LŚNIENIE

Szykując kiedyś ekwipunek na boleniową wyprawę pomyliłem etui z przynętami i zabrałem ze sobą komplet pstrągowy. Na szczęście między woblerami, meppsami i ręcznie klepanymi wahadłówkami znalazłem dwie błystki boleniowe. Jedną srebrzoną, idealnie naśladującą kolorem i odblaskiem uklejkę, drugą ciemną, pocynowaną. Swego czasu, kiedy przynęt srebrzonych akurat nie było, kupiłem kilka sztuk w kolorze mosiądzu i powlokłem je cyną. Potem, gdy srebrzyste błystki już zdobyłem, te pocynowane poszły w kąt i zdążyły się już pokryć ciemmnoszarym nalotem.

Dzień był słoneczny i bardzo upalny. Bolenie zaczęły intensywnie żerować dopiero tuż przed południem. Na wodzie tu i tam pokazywała się fontanna, a ja beznadziejnie biczowałem wodę i nie mogłem się doczekać brania. Co chwila wiidziałem przez polaroidy, jak bolenie odprowadzają moją błystkę nieomal do samej łódki, ale na atak żaden się nie zdecydował. Coś było nie tak. Zacząłem zmieniać tempo prowadzenia ?bez skutku. Założyłem srebrzystą obrotówkę, a potem woblera, ale bolenie nawet się nimi nie zainteresowały. Wróciłem do sprawdzonej tyle razy srebrzystej wahadłówki. Może bolenie akurat polują na bardzo duże lub bardzo małe uklejki i wielkość błystki jest nieodp00wiednia? Rozejrzałem się uważnie, ale pod powierzchnią pływały uklejki mające mniej więcej po dziesięć centymetrów. Nie tędy więc droga. Na dodatek bolenie były średniej wielkości. Nie jakieś tam medalowe "profesory", ale zwykłe, przeważnie dość łatwe do złowienia kilówki. 

Jeszcze chwila, a zacząłbym wierzyć w teorie o przebłyszczeniu wody, ale właśnie wtedy, po prawie ośmiu godzinach rzucania, splątała mi się na kołowrotku żyłka i przy rzucie błystkę zerwałem. Chcąc nie chcąc założyłem jej pocynowaną, ciemnoszarą siostrę. W trzecim rzucie złowiłem pierwszego bolenia, po dziesięciu minutach drugiego, a w pół godziny po zmianie błystki miałem już w łodzi komplet. I przy tym ani jednego odprowadzenia! Wszystkie bolenie, które zainteresowały się błystką, uderzyły w nią i skończyły w podbieraku. Nie miałem wątpliwości, że sukces zawdzięczam odcieniowi przynęty, który idealnie przystawał do warunków łowienia.

Od tego czasu cynowane błystki wróciły do łask, a ja zacząłem eksperymentować z najróżniejszymi odcieniami srebrzystości.

Najpierw jednak musiałem odpowiedzieć sobie odpowiedzieć na pytanie: dlaczego akurat w tych warunkach nie sprawdziła się błystka srebrzona, która zazwyczaj była bardzo skuteczna? Ano dlatego, że woda była bardzo przejrzysta i prześwietlona słońcem, a ja do tej pory używałem tej błystki albo w dość brudnej i mętnej Wiśle pod Krakowem, albo w wodzie stojącej podczas zakwitu, albo też wcześnie rano lub późno wieczorem, kiedy bolenie najlepiej żerowały. Po południu w jeziorze łowiłem rzadko i to zazwyczaj z mizernym skutkiem.

Wszystko się zgadzało. Lśniąca srebrzysta błystka była bardzo skuteczna, ale tylko w nieprzejrzystej wodzie albo przy słabym oświetleniu. W pełnym słońcu srebrzyste odblaski były nienaturalnie mocne i płoszyły ryby, a w każdym razie stanowiły dla boleni sygnał ostrzegawczy. Za to błystka szara i matowa odbijała w pełnym słońcu akurat tyle światła, ile prawdziwa uklejka. Sprawdziłem to potem wiele razy i zawsze z dobrym skutkiem.

