KRZTYNIA


Krztynia jest lewobrzeżnym dopływem Pilicy. Ma około 30 km długości. To typowa rzeka pstrągowa, jakich wiele na obrzeżach Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. Ze znanych łowisk pstrągowych najbardziej przypomina górną Mierzawę.

IMAGE
Źródła Krztyni znajdują się w okolicach Żerkowic koło Zawiercia. W górnym biegu jest to niewielki strumyk, gdzie miarowe pstrągi zaglądają tylko w okresie tarła. Zasilana wydajnymi źródłami niesie bardzo czystą i chłodną wodę. Dopiero w okolicach Pradła Krztynia nieco się powiększa. Jej szerokość dochodzi tam miejscami do trzech metrów. Na tym odcinku Krztynia jest jednak uregulowana i o pstrąga tam trudno.
Zaczynając od Pradła, na długości około piętnastu kilometrów, Krztynia płynie wzdłuż drogi nr 78 Zawiercie - Jędrzejów. Kilometr poniżej mostu drogowego wpływa w las i zaczyna się jeden z jej najładniejszych i najtrudniejszych technicznie odcinków. Nie ma tu zbyt wielu miarowych pstrągów, więc i wędkarze zaglądają tu rzadko. Pojawiają się pierwsze dołki, zwalone drzewa i obiecujące zakręty.
Dopiero gdy rzeka wraca na łąki, na obu brzegach pojawiają się wydeptane ścieżki. Większość wędkarzy zaczyna jednak łowić dopiero przy moście drogowym w Zawadzie. Z Krztynią łączy się tam rzeczka Białka, niosąca prawie tyle samo wody. Od tego miejsca szerokość Krztyni sięga już pięciu metrów, a głębokość wielu dołków przekracza półtora metra. Dno jest piaszczyste. Trafiają się ciekawe podmyte zakola i zwalone do wody drzewa. Widać wyniki regularnych zarybień. Pstrągów jest sporo, choć większość nie przekracza wymiaru ochronnego.
IMAGEW środkowym i dolnym biegu Krztynia płynie na ogół swobodnie. Umocnione brzegi i zakręty pojawiają się tylko w okolicach wsi. Interesujący jest odcinek w pobliżu Bonowic. Jest tam stary młyn. Poniżej spiętrzenia Krztynia rozdziela się na koryto główne i młynówkę. Obie odnogi są niewielkie, ale warto je obłowić. Wbrew pozorom rzeka płynąca między domami kryje niejednego wyrośniętego pstrąga. W środku wsi najlepiej łowić o świcie, zwłaszcza w niedzielę.
Tuż poniżej Bonowic do Krztyni uchodzi z prawej strony drugi duży dopływ - Żebrówka. Od tego miejsca rzeka ma już pięć do sześciu metrów szerokości. Choć nadal jest płytka, zaczyna przypominać najlepsze rzeki pstrągowe tego rejonu.
Po minięciu uregulowanego odcinka w pobliżu stawów hodowlanych dochodzimy do mostu na IMAGEdrodze nr 46 Szczekociny - Częstochowa. Niżej zaczyna się ostatni, najbardziej atrakcyjny odcinek Krztyni. Na długości około 4 km rzeka płynie dziko przez łąki. Jest głęboka na 1,2 - 1,5 m. Dużo tu dołków, których głębokość sięga trzech metrów. Tam jest największa szansa na dużego pstrąga. Sporo jest też lipieni oraz okoni, zdarzają się także pojedyncze szczupaki, klenie i płotki.
Ostatni kilometr swego biegu Krztynia płynie malowniczo skrajem lasu. Uchodzi do Pilicy w okolicach wsi Tęgobórze. Połączenie obu rzek warto dokładnie obłowić, bo często wchodzą tu wyrośnięte pstrągi z Pilicy.
Krztynia jest płytka i przeważnie niesie bardzo czystą wodę. Najlepsze wyniki mam na początku sezonu, pod koniec wiosennego wezbrania, albo po deszczach, kiedy woda jest zmącona. Niezależnie od stanu wody podchodzę do rzeki jak najostrożniej i klękam o 2 - 3 metry od brzegu.
IMAGEZimą i na wiosnę schodzę w dół rzeki. Łowię wtedy najczęściej na pływające, głęboko nurkujące woblerki własnej roboty, o długości 5 - 6 cm. Przeważnie srebrzyste, brązowe lub naśladujące strzeblę. Poniżej Bonowic, gdzie jest sporo okoni, dużo brań mam na podobne do nich woblerki. Dobre są też gumowe żabki o długości około 4 cm. Najłowniejszymi przynętami są tu jednak białe i czarne twistery o długości 3 - 5 cm. Niestety, biorą na nie głównie niewymiarowe pstrągi. Zarówno żabki, jak i twistery uzbrajam w główki o wadze 3 lub 3,5 g.
Przynęty rzucam przeważnie w poprzek rzeki. Kiedy chcę obłowić miejsce pod własnym brzegiem, wypuszczam woblera z prądem i spławiam go po łuku dokładnie na stanowisko pstrąga. Gdy przynęta w naturalny sposób zbliża się do niego z boku, atak następuje o wiele częściej niż wtedy, gdy podciągam ją pod prąd. Gumami często rzucam również w dół rzeki, pod drugi brzeg. Gdy opadną, lekko je podrywam i czekam, aż znowu osiądą na dnie. Powtarzam to tak długo, aż twister lub żabka zejdzie pod mój brzeg. Często w ten sposób wpuszczam przynętę pod zwalone drzewa, w jamy pod korzeniami lub pod zatory utworzone przez naniesione nurtem patyki i pianę.
IMAGEŁowiąc na imitacje żab od czasu do czasu podnoszę je powoli aż do samej powierzchni i dopiero wtedy opuszczam do dna. Naśladuję w ten sposób prawdziwą żabę, która co jakiś czas musi przecież zaczerpnąć powietrza. Brania są na ogół w momencie poderwania przynęty z dna.
Mniej więcej w połowie marca, kiedy ustępuje wiosenne wezbranie i pstrągi w ogrzanej wodzie nabierają wigoru, zmieniam taktykę łowienia. Zaczynam podchodzić w górę rzeki i ściągam przynęty z prądem w pół wody. Używam do tego płytko schodzących woblerów oraz gumowych żabek i twisterów na główkach o wadze 2,5 g. Tylko gdy łowię w najgłębszych dołkach, zakładam gumy z cięższymi główkami. Do łowienia z prądem w pół wody często zbroję gumy w główki bez wtopionych haków, za to przegubowo połączone z kotwiczką. Dzięki takiemu uzbrojeniu mam większy odsetek udanych zacięć i mniej ryb spada mi w czasie holu.
Paweł Grzesiak
Busko-Zdrój