Zdjęcie znad wody

Odc. IIŚLUZOWI TO PRAWDZIWI WODNIACY

Kilka słów o tym dlaczego się wybrałem na taki spływ oraz o sprawach z nim związanych. O organizacji, wyposażeniu, aprowizacji oraz o innych rzeczach, które na co dzień zwykliśmy określać piaskiem w butach - nie uwiera, chodzić można, ale komfortu nie ma.

IMAGE
DLACZEGO
Odra to nasza najrybniejsza rzeka. Pisałem o niej wielokrotnie, a najmniej o odcinkach rzeki położonych w górę od Wrocławia. Tylko raz wybrałem się do Chałupek i wtedy odwiedziłem Miedonię, miejsca znane z codziennych komunikatów radiowych informujących o stanie w górnym odcinku Odry. Tamtejsza Odra była płytka, kamienista, dzika. Choć jej brzegi poddawano regulacji jakoś się to w oczy nie rzucało bo jest zarośnięta, a bystrzami, płaniami, nurtem przypominała górską rzekę. Gazeta była też w Koźlu, Raciborzu i Opolu, ale to mało jak na tą rzekę.
Powód więc był i nie żałuję, że pojąłem się spływania chociaż była to niewiadoma. W internecie mało jest na ten temat informacji, co najwyżej od kajakarzy. Liczyłem, że wzbogacę wiedzę wędkarzy na temat Odry i nie przeliczyłem się. Zobaczyłem również rzeczy o których mogę powiedzieć, że przeżyłem szok. Nawet w tej IMAGEchwili trudno mi opanować emocje. Poniżej Raciborza popełniane jest barbarzyństwo nie tylko na przyrodzie również na społeczeństwie, bo z rzeki, która ma służyć w różnych wymiarach zrobiono i nadal się robi, coś gorszego niż kanał na ścieki. Rzekę okłada się milionami ton kamieni. Dookoła, do surowej ziemi, wygolono drzewa i trawę. W miejscach, w których wcześniej dokonano zniszczeń wyrosła tylko trawa i gdzie nie gdzie odbija się wiklina. A przecież najbliższe okolice rzeki znane były z różnorodnego drzewostanu od olszy po sosny i dęby. IMAGE
Zniszczeniom przyświeca idea ochrony przeciwpowodziowej, a przecież wiemy, że  betonowanie lub obsypywanie brzegów kamieniami od żadnej powodzi nie uchroni.
Zachęcam pojedźcie, zobaczcie. Może zbierze się w Was złość, która przysporzy sił do działania w organizacjach przeciwdziałających takim praktykom. Zostanie Wam w oczach obraz tym wyrazistszy, że kilometr dalej płynie ta sama rzeka w innym otoczeniu, takim jakim chciało by się żyć i wypoczywać. I to można jeszcze ocalić bo przywrócić rzekę do stanu przed obecnymi zniszczeniami na to nigdy nie starczy pieniędzy.
Może obudzę czyjeś sumienie. Pamiętam jednak, że żyję w społeczeństwie w którym głos jednej osoby nie ma żadnego znaczenia. Liczy się siła wielu głosów.  Zakładajcie więc organizacje pozarządowe, by się obronić przed czyimś chciejstwem. Innej drogi nie ma.