Często miałem jednak wątpliwości, którą błystkę założyć w warunkach pośrednich. Na przykład, kiedy w ciągu dnia słońce zakrywają gęste chmury, ale woda jest przejrzysta. Albo kiedy słońce świeci nisko nad horyzontem lub przebłyskuje zza chmur, natomiast woda, która kwitnie jest lekko zmętniała. Przypomniałem sobie wtedy obrotówkę ze srebrzonym skrzydełkiem, która tak długo leżała na sklepowej wystawie, aż srebro całkiem poczerniało. Wyglądała tak paskudnie, że właściciel sklepu sprzedał mi ją za pół ceny, za to szczupaki ceniły ją sobie nadzwyczajnie. Zwłaszcza kiedy ją lekko oczyściłem i srebro zalśniło specyficznym matowym blaskiem, jaki mają stare srebrne sztućce. To skojarzenie okazało się strzałem w dziesiątkę. Od tej pory wszystkie typy boleniowych błystek mam przygotowane w wersji srebrzystej odblaskowej, srebrzystej zmatowionej (tzw. złamane srebro) i cynowane. Im mocniej świeci słońce, a woda jest bardziej przejrzysta, tym ciemniejszą błystkę zakładam.

Zasadę stopniowania odblasku błystki, odkrytą przy okazji łowienia boleni, stosuję też do innych drapieżników posługujących się głównie wzrokiem. Oczywiście tam w grę wchodzą przede wszystkim kolory, ale okazało się, że natężenie odblasku też ma swoje znaczenie. W czystej prześwietlonej wodzie szczupaki, klenie, pstrągi i trocie prawie zawsze wolą błystkę matową. Powtarza się to tak często, że błystki jaskrawosrebrzyste i jaskrawozłociste, a takie niestety królują na sklepowych półkach, stosuję teraz tylko wyjątkowo. Największym zaufaniem darzę dyskretny odblask złamanego srebra i błystki o takim lśnieniu uważam za uniwersalne.

Łowiąc trocie spotkałem się z błystkami, które miały skrzydełka pokryte białym srebrem. Pokryta galwanicznie czystym srebrem blacha nie błyszczy i ma oryginalny biały odcień. Ten kolorystyczny wariant posrebrzonej błystki jest bardzo skuteczny na trocie i pstrągi przy różnym oświetleniu i przejrzystości wody. Produkująca takie błystki firma Wędsport z Kołobrzegu nie była pierwsza. Niejeden gruby pstrąg padł już na meppsa aglię z białym skrzydełkiem, a połów pstrągów na obrotówki ze skrzydełkami pomalowanymi na biało lakierem samochodowym w sprayu opisywał już kilkadziesiąt lat temu pan Marian Paruzel. Srebrzone lub pomalowane na biało błystki sprawdzają się też dobrze przy łowieniu kleni i jazi, ale już szczupaki i bolenie reagują na nie słabiej niż pstrągi i trocie.

Dostępne w sklepach posrebrzane błystki są zazwyczaj zabezpieczone przed korozją warstwą bezbarwnego . lakieru nitro. Wystarczy zmyć go rozpuszczalnikiem, a srebro z czasem ściemnieje. Sprawi to zawarta w powietrzu siarka. Można je też sztucznie postarzyć zanurzając błystkę w wodzie z dodatkiem sproszkowanej siarki. In woda cieplejsza, tym szybciej błystka pokryje się siarczkiem srebra. Trzeba tylko uważać, żeby w reakcję z siarką nie weszło całe srebro, bo jego warstwa jest przeważnie bardzo cienka. Sczerniałe srebro uzyska odpowiedni matowy odcień, jeżeli przed łowieniem przetrzemy je palcem. Mocno sczerniałe błystki da się rozjaśnić specjalnymi środkami do czyszczenia srebra lub pastą do zębów. Lśniącą srebrzystą błystkę można też na poczekaniu przyciemnić. Wystarczy ją okopcić w płomieniu zapalniczki lub podmalować czarnym markerem.

Błystki przeznaczone do cynowania rozbrajam i do obydwu otworów przymocowuję kilkunastocentymetrowe kawałki miedzianego drutu. Trzymając błystkę za te druty najpierw zanurzam ją w słoiku ze słabym kwasem solnym, a potem w roztopionej cynie. Roztapiam ją na gazie w małej podłużnej puszce po konserwie. Błystka musi pozostawać w płynnej cynie co najmniej kilkanaście sekund. Zaraz po wyjęciu uderzam nią mocno o deseczkę, żeby strzepnąć z niej nadmiar cyny. Jeżeli błystka pokryła się cyną nierówno lub nie na całej powierzchni, powtarzam wszystkie czynności od początku. Cynowanie w domu wymaga dobrej wentylacji, bo szkodliwe są opary zarówno kwasu, jak i cyny.

Jarosław Kurek