Z synem do Finlandiina wakacje

IMAGE Skontaktuj się z biurem podróży Marka Koźmica. Przez to biuro trafisz do jednego z tych miejsc, których wizytówki masz obok.
Laponia to miejsce, które powinno się odwiedzić. Nieskażona przyroda, moc ryb. Jak nigdzie tutaj można się nałowić szczupaków, mieć spotkanie z ogromnym pstrągiem, zapolować na salmonidy w jeziorach.
Wystarczy jeden telefon by się dokładnie dowiedzieć, po Polsku, jakie ryby, gdzie, kiedy, za ile.
Szczególnie polecam Biuro Podróży Marka Koźmica wędkarzom wyjeżdżających na eskapady ze swoimi synami, którzy chcą ich nauczyć wędkowania.

IMAGE
Adres biura Marka Koźmica.
IMAGE IMAGE
IMAGE





Marek współpracuje z rodziną Ollila, posiadającą domki nad ogromnym akwenem. Domki są w różnym standardzie, a więc i w różnej cenie jest ich wynajem. Przy każdym domu łódka, ta jest w cenie wynajmy domku, silnik spalinowy do łodzi należy opłacić osobno.
IMAGETuomo Ollilia, ojciec rodziny ( na zdjęciu obok), zajmuje się również przewodnictwem wędkarskim. Ma doskonałe rozeznanie akwenu, świetnie zna życie ryb, ich zwyczaje i rytmy podporządkowane kalendarzowi przyrody. Jest bacznym obserwatorem przyrody, ale ma też kilkanaście doświadczenia jako rybak.
IMAGELaponia to miejsce szczególne, nie tylko przyrodniczo. Tutaj ludzie w dużej mierze żyją samowystarczalnie. Polują, łowią, zbierają runo leśne, łapią się każdej pracy bo o zatrudnienie nie jest łatwo ( na mapie czerwonym punktem zaznaczono miejsce w którym mieszka rodzina Ollilia). Sami budują sobie domy, wyposażenie do nich i do gospodarstw, a wszystko muszą robić  z wielką rozwagą bo każdego roku zima weryfikuje ich poczynania. Zbyt surowy jest tutejszy klimat by w czymkolwiek tworzyć margines błędu. Wiedzę wszelaką, szczególnie o życiu, bierze się tutaj od rodzica. Inne są więc tutaj relacje pomiędzy rodzicami i ich dziećmi aniżeli w tych częściach świata gdzie człowieka nie otaczają tak surowe warunki.
IMAGETuomo ma czternastoletniego syna Tomi ( na zdjęciu obok). Uczy go wędkarskiego fachu szkoląc na przewodnika. Miałem okazję przez kilka dni przebywać z nimi na jednej łódce kiedy akurat ojciec przysposabiał go techniki trolingowej. Pełno w niej sprzętu należącego płynnie obsługiwać gdyż służy do jednoczesnego zapuszczenia co najmniej sześciu wędek. Ciągle trzeba obsługiwać silnik spalinowy, kierować łodzią, obserwować okolicę i ekrany echosondy oraz GPSa bo na dnie pełno kamienistych wypłyceń, a właśnie po ich krawędziach się "idzie" bo to ulubione miejsca łososi. Za jednym razem wszystkiego się nie ogarnie, ale Tomin "łapie w lot". Z uwagą słucha ojca. Pytań nie zadaje. Ojciec bowiem wszystko co ma najlepsze oddaje własnemu dziecku. W powietrzu unosi się szacunek i wdzięczność dla rodzica, to owe coś, u mas tak bardzo rzadko spotykane.
Więc nie po same ryby na wakacje do Finlandii bo o czternastoletnim Tomim mogę powiedzieć, że świetnie łowi ryby spiningiem. Ma wyczucie i potrafi powiedzieć dlaczego akuratnie w tym miejscu i konkretnie jakimś tam sposobem powinno się łowić. Dlatego właśnie za cenne uważam wyjazd z własnym dzieckiem w takie miejsce, do takich ludzi. Kiedy bowiem zabieramy dzieci na ryby mało kiedy mają obok rówieśników z którymi mogą "nadawać" na jednej fali. Najczęściej otoczeni są starszymi, którzy za swój obowiązek uznają pouczanie młodych, a to najprostsza droga do zniechęcania. Tomi świetnie mówi po angielsku, a szczupaków jest tyle...

IMAGE Lapoński ogrom wody sprawia, że większość tutejszych wędkarzy oddaje się metodzie trolingu. Na niezmierzonych obszarach ta metoda daje największą szansę na złowienie dużej ryby.