DWA OBLICZA ODRY
Spływając rzeką widzi się tylko jej brzegi. Trzeba dobrze się wysilić by zobaczyć najbliższą otulinę. Mnie interesował sam nurt Odry, bo mało kiedy wysiadałem na brzeg. Muszę jednak wspomnieć, że i z tej perspektywy zobaczyłem Odrę pełną problemów, których albo się nie dostrzega, albo świadomie o nich nie mówi bądź przedstawia w fałszywym świetle.
IMAGE25 śluz od Koźla do Wałów Śląskich zapewnia żegludze odpowiedni poziom wody i dzisiejsza Odra to resztki tego co zostało po jej regulacji wykonywanej pod koniec XIX wieku. Śluzy pochodzą z tamtych czasów, niektóre są gruntownie zmodernizowane inne remontowane na zasadzie łata na łacie. Jazy, bo obok każdej śluzy jest jaz, są nowe. Tylko dwa pozostały z tamtych czasów. To jazy tak zwane igłowe.
Dzisiaj Odrą prawie się towarów nie przewozi. Pływa bodaj osiem zestawów, zestaw to pchacz i dwie barki, dowożących z Górnego Śląska węgiel do wrocławskiej elektrociepłowni.
IMAGEZ kimkolwiek rozmawiałem, kto pracuje na stopniu wodnym, każdemu marzy się powrót do czasów dawnych, kiedy w kolejce do śluzowania czekało nawet kilkadziesiąt jednostek. Mówiąc o tym argumentują, że wodny transport jest najtańszy.  Jednak żaden z nich oraz inni ludzie powtarzający tą odwieczną głupotę, nie zastanawiają się nad tym co mówią.

Regulację Odry, w tym budowę śluz, rozpoczęto pod koniec XIX wieku. Z tego czasu zachowało się wiele zdjęć oraz rycin. Oto jedna z nich.
IMAGE



IMAGE
„Najtańszy”  transport, bo w ostatecznej cenie, nie  uwzględnia się wielu czynników. Wliczany jest tylko koszt przewiezienia towaru bez uwzględnienia dowiezienia go do barki, załadunku, późniejszego wyładunku i dostarczenia do odbiorcy. Nie uwzględnia się kosztów takich jak utrzymanie rzeki w spławności, nadzoru i utrzymywania w sprawności urządzeń piętrzących wodę i wszystkich nakładów poniesionych na ich budowę. Nie uwzględnia się również kosztów niszczenia przyrody. A to przecież tylko nieliczne składniki równania, które się nazywa RACHUNEK EKONOMICZNY.
Wybudowanym kaskadom towarzyszy swoista głupawka. W 50 lat po wybudowaniu ostatniego stopnia wodnego musiał powstać nowy, w Brzegu Dolnym. Po kolejnych 50 latach trwa budowa kolejnego stopnia wodnego w rejonie Malczyc. Uzasadnienie: konieczność bo tama w Brzegu Dolnym została tak podpłukana, że grozi zawaleniem.
Zapytam przewrotnie, dlaczego ma się nie zawalić? IMAGE
Przecież węgiel najlepiej przesyłać rurociągami bo i tak ten przewożony barkami, ma postać miału. Zmieszany z wodą łatwo przepływa, a podczas palenia jest bardziej, od suchego, kaloryczny. Czyż nie lepiej więc rzekę oddać przyrodzie, poszerzyć obszary pomiędzy wałami i utrzymać tam niemal pierwotną przyrodę tworząc równocześnie rezerwuar na każdą wielką wodę?
Wszystko mamy niszczyć? Drogi pod transport kołowy nie mają żadnej otuliny. Z transportem szynowym jest podobnie. Więc rzeki zostawmy w spokoju dodając do nich bufory w postaci terenów zalewowych. Same korzyści.
Musimy się odwrócić od dotychczasowych ocen.
Rolnika kojarzymy z przyrodą, ale mało kto o nim myśli, że jest to największy siepacz środowiska naturalnego. Wymyślne nawozy, środki roślino i owadobójcze, zmodyfikowane rośliny, karmy dla zwierząt sprawiające większe przyrosty wagi... Toż to nic innego tylko totalna walka z naturalną przyrodą.
Narzekamy na brak ryb. A skąd one mają się wziąć skoro naturalne zbiorniki podporządkowane zostały ustawom o racjonalnej gospodarce, która nijak się ma do procesów życiowych ukształtowanych przez kilkanaście tysięcy lat.
Rejonowy Zarząd Gospodarką Wodną gospodarują wodą dla jakiegoś określonego celu. Nie dba o wodę jako dobro narodowe, nota bene w kraju, który ma tak zwaną anomalię wodną. U nas duża rzeka to najwyżej rzeka średniej wielkości u sąsiadów na wschodzie i zachodzie. Żyjąc z wielkim niedoborem wody i coraz się powiększającym, oddaliśmy jedno z największych dóbr narodowych w ręce ludzi, którzy ustawowo nie są zainteresowani jego ochroną.
Wszyscy oni, rolnik, ichtiolog, inżynier niczego im zarzucić nie możemy. Oni spełniają swój zawodowy obowiązek - takie jest prawo pokutujące od czasu w którym obowiązywała jedyna słuszna zasada - "przyroda jest po to by ją ujarzmić".

