OKONIE W STATYSTYCE

W komputerowym banku danych “Parady Rekordów” z roku 1997 mamy informację o stu pięćdziesięciu dużych okoniach. Poprzednie lata są równie obfite w zgłoszenia tej ładnej ryby, której łowienie dostarcza dużych emocji. Po ilości zgłoszeń można wyciągnąć wniosek, że jest to liczny gatunek w naszych wodach  i chętnie łowiony.


IMAGE

Okonie łowi się prawie wszędzie. Ich obfitość nie idzie jednak w parze z wielkością. Można bowiem trafić na zbiorniki całkowicie opanowane przez okonie. Biorą tam tylko “patelniaki”, a w dodatku kanibale, które pożerają swoich mniejszych pobratymców. Nie spotyka się natomiast ryb wyrośniętych, gdyż baza pokarmowa takiego zbiornika jest zbyt uboga i okonie robią się karłowate.
Jak wynika ze zgromadzonych danych, okonie osiągają największe rozmiary w wodach stojących: stąd jest 88 proc. zgłoszeń. W jeziorach złowiono ich aż 47 proc. Są to zwykle zbiorniki duże i głębokie, ale największe jeziora mazurskie czasy okoniowej świetności mają już za sobą. Dobre były wyniki w mniejszych zalewach (14 proc.), stawach (13 proc.), słabsze w żwirowniach (6 proc.) i gliniankach (4 proc.). Zastanawiająco mało złowiono w zbiornikach zaporowych, tylko 4 proc. (ale aż 38 proc. sandaczy i 17 proc. szczupaków). Dziwne, ale okoni nie złowiono też w wodach morskich.

IMAGE

Zwykle w ciągu roku zgłaszano do redakcji kilkanaście okazów, w 1997 było ich rekordowo dużo: 36 sztuk.
Okonia można określić jako rybę uniwersalną. Zajmuje rozmaite stanowiska, jest aktywny przez cały rok, równo żeruje w ciągu całego dnia i reaguje na wiele przynęt. Nie ma również ulubionego typu pogody. To raczej wędkarze wybierają dni ciepłe i pogodne. Okoń jest drapieżnikiem dziennym, pobiera pokarm od wschodu do zachodu słońca bez wyraźnego szczytu żerowego. Szansa złowienia go w nocy wynosi jak 1:100.
Najlepsze wyniki były w maju (13 proc. zgłoszeń), czerwcu i lipcu (po 14 proc.) oraz we wrześniu (11 proc.). Jesienią połowy są wyraźnie gorsze, ustępują nawet nieco osiągnięciom z miesięcy zimowych. Słabe rezultaty w październiku i listopadzie, czyli w sezonie na drapieżniki, są faktem bardzo znaczącym.


IMAGE

Używany do wędkowania sprzęt też zasługuje na miano uniwersalnego. Dużo wędek i kołowrotków to tzw. sprzęt standardowy. Ciekawe, że wielu okazom nie przeszkadzał przypon stalowy lub wolframowy, zakładany przy łowieniu na żywca i spining. 67 proc. dużych sztuk złowiono na przynęty sztuczne, najwięcej na twistery (22 proc.). Okonie jednakowo chętnie gryzły gumy białe, żółte, zielone i w innych barwach. Niewiele niższa jest skuteczność obrotówek (19 proc.), medalową rybę można zaciąć zarówno na rozmiar “0”, jak i “5”. Woblery dały 7 proc. okazów, ustępując przynętom podlodowym: błystce i mormyszce, na które się skusiło po 8 proc. sztuk. Na żywca złowiono 15 proc. okoni, na robaki czerwone (8 proc.), na  białe i rosówki po 3 proc. Mimo że duże okonie często pożerają raki, tylko w jednym przypadku na haku była rakowa szyjka. Dwa okonie okazały się jaroszami i wzięły na ciasto domowej roboty.

IMAGE

Jak widać, kilogramowe okonie dają się jeszcze łowić. Sztuki powyżej dwóch kilogramów to już prawdziwe rarytasy. Były takie tylko trzy. Dwa pierwsze złowiono w tej samej wodzie. Może pomorskie jezioro skrywa w swoich głębinach rekord Polski?

Szymon Kamionka