AMURY Z ODRY

IMAGE Od sześciu lat w Odrze łowię amury. Zaliczyłem już  kilkanaście sztuk o wadze ponad 15 kg. Na kiju miałem znacznie większe - oceniam, że ważyły około trzydziestu kilogramów -  które jednak demolowały mi zestawy i odpływały.


IMAGE



W Odrze amurów jest bardzo dużo, ale  na ogół  łowi się je przypadkiem,   podczas zasiadek na leszcze i  karpie. O amurach wiadomo,  że zjadają  rośliny i lubią spokojną wodę. W poszukiwaniu   takich łowisk przemierzałem brzegi Odry na rowerze. Szczególnie obiecujące okazały się te miejsca, gdzie  występuje dużo tataraku, trzciny i moczarki kanadyjskiej,  na brzegach rosną wierzby, a w wodzie jest  dużo drobnicy.
---Znaleźć  miejsca, gdzie mogą być amury, to jednak nie wszystko. Trzeba   się jeszcze przekonać, czy one  rzeczywiście tam są. Łatwe to jest w dni słoneczne,  bo  wtedy amury wygrzewają się tuż pod powierzchnią i dobrze je widać. Wystarczy zobaczyć chociaż jedną sztukę, a już można mieć pewność, że jest ich tam więcej. Są to bowiem ryby stadne. Nigdy nie pływają w pojedynkę, nawet gdy mają po kilkadziesiąt kilogramów.
Jeżeli w typowych dla nich miejscach amurów nie widziałem, dokładnie przyglądałem się wodnej roślinności. Obecność amurów zdradzają     pływające kawałki połamanych trzcin lub tataraku oraz  posiekane wodne zielsko. Jeżeli ławica amurów jest duża, to takich poniszczonych roślin jest na powierzchni wiele. Amurów zaś czasami nie widać,  bo są  dosyć płochliwe. Znikają nawet wtedy, gdy gdzieś daleko ktoś idzie koroną wału.
---Ulubionym pokarmem amurów jest moczarka kanadyjska, ale wędkarza może ona także  wprowadzić w błąd. Widziałem łany nietkniętej moczarki, tak mi się wydawało, i ani jednego amura. Dopiero dokładniejsza obserwacja pozwoliła  wyjaśnić tę zagadkę. Otóż amury   nie zjadają całych roślin, lecz oskubują tylko odrosty, czyli górne, najdelikatniejsze części łodyg. Po żerowaniu amurów taki łan moczarki wygląda jak nieruszony. Wystarczy jednak dokładnie  mu się   przyjrzeć, żeby dostrzec, że gdzieniegdzie jedne łodygi są krótsze od innych.
Podobnie jest z wierzbą. Jej liście są dla amurów wielkim  przysmakiem. Lubią je tak bardzo, że wychylają pyski z wody i oskubują zwisające gałązki. I właśnie takie ogołocone wierzbowe witki to znak, że amury są   blisko.
Jednorazowa obserwacja nie daje jednak pewności, że amury są tu nadal i będą także jutro. Mogły przecież znaleźć gdzieś lepsze żerowisko, może to inne zwierzęta narobiły szkód w roślinach. Dlatego objeżdżam rowerem kilka, a nawet kilkanaście takich miejsc. Nęcić zaczynam dopiero wtedy, gdy się upewnię, że amury są,  bo je widziałem albo odkryłem świeże po nich ślady.

 
IMAGEŁowisko nęcę mieszanką ziaren, kulami z kaszy manny i kulkami proteinowymi. Najlepsze wyniki daje  mi mieszanka ugotowanych ziaren kukurydzy, łubinu i konopi. Kukurydza i łubin dają silny aromat i bardzo  amurom smakują, a konopie przyśpieszają trawienie, czyli  zmuszają amury do częstego żerowania. Konopie ściągają też płocie, które zawsze żerują bardzo  intensywnie, a związane z tym zamieszanie w łowisku zwabia  amury, które pojawiają się niemal natychmiast po płociach.
Ważnym składnikiem zanęty jest też kasza manna. Po ugotowaniu  wyrabiam z niej ciasto, do którego dodaję atraktor truskawkowy lub waniliowy  albo scopex.  Doświadczalnie sprawdzam, który z tych smaków będzie  akurat amurom odpowiadał. Z ciasta  robię kule wielkości mandarynki i wrzucam w łowisko. Kule są tak duże, że amur ich nie połknie, więc dosyć długo leżą w łowisku i uwalniają zapachy, a o to mi właśnie chodzi.   
---Nęcę też kulkami proteinowymi, takie same zakładam na włos. Różni je tylko  intensywność zapachu oraz wielkość. Kulki na haczyk mają  średnicę 24-26 mm, a te, które leżą w łowisku, 18-20 mm.
Ilość zanęty zużywanej do jednorazowego nęcenia zależy od temperatury wody. Latem, gdy woda jest najcieplejsza i amury żerują najintensywniej,   sypię od 10 do 15 kg ziaren, 5 kg kulek proteinowych i 1 kg kul z ciasta. Wiosną i jesienią ilość  ta  jest dwa,  a nawet trzy razy mniejsza.   Łowisko nęcę od siedmiu do dziesięciu dni. W tym czasie nie łowię. Co trzy dni przerywam nęcenie na jeden dzień. Przed planowaną zasiadką łowiska nie nęcę, żeby amury trochę zgłodniały. Natomiast sypię zanętę w dniu, kiedy siadam z wędką. Wtedy amury dobrze żerują.

