CZYTANIE LODU


Już z pierwszych centymetrów lodu na jeziorze można odczytać bardzo wiele. To tak, jakbym otwierał tajemniczą księgę. Każda jej kolejna kartka wzbogaca moją wiedzę i pobudza wyobraźnię.

IMAGE
Przy brzegach, tam gdzie są strome i twarde spady, już na początku zimy pokazują się pod lodem pierwsze bąbelki. Przeważnie są małe i pojedyncze, czasem jest ich kilka ułożonych w rządku. Czy to znak, że w tych miejscach są ryby? Owszem, to bardzo prawdopodobne. Twardy spad w rzeczywistości wcale nie jest taki twardy. Można to sprawdzić. Wystarczy wykuć przerębel, włożyć do niego długi kij i lekko nim pogrzebać w dnie. Od razu na powierzchni pokaże się mnóstwo drobnych bąbelków. Większe ryby, przeważnie płocie, robią mniej więcej to samo. Przeszukują dno, by znaleźć larwy owadów lub pijawki, które zimą kryją się pod zatopionymi gałązkami, kamykami, muszelkami racicznic itp. Poruszając te przedmioty pyszczkami, uwalniają spod nich pęcherzyki gazu.
Gdy lód robi się coraz grubszy, zaczynamy szukać ryb dalej od brzegów. Jeżeli śniegu jeszcze nie ma, nie kuję przerębli na chybił trafił, tylko spaceruję po zamarzniętym jeziorze
i zaglądam w jego toń. Oddalając się od brzegu nie zmierzam cały czas w tym samym kierunku, ale skręcam też po kilkadziesiąt metrów na boki. Gdy tylko trafię na pierwsze bąbelki, idę tam, gdzie jest ich coraz więcej.
Zbliżając się do końca spadów zobaczymy pojedyncze bąble o jednakowej średnicy lub po kilka w małym skupisku. Najprawdopodobniej są to pęcherzyki gazów, które samoczynnie wydobywają się z dna, a to oznacza, że tu zaczyna się już warstwa mułu. Jeżeli takich znaków na większym obszarze jest mało, dziur rąbać tu nie warto. Należy przypuszczać, że ryby zapuszczają się tu raczej niechętnie, bo w wodzie jest mało tlenu. Trochę dalej można już trafić na kilkumetrowe rzędy bąbli. Nie jest to jeszcze dowód, że ryby tu żerują. Na pewno jednak tędy przepływają. Rozmaite gatunki na różnych głębokościach.
IMAGEZajmijmy się teraz tym, co chcemy łowić. Gdy lód ma dopiero dziesięć centymetrów, rzędy takich bąbli są rozrzucone nawet po bardzo wielkim obszarze, od krawędzi brzegowych spadów prawie po środek jeziora. Świadczy to, że ryby są jeszcze rozproszone. Większość tych bąbli to dzieło płoci, krąpi i leszczy. Płocie i krąpie bywają płoszone przez drapieżniki lub przeganiane przez leszcze z ich żerowisk i tras. Zmieniają wtedy głębokość i zostawiają pod lodem charakterystyczne drobne bąble w rzadkich krótkich rzędach.
Leszcze o tej porze nie skupiają się jeszcze w zimowe stada. Wszystkie roczniki są przemieszane. Młodsze płyną przy samym dnie i kilka metrów nad nim, starsze zawsze na jednakowej głębokości, przeważnie dwa - trzy metry nad gruntem. Mniejsze, zmieniając głębokość, zostawiają po kilka lub kilkanaście bąbelków o średnicy papierosa w miejscu o szerokości dłoni. Gniazda takich bąbli można zaobserwować w bardzo wielu miejscach. Przeważnie są od siebie oddalone od jednego do kilku metrów. Większe leszcze, zwykle pływające teraz na jednakowej głębokości, mogą obserwatora zmylić, bo lubią wypuścić z pęcherza pławnego bąbelki gazu, które na powierzchni układają się w drobny szlaczek. Dokładnie taki, jaki zostawia po sobie lin.
