Zdjęcie znad wody

Odc. IIISTO LAT PÓŹNIEJ

IMAGEZaczynam wiosłować. Rozpoczynam prawdziwy spływ. Odra płynie szybko niczym...
Przedtem korzystam z jedynego możliwego miejsca do wodowania. Znajduje się w centrum Raciborza pod mostem drogowym. Od razu zadzieram silnik do góry bo wody jest mało i tuż pod powierzchnią sterczą kamienie.



IMAGE


Młodzież ze Szkoły Żeglugi Śródlądowej w Kożlu namalowała tą mapę na murze oporowym vis, a vis przystani „Szkwał”. Mapa przedstawia rzekę z połowy IXX w. i tak jak wyglądała prawię pięćdziesiąt lat później, już po regulacji. Jak na dłoni widać ile odcięto meandrów, jak bardzo Odrę prostowano. Robi się to do dzisiaj. Więc nawet niezbyt rozgarniętemu nasuwają się wątpliwości: skoro wówczas poziom wiedzy pozwalał na takie poczynania to czy  dzisiaj, sto lat później, stoimy w tym samym miejscu?
IMAGE
Spływam. Oczy mnie nie zmyliły. W nurcie jest dużo kamieni. końcówkami wioseł uderzam w dno. Nurt jest na tyle szybki, że wiosłami koryguję położenie łodzi względem brzegu. W tym celu odwracam łódkę rufą do przodu. Tak jest wygodniej. Z dużym wyprzedzeniem widzę, które miejsca powinienem ominąć.

Z rzeki miasta nie widać, a w samym mieście rzeka ładna, jak to mówią, dla urzędników.

Z poziomu rzeki miasta nie widzę. Płynę w głębokim jarze, wypłukanym przez wodę, za którym jest obwałowanie, ale w którym miejscu miasto się kończy od razu widać bo rzeka momentalnie „dziczeje”. Brzegi ma podmywane, w wodzie leżą drzewa, nad głową spotykają się korony drzew rosnących nad brzegami. Przede wszystkim brak usypanych, pod cyrkiel, kamiennych opasek brzegu. To krótki odcinek, ale kilkanaście stanowisk wędkarskich zauważyłem. Są przy głęboczkach.  Na środku wiosło uderza w dno, a kilka merów obok, bliziutko podmytego brzegu, dwumetrowa jama. Chociaż i tutaj Odrę kiedyś regulowano to było to tak dano temu, że rzeka kładzie nurt po swojemu, normalnie.
Obraz niby dzikiej Odry tak szybko uciekł, że aparatu nie IMAGEzdążyłem wyciągnąć.
Połączenie nurtu Odry z wodami kanału ulgi.

Drze IMAGEwa nagle znikły, na brzegu pojawił się równo wysypany grys kamienny i za chwilkę Odra połączyła się z kanałem ulgi opasującym Racibórz. Odra jest płytka. Kanał trzy razy płytszy. Nawet kajakiem nie sposób go pokonać.

Odra poniżej połączeni. Taka sam jest prze kilka dobrych kilometrów. Ile kilometrów trudno powiedzieć. GPSem nie dysponowałem, a na brzegach nie było tablic informujących o kilometrażu.
Mało wiosłuję. Silny nurt niesie mnie w ohydnej rynnie. Wiosłami cały czas tłukę w dno ile razy koryguję tor spływania. Proste odcinki, meandry, od razu widać wymyślone przez człowieka, brzegi pozbawione drzew. Nic tylko płakać bo Odra mogłaby nieść pożytki z turystyki wodnej, ale kto do takiego g... przyjedzie.
IMAGEZ daleka dostrzegam prom. Na brzegach pojawiają się drzewa, w zasadzie wikliny i wierzby. Prom pływa na drodze łączącej Grzegorowice i Cicechowice. Odra, teraz ma niżówkę, jest ledwie o dwa razy szersza aniżeli prom jest długi.
IMAGEProm obsługuje p. Józef Komor.
 
 Pan Józef przytrzymuje łódkę żebyśmy mogli przez chwilkę pogadać. Jest o czym, tym bardziej, że takich jak ja tutaj się nie spotyka. Czasami przepływają kajakarze, ale oni są szybcy.