SPRZĘT I WYPOSAŻENIE
IMAGESpakowałem się do łódki typ Romana. Duża, z rufową bakistą, do której swobodnie włożyłem dwa kontenery na spożywkę i naczynia. W dziobowej grodzi trzymałem worki marynarskie, jeden z odzieżą w drugim miałem śpiwór. Trzymałem też w tej grodzi, w wodoszczelnych skrzynkach, laptop, aparaty fotograficzne, lornetkę, krótkofalówkę, środki opatrunkowe.

Szeleszcząca folia, rurki do zimnej wody jako stelaż, gumy na odciągi, troki do relingów. Komediant bo namiot udaje, ale od deszczu trochę mnie chronił. Wprawdzie tylko trochę, ale jak wypogodniało służył za stelaż do przesuszenia śpiwora oraz innych namokniętych rzeczy.
IMAGESpałem w łodzi.  Za ochronę przed deszczem służył mi namiot zrobiony z plastikowej plandeki. Wykorzystałem relingi, znajdujących się na burtach łódki, do zamocowania plandeki, a za stelaż od owego namiotu posłużyły mi rurki plastikowe, do zimnej wody, kupione w sklepie z materiałami budowlanymi. Mocne, elastyczne, wytrzymują niemal każde gięcie.  Trzymetrowa rurka kosztuje 6 zł. Na stelaż zużyłem dwie takie rurki. Plandeka kosztowała mnie 40 zł, ale to kiepski produkt. Nawet nowa przecieka więc polecam poszukanie innego materiału. Sam na razie nie znalazłem, ale przyjmuję każdy pomysł, pod warunkiem, że będzie łatwo dostępny i tani.
Na noc rozkładałem namiot. W dzień, podczas płynięcia, złożonym namiot przykrywałem pierwszą grodź w której, jak już mówiłem, miałem różne manele. Nad tymi manelami miałem łóżko. Zrobiłem je z deski pól metra szerokiej i długie na 1 metr. Opierałem ją na komorze dziobowej i środkowej, normalnie służącej za ławkę dla wioślarza. Na cały dzień miałem więc wolną grodź rufową, która w zupełności pomieści nawet dwóch załogantów dając i miejsce do wiosłowania, obsługi silnika i wędkowania spiningowego.
IMAGENa spływ wybrałem się sam. To był błąd, nawet kiedy się lubi samotność. Nie chodzi o sprawy związane z bezpieczeństwem, chociaż one są bardzo ważne, tylko o codzienną aprowizację.

Szybka kolacja. Ugotowany makaron, podsmażona cebula, dwie łyżki keczupu, ząbek czosnku. Smaku dodaje zapach palonego drewna na którym, czasami przygotowałem sobie potrawy. Wbrew pozorom to sposób szybki i wygodny, kłopot tylko w osmolonym garnku.

Zabrałem z sobą dwa talerze, garnek, patelnię, butlę gazową, łyżkę i nóż, także latarkę. Nawet na widelcu oszczędzałem, ale i tak miałem kłopot z nadmiarem maneli. Miałem bowiem spory zapas jedzenia zamkniętego w puszkach, workach foliowych i  słoików typu twist. W twisty przepakowałem takie produkty jak mąka, sól, kasza, a nawet makarony. Trzy bochenki chleba, warzywa, owoce, razem było tego sporo, a w przypadku gdy na łodzi były dwie osoby rację żywnościowe można ograniczyć do dwudniowego zapasu gdyż zakupy można robić na bieżąco.
IMAGE
Kiedy ryby nie brały był czas na smażone ziemniaki, sałatkę „na grubo” i zawartość słoika z mięsopodobnym produktem.


