POLOWANIE NA SZCZUPAKA


To jedna z najciekawszych historii złowienia ogromnego szczupaka, opowiedziana przez jego łowcę
p. Józefa Szymczaka z Trzcianki w 1992 roku

Najczęściej wędkuję na jeziorze Osiek położonym koło. Dobiegniewa. Znam to jezioro i jego ryby, jak własną kieszeń. Są w nim piękne, kilowe plocie, które biorą najchętniej na gotowany łubin, bardzo duże leszcze i okonie, wspaniale, grube węgorze, olbrzymie, kilkunastokilogramowe karpie. I są przede wszystkim potężne szczupaki, na spotkanie z którymi przyjeżdżam tu od dwudziestu lat.
Wszystkie swoje duże szczupaki (dotychczasowy rekord wynosił 12,30 kg) złowiłem
w maju i czerwcu. Jesienią nigdy nigdy nie udało mi się złowić dużych szczupaków. Więc każdego roku staram się nie przegapić momentu, kiedy na śródjeziornych górkach podwodna roślinność wypuszcza pierwsze pędy. To kapitalna pora na jeziorowe olbrzymy. Tak było i tej wiosny.




Polowanie rozpocząłem 9 maja.

Jeździłem na jezioro co drugi dzień. Czekałem na szczupaki w miejscu, gdzie wiedziałem, że są. W sobotę, 16 maja na wodzie byłem o godz. 6. Zakotwiczyłem jak zwykle na rozległej podwodnej górce, na 2,5 metrach. Pode mną zieleniały pierwsze warkocze rogatka i rdestnicy. Rozwinąłem sprzęt. Na lekką wędkę łowiłem płocie, brały dobrze. Jedną z nich założyłem na solidną żywcówkę. Nie czekałem długo. Po godzinie miałem w pontonie szczupaka, który ważył 8 kilogramów i dziesięć dekagramów.

O wpół do dziesiątej spławik żywcówki z dwudziestocentymetrową płocią zniknął drugi raz. Żyłka powoli zaczęła odpływać na środek jeziora. Zaciąłem i zacząłem holować. Szczupak przyszedł do pontonu dość lekko. Gdy go zobaczyłem 10 metrów od siebie, oniemiałem. Szybko zwinąłem lekką wędkę i podniosłem kotwice bo miałem przeczucie, ze ten olbrzym zechce sprawić jakąś niespodziankę. Szczupak zawinął i poszedł w głębinę. To go zgubiło. Na płyciźnie, w zielsku miał dużo większe szanse. Mógł się przecież o jakąś przeszkodę zawinąć i urwać żyłkę. A tak hasał na długiej żyłce, na głębokiej wodzie, około pół godziny. Wolno podciągnąłem go do siebie. Dwa razy wyskoczył z podbieraka, za trzecim razem był już mój. Tak dużego jeszcze nie miałem: 21,15 kg wagi przy 121 cm długości.

Przez lata wędkowania z pontonu nabrałem wprawy w podbieraniu dużych ryb, z którymi mam do czynienia co roku. Podstawową sprawą jest odpowiednie przygotowanie samego pontonu, a więc koniecznie musi być sztywna podłoga z desek oraz ławeczka, na której wygodnie się siedzi i łatwo utrzymuje równowagę. Po puszczeniu kilku rekordowych szczupaków, nauczyłem się na każdą wyprawę zabierać również duży i solidny podbierak.


Gdy już kolos leżał ogłuszony w worku, wziął jeszcze trzeci szczupak, a właściwie szczupaczek o wadze 3 kg. W maju dostałem jeszcze szczupaki o wadze: 8, 4,20, 10,20 i 9,80 kilogramów. Kolega, w tym samym czasie, złowił szczupaków w tym jednego który miał prawie 6 kilogramów.
W pierwszą sobotę czerwca wróciłem ze szczupakiem 7,30 kg. I to był koniec. Roślinność rozwinęła się i szczupaki gdzieś zniknęły.


Pan Józef, kiedy mówił o okolicznościach złowienia swojego wspaniałego szczupaka powiedział nam o jeszcze jednej, aż mało prawdopodobnej rzeczy. W tym samym miejscu miał na kiju szczupaka, którego wielkość ocenił na trzydzieści kilogramów. Trudno o pomyłkę w ocenie, kiedy już się miało w rękach dwudziestokilogramową sztukę. Obiecał sobie, że  złowi go w następnym roku.
W maju zakotwiczył nad podwodną górka. Zarzucił wędkę na płotkę. Czekał na branie pół godziny. Tego, jak mówił, jeszcze nigdy nie doświadczył. Z pontonu zaczął się przyglądać podwodnemu światu. Wcześniej, wśród obijającej od dna, świeżej roślinności widział hasające chmary małych rybek, a wśród nich błyskające cielska dużych płoci i powolne, jakby tylko wodą niesione okonie. W tym roku było pusto.


Dopiero wtedy zaczął się rozglądać po okolicy i zauważył pochylone nad wodę nabrzeżne drzewa całe oblepione białym guanem kormoranów. Gdzieś daleko na wodzie zobaczył tyralierę ptaków wynurzających się, po podwodnym polowaniu.

Pojawienie się każdego drapieżnika zmienia dotychczasowe zachowanie ofiar. Tak się stało na jeziorze Chomentowski na którym wcześniej kormoranów wcale nie było.
Właśnie w 1993 roku, kiedy p. Józef zamierzał zapolować na olbrzyma, w tym samym czasie racjonalni Niemcy zaczęli strzelać w Brandenburgii, bez ograniczeń, do kormoranów. Wówczas pisaliśmy o tym, że spraw nie należy pozostawiać tylko Niemcom. Ptaki bowiem granicy nie znają – pisaliśmy – przylecą do Polski i będzie sprawa nie do opanowania, bowiem u nas kormorany są pod ścisłą ochroną.
Jak pokazały następne lata, to nie było krakanie.
Dziesiątki tysięcy nietykalnych ptaków zaczęło gniazdować nad polskimi jeziorami i rzekami. Zalew Szczeciński, Zatoka Gdańska, a także otwarte morze, dzisiaj jest tam dziesiątki tysięcy kormoranów z których, każdy by się przy życiu utrzymać, musi każdego dnia zjeść około kilograma ryb!