. Powstawały  długo, czasami przez wiele lat. Po każdej wyprawie poprawiane i udoskonalane tak, że ich twórcy osiągnęli coś o czym można powiedzieć: ryby je lubią.
Najczęściej nie mają „handlowego” wyglądu, a rady, które ich twórcy, udzielają kupującym lub obdarowywanym wręcz do tych przynęt zniechęcają. Mówią: mają być brudnoszare, zapyziałe i łów nimi bardzo wolno prowadząc.
Co do koloru można się zgodzić, ale porada, „prowadź bardzo wolno” trzyma się tylko do pierwszego złowionego pstrąga. Tak już bowiem jest w naszej wędkarskiej naturze, że gdy na jakąś przynętę złowimy rybę zaczynamy o tą przynętę dbać. Nie łowimy nią w czepach, nad miejscami w których się spodziewamy zawad przeciągamy ją szybko, jednym słowem robimy wszystko by drugiej ryby nie złowić. To jednak dygresja bo zasadniczy temat to ASY.
Każdy AS ma swoją historię, oczywiście również swojego twórcę. Opowiem o trzech przynętach, pewniakach nad pewniakami na pstrągowych wyprawach.


Błystki wahadłowe Zbigniewa Dudy z Zamościa.
Zbyszek, ręcznie klepie wahadłówki różnej wielkości. Pstrągowe doświadczenia zdobywał na rzekach Roztocza. Wypracował kilka modeli wahadłówek, trzy i czterocentymetrowych. Teraz, kiedy presja na te łowiska bardzo wzrosła, łowi również wahadłówkami, ale większymi, dostosowanymi do innych technik  prowadzenia. Okazuje się bowiem, że nie tylko okonie i sandacze biorą w opadzie i wyraźnie reagują na kolor przynęty, tak zachowują się również pstrągi potokowe. Zaczął więc klepać pięciocentymetrowe i większe wahadłówki zdobiąc je różnymi wzorami. Taką wahadłówkę naprowadza się nad domniemane stanowisko pstrąga i puszcza w swobodny opad na napiętej żyłce.
Ceny jakie osiągają te wahadłówki to 25 do 30 zł. (Tel. 694 704 428)




















Królewska wahadłówka.
O twórcy tych wahadłówek wiem tyle, że pochodzi ze Starachowic. To bardzo bardzo bardzo łowne przynęty. Większa, ta długości zapałki, na nią połakomi się każda ryba. Mniejsza, słów brakuje by opisać jej łowność. Mogę tyle o niej powiedzieć, że bez względu na panujący mróz i temperaturę wody zbliżoną do zera rozebrałbym się i wchodził do rzeki by uwolnić tą błystkę z zaczepu. Jej twórca wybijał na nie znak korony. Wiedział co robi.
Nie słyszałem, żeby tymi wahadłówkami, w ostatnich latach, ktokolwiek handlował.











Buczkówka.
Twórcą tej obrotówki był wrocławianin p. Buczek. Osobiście go nie znałem, ale wiele powiedzieli mi o nim jego koledzy, świetni wędkarze pp. Ryszard Gawron i Kostek Doroszewski.
P. Buczek był technikiem dentystycznym i z materiałów, z jakimi miał na co dzień do czynienia, wykonał formy do wyklepywania skrzydełek do błystek obrotowych. Z blachy należało wyciąć skrzydełko, które pasowało do formy, następnie wyklepywało się młotkiem, po wcześniejszym nałożeniu stempla.
Poznałem dwa skrzydełka p. Buczka: Karbowaniec i Motylek. Karbowaniec „działa” na szczupaki. Motylkowi nie mogą się oprzeć pstrągi potokowe.

Motylki robione są w różnych konfiguracjach. Takie samo skrzydełko „nosi” korpusy w różnej wadze. Od łowiącego zależy jak obrotówkę zastosuje na konkretnym łowisku. Motylki z ciężkimi korpusami są do łowienia pod prąd i w poprzek nurtu. Z lekkimi korpusami do ściągania z prądem rzeki. Prowadzone w pół wody lub blisko powierzchni wykazują się bardzo dużą łownością.
Dzisiaj te obrotówki są prawie nie do kupienia, a jeżeli to osiągają zawrotne ceny: 15 – 20 zł.

Przeczytaj więcej o łowieniu pstrągów w artykule JAK SIĘ ZABRAĆ ZA ŁOWIENIE PSTRĄGÓW.