Obserwując ślady pod lodem bezbłędnie trafimy na miejsca, w których ryby chętnie się zatrzymują, żeby coś przekąsić. Warto przystanąć tam, gdzie bąbli jest dużo i są one większe od średnicy papierosa. Gdy będzie to bliżej brzegu, przy krawędzi spadów lub w pobliżu podwodnych górek, to płoci, krąpi, a także leszczy możemy się spodziewać już kilkanaście minut po zanęceniu. Gdy natomiast na takie bąbelki trafimy dalej, na otwartej wodzie, gdzie dno jest prawdopodobnie bardziej płaskie, to zanęcanie łowiska powinno potrwać kilka dni. Tam bowiem mogą być leszcze.
Ale bąble nie tylko nam wskażą, gdzie są ryby. Powiedzą także, jakie jest pod nami dno. Gdy nawet daleko od brzegów bąbelki pod lodem są drobne i rzadko rozsiane, to wcale nie znaczy, że żerują tu małe ryby. Przypuszczalnie na dnie leży cienka warstwa mułu lub mułu z iłem. Ryby, które tu żerują, zbierają pożywienie tylko z wierzchu i uwalniają przy tym małe, rozrzucone bąbelki. Zupełnie inaczej jest tam, gdzie dno pokrywa gruba warstwa drobnoziarnistego mułu. Tu pod lodem zobaczymy bąble małe, średnie i takie jak dno szklanki. Wszystkie będą się znajdować blisko siebie, w większych i mniejszych skupiskach. Takie ślady zostawiają żerujące leszcze, ale także krąpie i jazgarze.
Gdy lód jest już gruby, ma więcej niż dziesięć centymetrów, płocie coraz rzadziej biorą przy trzcinach, częściej zaś na kilkumetrowym gruncie przy końcach spadów. Są tam też krąpie, czasem, po kilku dniach nęcenia, trafia się pojedynczy mały leszcz. Okonie najlepiej biorą na większej głębokości, nawet na kilkunastu metrach. Jeżeli łowimy je daleko od brzegu, to okoniową błystkę może nam obciąć szczupak.
IMAGEWłaśnie w tym okresie zaczyna się ostre żerowanie i pielgrzymka ryb na zimowiska. Skąd i dokąd one płyną? O tym znów powiedzą nam bąble pod lodem. Jest ich coraz więcej, a ich rzędy są coraz dłuższe. Idąc tym tropem trafimy w końcu już nie na rzędy, ale na duże place bąbli. Przebywające tu ryby można podzielić na stada żerujące i stada spływające. Jedne bowiem żerują, przeważnie są to leszcze, inne nad nimi przepływają. To też są leszcze, a także płocie i krąpie. Jedne i drugie zostawiają po sobie bąble, które pod pokrywą lodu łączą się w ogromne płaty, niekiedy wielkie na kilkadziesiąt metrów kwadratowych. Są to świetne łowiska, i to przez całą zimę. Nawet jeżeli któregoś dnia ryby nie będą miały apetytu, nie warto się zrażać. Wrzucona zanęta na pewno na dole nie skiśnie, bo długo nie poleży, a jak już leszcze, płocie i krąpie zgłodnieją, to bąble będą tłukły w lód aż na powierzchni będzie słychać.
Gdy lód osiąga już grubość kilkudziesięciu centymetrów, oznak życia widać pod nim coraz mniej. Najwięcej bąbli pozostawianych przez ryby żerujące i spływające jest zawsze pod warstwą 10-centymetrową. To znak, że właśnie wtedy z różnych stron jeziora leszcze napływają na zimowisko. I to jest dla mnie najlepszy czas do wędkowania. Później, gdy lód wyraźnie zgrubieje, bywa znacznie gorzej. Jednego dnia wezmą małe leszczyki, drugiego parę dwójek i na tym koniec.
Bogdan Barton