 
IMAGEStosuję zestawy samozacinające z ciężarkami od 100 do 150 gramów, zależnie od uciągu wody w łowisku. Używam  20-centymetrowych przyponów z miękkiej plecionki. W Odrze dłuższe przypony nie zdają egzaminu,  bo nurt wody kulkę unosi, porusza nią, a amury bardzo tego nie lubią.  Do haczyka dowiązuję włos z  plecionki i mocuję na nim kulkę proteinową. Długość włosa zależy od wielkości kulki.  Między kulką i haczykiem zostawiam 2-3 mm luzu.
Łowię na kulki tonące o średnicy 24 lub 26 mm. Są więc duże, ale dzięki temu mam pewność, że nie będą ich brały jazie i klenie, które są częstymi gośćmi w  amurowym łowisku. Amury, rozochocone darmowym żarciem, też się  najbardziej  interesują dużymi kęsami.  Na ilość brań wpływa nie tylko wielkość kulki, ale również jej kolor i smak. Najłowniejsze są żółte i  o smaku słodkiej pomarańczy. Kolejne miejsca w smakowym rankingu  zajmują  tutti  frutti i truskawka, a ostatnie dałbym scopeksowi.
---Zanim zarzucę zestaw, moczę kulki przez kilka minut w dipie, a kiedy brania są chimeryczne, w specjalnym żelu i później obtaczam je w proszkowym aromacie. Na powierzchni kulki tworzy się wówczas    panierka, która w łowisku bardzo długo oddaje swój intensywny  aromat. Po tych zapachowych operacjach do zestawu dowiązuję rozpuszczalną nitkę i  nawlekam na nią pięć przekrojonych na pół kulek. Dopiero potem zarzucam.
Łowię na dwie wędki, ale żadnej nie umieszczam w środku nęconego pola, tylko na jego lewej i prawej krawędzi. Robię to dlatego, że duże amury często są nieufne i wyjadają tylko to, co leży z brzegu.  Gdy już   na dobre wejdą w  łowisko,  położenie zestawu nie ma znaczenia, byle znalazł  się w zanęconym  polu.
IMAGEAmury wpływają  w łowisko ławicami, dlatego na kolejne branie długo się nie czeka. Po każdej wyholowanej lub zerwanej rybie wystrzeliwuję w łowisko  kilkadziesiąt kulek proteinowych. Uzupełniam zanętę,  żeby  amury przytrzymać, bo z tym, co leży na dnie, rozprawiają się błyskawicznie.  Kule z ciasta, mocno  nasączone zapachem, też zjadają, a przy tym je strzępią.  Okruchy  leżą cały czas na dnie i uwalniają atraktor.
Po zacięciu   amur płynie w stronę brzegu, a potem gwałtownie zawraca na środek rzeki. Tu pierwszą rolę   zaczyna  odgrywać sprzęt, a  zwłaszcza hamulec kołowrotka.   Amury są znacznie bardziej waleczne niż karpie. Oto przykład: 10-kilowego karpia z Odry holuję zwykle pięć minut, amura o tej samej wadze - pół godziny.

 
   W Odrze amury zaczynają dobrze brać wtedy,  gdy temperatura wody przekroczy 18 stopni.    Bardzo korzystny jest  wiatr zachodni, który tworzy cofkę. W taką pogodę amury dostają dosłownie amoku. Najwięcej amurów złowiłem w godzinach  20 - 24 i 5 - 7. W dzień szanse są niewielkie, bo  duże amury wygrzewają się w słońcu. Daje mi to czas na szukanie nowych łowisk.
Tomasz Behnke
Wrocław