Zdjęcie znad wody

WIŚLANA ARCHITEKTURA STOLICY

IMAGE Wisła na odcinku warszawskim jest częściowo uregulowana. Na jej brzegach zbudowano liczne prostopadłe do nurtu ostrogi,  nazywane również główkami lub tamkami.  Mają one    utrzymywać nurt rzeki w jak najciaśniejszych ryzach. Głównie po to, żeby piach nie  zasypywał szlaku żeglugowego. Szczyty wielu z nich są  spięte kamiennymi lub betonowymi umocnieniami biegnącymi równolegle do nurtu.


IMAGE


Główki spięte opaską zamykają kawałek wiślanej wody, tworząc zastoisko, tak zwaną klatkę lub basen. Wiele główek jest na prawym brzegu Wisły,  od Falenicy po Tarchomin.
Wypychają one  główny nurt pod brzeg przeciwny. Po lewej stronie główek jest mniej. Tutaj dominują opaski – kamienne nasypy umacniające brzeg. Od mostu Łazienkowskiego aż za most Gdański ciągnie się opaska zwieńczona betonowymi schodami.
Inaczej jest na praskim brzegu Wisły. Poza ostrogami i krótkimi opaskami w Miedzeszynie, na Gocławiu i Żeraniu, gdzie nurt odbija na prawą stronę, brzeg jest naturalny, piaszczysty lub żwirowy, porośnięty łozą. Pomiędzy główkami powstały cichacze - tak miejscowi nazywają miejsca  po dawnych łachach i wyschnięte  starorzecza.
Dawniej, żeby zbudować ostrogę, w dno rzeki wbijano pale, układano faszynowe materace, a na nie sypano kamienie. Podobnie budowano opaski. Takie budowle, choć  stworzone po to, by rzekę  ujarzmić,   nie niweczą  jej dzikiego charakteru. Są również korzystne dla rzecznych  żyjątek. Do takiego spichlerza raków,  kiełży, pijawek i larw owadów  ciągną ryby. Wiele gatunków wykorzystuje zalane kamienie i faszynowe materace jako tarliska, a narybek,  oprócz schronienia, znajduje tam dużo pokarmu. Wiślany nurt potrafi porozrywać kamienne ostrogi, a takie oddzielone pasmem wody wysepki-rafki służą ptakom za lęgowiska.
 Złotym okresem sypania wiślanych główek były lata, gdy z Warszawy usuwano powojenne gruzy. Do dziś na starych ostrogach, pomiędzy palikami sczerniałej faszyny, można dostrzec cegły lub kawałki murów z dziewiętnastowiecznymi datami.
IMAGEPóźniej przyszedł czas rozbudowy i uprzemysłowienia. Woda w Wiśle stawała się coraz brudniejsza, a kruszywo i gruz zastąpiono betonowymi prefabrykatami. Czapy z betonu osadzano na starych, rozmytych ostrogach. Takie betonowe monolity wprawdzie spełniają swoje zadanie, mają też o wiele dłuższą trwałość, ale to tak, jakby rzece zadano gwałt.
W wielu krajach Europy niemałym kosztem  przywraca się rzekom ich naturalny charakter. Rozbiera się betonowe umocnienia, żeby  z cieków płynących jak po sznurku na powrót uczynić meandrujące dzieła natury. Nad warszawską Wisłą w ostatnich latach wybudowano wiele nowych główek i wyremontowano stare. Niestety,  odbywa się to tak, jakby nic nie wiedziano o nowych trendach w dziedzinie ochrony naturalnego środowiska.
Wisła,  podobnie jak cały nasz kraj,  przeszła w najnowszej historii bardzo wiele. Była zanieczyszczana do granic biologicznej wytrzymałości, ale przetrwała i się odradza. Trzeba jej w tym pomagać albo przynajmniej zostawić  w spokoju.
  Krzysztof Szymański