OKRADLI MNIE W BIEDRONCE

Okradli mnie w "Biedronce".
W sklepie który znajduje się we Wrocławiu przy ulicy Mińskiej.
Sprawa  błaha bo chodzi o 3 złote.

W naszej domenie nie ma kącika poświęconego sprawom społecznym, dlatego krótki opis tego zdarzenia zamieściłem w dziale PROBLEM.
Zapewne niejeden z Was był w podobnej sytuacji, co chwilkę każdy z nas na podobne trafia. Różnie reagujemy. Najczęściej, bo chodzi o małe kwoty, odpuszczamy.
Odpuścić?

IMAGE
Kupiłem produkty za 3,94 złotego. Kasjer powiedział  sześć dziewięćdziesiąt cztery i wydał mi z 20 złotych 13 złotych i szesnaście groszy oraz paragon na 3,94 zł.
Natychmiast zwróciłem uwagę i powiedziałem, że mnie okradł. Na co odpowiedział: dobrze, zaraz sprawdzimy kasę.
To dobre rozwiązanie bo, jeżeli mam rację w kasie powinna być superata 3 złotych. Tymczasem kasjer dzwoni na kogoś z personelu i obsługuje klientów z kolejki. Ma więc szansę zrobienia z owymi trzema złotymi co mu się zechce. Po jakimś czasie przychodzi inny pracownik, pyta co zaszło, bierze ode mnie paragon i znika na kilkanaście minut. Wraca i do kasjera mówi: oddaj mu te trzy złote.
Nie przyjmuję pieniędzy mówiąc, że to nie sposób na załatwianie złodziejstwa i domagam się zawiadomienia Policji. Kilkakrotnie ponawiam prośbę o zawiadomienie Policji uważając, słusznie, że to obowiązek spoczywający na właścicielach sklepu Biedronka.
W ostateczności sam zawiadamiam Policję, która przyjeżdża szybko i tak samo załatwia sprawę. Bardzo profesjonalnie. Krótkie pytania na które staram się rzeczowo odpowiadać. Czekałem na zewnątrz sklepu, tutaj rozmawiałem z funkcjonariuszką, która później weszła do sklepu. Niedługo później wyszła i potwierdziła moją wersję uprzedzając, że znamiona czynu popełnionego przez kasjera nie można kwalifikować na przestępstwo. Odpowiedziałem, że wiem, ale uważam, że kradzież jest kradzieżą i płazem przechodzić nie powinna.
Sprawa trafi na Komisariat, taką informację otrzymałem od Policjantki. Miałem i tą wygodę, że nie było żadnej konfrontacji z załogą sklepu co zapewne jest wynikiem pewnego, i jak widać, skutecznego działania.

Dokładnie opisałem sytuację ze sklepu by nie być posądzonym o uogólnienia. Dlatego też tak zrobiłem bo zapewne i Państwo znajdowali się podobnych okolicznościach, które najczęściej kończyły się zwrotem na pięcie po oddaniu pieniędzy. Czy jednak w taki sposób powinniśmy postępować?
Owi złodzieje „kasowi” zdają sobie sprawę, że ich czyn nie jest przestępstwem i brylują uznając, że w najgorszym wypadku dostaną jedynie mandat.  A najczęściej i do tego nie dochodzi bo niewielu poszkodowanym chce się czekać na przyjazd Policji gdyż: „za parę złotych nie warto”.
W tym zdarzeniu miałem dowód na wyrachowanie. Działania na wycieńczenie. Otrzymałem więc potwierdzenia, że o przypadku nawet myśleć nie powinienem.
Mieli sprawdzić kasę, ale w tej kasie odbywały się operacje finansowe. Kazali czekać i na kilkanaście minut znikł pracownik z moim paragon. Kiedy się pojawia mówi do kasjera: „oddaj mu trzy złote”. A ja nie wiem czy mam rację, czy powinienem go pocałować w rękę bo taką mi łaskę zrobił. Nawet się nie zirytowałem, wiem bowiem że „dziękuję i przepraszam” przyswaja się w rodzinnym domu. Zaczynam jednak mieć pewność, że swoim ignoranckim zachowaniem, liczą na moje zdenerwowanie, na wybuch. Wtedy oni będą górą.
Właśnie to utwierdziło mnie w przekonaniu, że warto walczyć z takim drobnym złodziejstwem, które, jak widać, nie wynika  z przypadku, z pomyłki. Jest celowe, wyrachowane.
Trzymajmy się zasady, że nieważne złotych trzy czy trzy miliony. Liczą się fakty.
Wiesław Dębicki