Tutaj konieczne jest wyjaśnienie, że za wędkowanie na jeziorach roczna opłata wynosi kilkanaście Euro, a w ramach uzyskanej licencji ryby można łowić na wędkę i siecią. Trolingując wchodzi w grę złowienie dużej ryby. W sieci takich się nie łowi za drobiazgu rybiego dużą ilość. Podczas dziesięciodniowego pobytu na lapońskich łowiskach przemierzyłem ogromne obszary wody, wędkarzy widziałem niewielu i tylko dwa razy pływaki od sieci. Sieci postawione były w miejscach gdzie bytują sielawy, a tych, wiadomo na wędeczkę się nie da. O tym, że miały przynieść pożytek sielawowy powiedział mój przewodnik  Tuomo Ollilia, który, jak wspomniałem, wiele lat żył z rybaczenia na tutejszych wodach.
IMAGE
Niemal każda tutejsza łódka wyposażona jest w przyrządy do trolingu - windy i odciągi. Na łódce średniej długości, około sześciu metrów, znajdują się urządzenia pozwalają na wypuszczenie ośmiu wędek. Sześć ze śródokręcia z nadbudówki lub specjalnie do tego celu zamontowanego pałąka i dwie z  tak zwanych wind, znajdujących się na rufie.
Sporo tego. Dlatego pierwsza obawa wędkarza, który tym sposobem ryb nie łowił, że w jakimś momencie wędki się splączą. Otóż z tym problemu nie ma, wszakże pod jednym warunkiem. Po zapięciu ryby można jedynie nieznacznie zmniejszać prędkości płynięcia. O zatrzymaniu łódki nie ma mowy bowiem właśnie wtedy zestawy poplątały by się. Hol zaciętej ryby jest więc siłowy i jedynych emocji jakich dostarcza to: spadnie, nie spadnie. Wykonywanie zaś nawrotów lub zmiany toru płynięcia, to się odbywa bez ryzyka poplątania zestawów bo linki od wędek zawsze są do siebie ułożone równolegle.
IMAGE
Plaery, są ich dwa rodzaje. Jeden do pojedynczej wędki. Taki planer wypuszcza się na lince przymocowanej do burty. Można też, i to jest najczęściej raktykowane, założyć go bezpośrednio na linkę wędki (opis tego planera znajduje się w dziale SPRZĘT - pt. Planer). Ten odciąg stosuje się w małych łódkach i w miejscach w których jest bardzo dużo zaczepów. Na tym planerze, które produkowane są na lewą i na prawą burtę,  wypuszcza się tylko jedną wędkę.

Duo Planer, za jego pomocą można wyprowadzić kilka wędek. Zbudowany jest z dwóch aluminiowych blach równolegle ułożonych  względem siebie. Planer utrzymywany jest na powierzchni piankowymi pływakami. Są dwa rodzaje tych planrów, jedne do lewej bądź prawej burty w nich zmienia się punkt zaczepienia linki. Drugie są tylko na jedną z burt. Plener do łódki przytroczony jest mocną linką odwijanej z kołowrotów. Linka i kołowroty muszą być wytrzymałe bowiem planer stawia duży opór.
IMAGEW praktyce Duo Planer wypuszcza się około piętnastu - dwudziestu metrów od burty. Pas trolingowania jest więc duży (dwa Duo Planery dają rozpiętość około trzydzieści - czterdzieści metrów). Po lince utrzymującej Duo Planer wypuszcza się zestawy.
Zbrojenie zestawów trolingowych zaczyna się od wypuszczenia przynęty na kilka, kilkanaście metrów (zależne jest od głębokości łowiska. Na łowisku sześciometrowym przynętę wypuszcza się około pięć metrów) po czym na linkę zakłada się specjalny ołowiany obciążnik. Następnie linkę mocuje się do klipsa, który przypina się do linki utrzymującej Planer. Linka jest bardzo mocno napięta i pod takim kątem, że klips z łatwością odjeżdża od łódki wybierając linkę z kołowrotka wędki.
IMAGEKlips jest w jaskrawożółtym kolorze więc wędkarz wyraźnie widzi jego położenie. Kiedy dotrze w odpowiednie miejsce wędkarz zamyka kołowrotek i wkłada dolnik kija w trzymak. Takim sposobem, po kolei, trzy wędki trafiają na jedną linkę odciągową. Klipsy, a wiec zastawy na nich, są oddalone od siebie po około dwa metry.
Z drugiej burty wędki wypuszcza się w identyczny sposób.
IMAGE
Wędki na odciągach już łowią i dopiero wtedy zbroi się windy, które zakończone są kilkukilogramowymi kulami ołowianymi z wtopioną płetwą stabilizującą. Kule zawieszone są na stalowych linkach, a tuż nad nimi znajdują się klipsy w które zapina się linki z wędek. Wypuszcza się przynętę na kilka metrów, linkę mocuje w klipsie i opuszcza się kulę na wybraną głębokość. Kij mocuje się w uchwycie, integralnym elemencie windy.