Zabrałem na łódkę zapas wody.  Na pierwsze trzy dni, kiedy spływałem w tempie płynącej rzeki z Raciborza do Koźla, był potrzebny. Zabudowania były daleko od wody. Kiedy wpłynąłem w rejon gdzie są śluzy zapas wody był niepotrzebny bo w każdej chwili mogłem go uzupełnić o kranówkę. Gorzej ze spożywką i jej zakupami gdyż większość śluz oddalone jest o kilka kilometrów od zabudowań. Miałem też problem  z uzupełnieniem paliwa do silnika. Stacja paliwowa, tuż przy Odrze, jest tylko w Koźlu, ale na tym etapie dopiero po raz pierwszy odpaliłem silnik. W połowie drogi do Wrocławia miałem drugą stację paliw dopiero w Groszowicach. Oddalona grubo ponad kilometr, a trzydziestolitrowy, do tego metalowy zbiornik – było co taskać.

KOSZT WYPRAWY
IMAGEWyprawa wiele mnie nie kosztowała. Miałem łódkę, pożyczoną, podobnie jak przyczepkę podłodziową. To znacznie obniżyło moje wydatki. Wynajmując łódkę należy się liczyć z koszem od 30 do 50 zł za dobę. Przyczepka, na czas dowiezienia łodzi do miejsca wodowania to wydatek niewielki około 120 zł (bierze się przyczepkę na jeden dzień).

Nad brzegami jest wiele opuszczonych gospodarstw. Z ojcowizny odeszły rodziny doświadczone powodzią z 1997 roku. Z tych niegdysiejszych sadyb miałem owoce. Uginały się pod nimi gałęzie. Śliwki, jabłka, gruszki... IMAGE
 
Przyczepa nie musi być podłodziowa. Może być towarowa, ale na tyle duża by w jej obrysie zmieściła się łódka. Łódka nie musi być przysposobiona, tak jak moja w namiot, bo można spać na brzegu. Dzisiaj koszt dwuosobowego namiociku to niewiele ponad sto złotych.
Za jedzenie wiele nie zapłaciłem. Mniej niżbym siedział w domu, bo ani czasu ani warunków na jego przygotowanie nie miałem. Cały dzień zajęty byłem spływem, wędkowaniem, obserwacją przyrody...
 Spływając Odrą od Raciborza do Wrocławia musimy się liczyć z koszem śluzowania.
Za śluzowanie kajaka od godziny 7 do 16 zapłacimy 3,74 zł i podwójną stawkę w godzinach od 16 do 7 rano. Za łódź motorową odpowiednio 6,64 zł i 13,28 zł. Zważywszy, że śluz jest ponad dwadzieścia wydatek całkiem niemały.
IMAGEWybierając się na spływ weźcie kilka garści drobnych. Na śluzach mają kłopot z wydawanie reszty lepiej więc kiedy kiedy zapłacimy odliczonymi.
 
Pokonywania śluz jest proste. Na stronie internetowej RZGW Wrocław (Rejonowego Zarządu Gospodarki Wodnej) jest wykaz telefonów do poszczególnych śluz od Koźla do Wałów Śląskich. Można więc zgłaszać chęć przepłynięcia telefonem komórkowym. Można krótkofalówką (przypominać, że kupić takową bardzo łatwo, ale używać jej można pod rygorem posiadania zezwolenia. Inaczej grozi nam bardzo wysoka grzywna). Można też ustnie. Po dopłynięciu wyjść na brzeg, dojść do sterówki i tam zgłosić chęć przepłynięcia. Z góry mogę każdego zapewnić, że na każdej śluzie spotkacie się z duża życzliwości, jeżeli trzeba nawet pomocą. Śluzowi to prawdziwi wodniacy.

UWAGI
Zapewne wielu z Was będzie potrzebowało dokładniejszych informacji. Możecie zadać pytania poprzez KOMENTARZ lub na Facebooku. Odpowiem w miarę posiadanej wiedzy.
Jeżeli zaś macie swoje doświadczenia z podobnych wypraw podzielcie się nimi. Każda uwaga, którą później wykorzystamy dla wygody jest bardzo cenna.