IMAGEBardzo istotną rolę w zestawach zapiętych do Planerów odgrywają obciążniki. Dobierając ich wagę można prowadzić przynęty na różnej głębokości. Ciężarki szybko i łatwo się zapina na lince, równie szybko można je ściągnąć. Początkowy hol zaciętej ryby odbywa się z ciężarkiem, a kiedy ciężarek dojdzie do kija ściąga się go z linki.


ŁOWIMY
Finowie, z którymi łowiłem, stosowali do trolingu te same przynęty którymi spiningowali, przy czym na łososie używali przynęt mniejszych od tych którymi łowili szczupaki. Do zestawów trolingowych przypinali woblery, wahadłówki oraz systemiki do martwych rybek.
IMAGEW tutejszych jeziorach żyje ogromna populacja sielawy. Rybki te nie dorastają takich rozmiarów jak w naszych jeziorach. Dwudziestocentymetrowa sielawa jest okazem. Przeważają sielawki do piętnastu centymetrów długości i te trafiają na kotwiczki systemików.
Systemik to plastikowy kapturek do którego wciska się łepek rybki, blokuje zatyczką oraz, dodatkowo, mocuje się ją wbijając w korpus kotwiczkę uwiązaną do kapturka. Aby rybka była atrakcyjną przynętą musi wykonywać ruch, którego tor przebiega jakby po rozciągniętej spirali. Ułatwia to niestymetryczny kapturek i doświadczenie łowiącego, który dobiera odpowiednią prędkość płynięcia do ciężaru martwej rybki i wielkości założonego na nią kapturka (w handlu dostępnych jest pięć wielkości kaptórków).

Aby skutecznie trolingować konieczna jest dobra znajomość konfiguracji dna. W dużym stopniu załatwia to echosonda i GPS z dokładnymi mapami batymetrycznymi.
W ogóle pływanie związane jest z niebezpieczeństwem uszkodzenia łodzi lub kolumny silnika bowiem często, niemal pod samą powierzchnię wystają skały. Dla żeglugi wyznaczone są dobrze oznakowane tory, ale łowi się ryby poza tymi torami wodnymi, a tam już tylko mapy batymetryczne. Mapy, którymi posługiwali się przewodnicy są bardzo dokładne. Podczas łowienia salmonidów echosonda spełniała rolę drugorzędną. Całą uwagę skupiali na GPSsie by łódkę prowadzić nad uskokiem dna.
IMAGE
Obławialiśmy około trzykilometrowej długości podwodną rynnę. Jej szerokość wynosiła około pięćset metrów, w najgłębszym miejscu miała dwadzieścia metrów. Stoki dochodzące do pięciu metrów pod powierzchnię były kamieniste, miały wiele uskoków co wyraźnie było widać na ekranie echosondy.
Pilot prowadził więc łódkę po uskoku. Połowa przynęt, cztery, płynęły nad płytkim, pozostałe nad głębią. To rejon żerowania łososi podczas słonecznego dnia. Kiedy niebo jest zasłonięte chmurami albo podczas polarnej nocy, wtedy łódkę prowadzi się nad tą kilkumetrową płycizną.

Inna rzecz jest ze szczupakami, których znalezienie, na tych ogromnych akwenach, nie nastręczy żadnego problemu nawet temu wędkarzowi który pierwszy raz tutaj łowi. Trzciny, wypłycenia, spady przy trzcinowiskach, zatoczki, cyple, na całym świecie szczupaki lubią takie miejsca. Z łososiami, trociami i ich odmianą trociami jeziorowymi jest zupełnie inaczej. Jeżeli mają do wyboru wodę stojącą i płynącą zawsze wybiorą tą która płynie. A tutaj, pomimo że jeziora, mamy do czynienia z ogromnym ruchem wody, zjawisku na polskich akwenach nie znanym. Pływy, bo właśnie o nie chodzi, powodowane są przez wiatry. Na ogromne powierzchnie wody wiatr oddziałuje, między innymi i w taki sposób, że spycha wodę w jednym kierunku. Kiedy przestaje wiać woda "wraca" na swoje miejsce. W jednym miejscu płynie spokojnie i wolno. W innych, jak w rynnach, przewężeniach pomiędzy podwodnymi wzniesieniami lub pomiędzy wyspami płynie żwawiej. Różnice w poziomach wody dochodzą do jednego metra - to słowa pilotów. Salmonidy mają więc swoje miejsca zależne wiatrów z jakich kierunków wiały.
Rada. Jeżeli ktoś ma zamiar polować tylko na jeziorowe salmonidy niech na kilka dni weźmie przewodnika. Bez niego ani rusz.
IMAGE Pomiędzy tyczkami wytyczony jest tor wodny.
Pod tym mostem, łączącym wyspy na jeziorze, pływy potrafią być tak silne, że Dunajec "się chowa".
Trocie mają wymiar ochronny. Sześćdziesiąt centymetrów. Złowienie takiej ryby nie jest problemem, ale na jedną miarową sztukę pięć, a nawet więcej sztuk, to ryby półmetrowe. Jest ich bardzo dużo chociaż nikt nie zarybia. Bazą pokarmową dla wszystkich ryb drapieżnych są sielawy. Któregoś roku, przewodnik Tuomo, kiedy się zajmował rybactwem, wyłowił ich 250 tom i jak twierdzi w następnym roku było ich jeszcze więcej.


IMAGE Tuomo jest nie tylko przewodnikiem. Z żoną Mario prowadzi restaurację i bazę turystyczną złożoną z siedmiu czteroosobowych domków. Kiedy traficie w ręce tych przemiłych, zawsze uśmiechniętych ludzi poznacie nie tylko tutejsze zwyczaje również  oryginalne potrawy. Będziecie mogli zamówić sobie obiad na środku jeziora na specjalnej pływającej platformie na której Mario, na Waszych oczach, przyrządzi szczupaka. Zapewne każdego zachwyci oryginalny smak i prostota przygotowania.

SZCZUPAK NA SOLI
Tuomo zrobił filet ze szczupaka. Zgrabnie, wzdłuż kręgosłupa, poprowadził nóż odcinając płat mięsa ze skórą. Położył ten płat skórą do deski i drugim, równie zgrabnym pociągnięciem noża pozbawił filet skóry.
W tym czasie Mario rozgrzała patelnię i usypała na niej dwucentymetrową warstwę gruboziarnistej soli na takiej powierzchni, żeby spokojnie się zmieścił filet. Patelnia się rozgrzała, sól zaczęła się przypalać, wtedy Mario położyła na niej płat szczupaczego mięsa.
Po około pięciu minutach białe mięso zaczęło przybierać złotawy kolor. Wówczas Mario przełożyła filet na drugą stronę. Na powierzchni pokazały się rozejścia powstałe pod wpływem wysokiej temperatury, ale mięso trzymało się, widać było że jest jędrne.
Po kolejnych kilku minutach pobytu w gorącu, na soli, mięso trafiło na talerz. Było soczyste, ości widelcowate, których pełno w grzbiecie szczupaka, łatwo odchodziły od mięsa.
Szczupaka podano z wędzoną, ciepłą sielawą, drobno pokrojonym ugotowanymi ziemniakami, później podsmażonymi z jarzynami, z pietruszką i natką pietruszki, porem, odrobiną marchewki.
A smak szczupaka?, powiem tak. Nigdy wcześniej takiego nie jadłem. Mięso żadnych przypraw nie potrzebowało, a o zapachu i jego smaku żadne słowa nie pasują tylko: dziki, pierwotny, po prostu naturalny.

---Mario zaserwowała nam deser. Jak mówiła jest bardzo popularny w Finlandii. Składał się na niego słodki ser i żółte maliny. Są to owoce tylko dziko rosnące z tajemniczym winnym zapachem i takim smakiem.
Ser, jego skład jest tajemnicą każdej gospodyni więc tylko na moim smaku i znajomości w przyrządzaniu niektórych potraw będzie można polegać.
Jest to serek homogenizowany lub biały, kwaśny bardzo dobrze wyrobiony w mikserze. Jeżeli homogenizowany to jest w nim niewiele cukru. Więcej należałoby dodać do kwaśnego. Inne dodatki sprawiają, że oryginalny smak. Dodano do niego odrobinę cynamonu bardzo drobno zmielonego, ciutkę goździków i wanilii. Na pewno znalazła się również szczypta kardamonu. W owej masie serowej były żółtka i białko z kurzych jaj, ale na pewno w proporcji trzy żółtka jedno białko. Masa dokładnie wyrobiona była smażona na patelni jak placek. Miała zwięzłą konsystencję, ale była miękka chociaż nie puszysta. Słodka. Wyglądem przypominała omlet.
Mario podała serowy placek na ciepło z zimnymi konfiturami.
Smacznego.