Opowiada mi, że o Odrze można mówić dopiero od czasu wielkiej powodzi z dziewięćdziesiątegosiódmego. Wcześniej to była rzeka pełna gnoju. Brudy chemiczne i bytowe walili w nią, przede wszystkim Czesi, nasi też nie żałowali. Na początku lat ’90 u nich upadł przemysł, nasz także zaczął kuleć, spuszczano więc nie tyle brudów co dawniej, a ogromna, powodziowa woda gruntownie przepłukała koryto. O tamtego czasu nad brzegami zaczęli się pojawiać wędkarze. Wcześniej, zdaniem p. Józefa, ryby były, tylko nikt nimi nie wykazywał zainteresowania. Od niego, oraz innych osób czekających na przewóz przez rzekę, dowiaduję się o kiepskich braniach. Nikt od kilku tygodni z wędką nad Odrę nie przychodzi. Niska woda i upały sprawiły, że „ryby gdzieś pouciekały”.
 Niedaleko za promem przeżywam przygodę. Jest tam piarg. Podobne, powyżej promu, pokonywałem kilka razy. Ten wydawał mi się podobny. Mając łódkę ustawiona rufą do przodu naprowadzałem ją w miejsce, które uznałem za najgłębsze. Naprowadzałem łódkę na tak zwaną wlewkę. To wyraźnie głębsze miejsce. Zanim jednak do tego miejsca dodarłem uderzyłem w podwodny kamień. Siła nurtu była tak wielka, że łódkę postawiło niemal pionowo. Jeszcze kilkanaście centymetrów przechyłu i chyba wyłowiłbym z tego miejsca jedynie kamizelkę ratunkową. Nie doceniłem siły wody i kamiennych porohów rodem, jakby z Czeremoszu. Obiecałem sobie, że przed każdym następnym piargiem wyjdę z łódki na brzeg i z takiej perspektywy ocenię ewentualne trudności. Na szczęście takich miejsc już nie było. Były natomiast zwężenia biegu rzeki. Pół rzeki zajmowały suche, jak pieprz, otoczaki (przecież niżówka), a nurt zbierał się w drugiej połowie koryta w której najczęściej leżały jakieś drzewa naniesione wodą. Też niebezpiecznie, ale przewidywalnie.
IMAGEDalej rzeka jest podobna. Raz rośnie parę drzewek, ale częściej brzegi są wygolone. W takim otoczeniu uchodzi do Odry rzeka Ruda.
Ujście Rudej.
Miejscowi Rudą nazywają Turze. Wgląda niepozornie, ale że wypływa ze zbiornika zaporowego przy elektrowni w Rybniku to jest w niej sporo dużych ryb. Dobre łowisko. Można złowić ogromne karpie,  takież tołpygi, ale to w środkowym odcinku. Przy ujściu wędkarzy nie ma i stanowisk trudno dostrzec.
IMAGEPośród uregulowanych brzegów przepływam obok porządnych slipów, jakby pod czołgi przystosowanych. Kto wie, może i pod nie były szykowane. Na brzegu tablica informująca, że to: Przystań Wodna Dzierzgowice – Przewóz. I tyle.

Przystań Wodna Dziergowice – Przewóz.

Niedaleko poniżej trafiam na zniszczenia przyrody, rzeki  i jej nadbrzeżnego otocznia w wymiarze trudnym do ocenienia. Zadaję sobie pytanie: komu ma to służyć? Żyjemy w środku kontynentu w 21 wieku, a tutaj taki bezkres zniszczeń. Albert Einstein powiedział: wszechświat i ludzka głupota są nieskończenie wielkie. Dzisiaj, kiedy przepływ informacji IMAGEjest tak ogromny i bezproblemowy i można korzystać z doświadczenia innych, chociażby sąsiadów którzy popełnili ogromne błędy tworząc z rzek kanały. Wiedząc, że stosowane są rozwiązania zabezpieczające ludzi przed powodziami, które nie niszczą przyrody, aż trudno zrozumieć, że pod naszym nosem, jakby w cudzym kraju i na cudzej skórze...

..aż serce boli.

IMAGEHałdy kamieni, przeoranej koparkami ziemi tym mocniej oddziałują na mnie, że kilkaset metrów dale Odra wygląda jakby nigdy nie była łopatą ruszana.
IMAGE
 

IMAGE


Za niedługo ten brzeg będzie wyglądał identycznie jak ten obłożony kamiennym nasypem. Zniszczenie posuwa się nieubłaganie

Oczywiście to ułuda. Są usypane główki, opaski, pomimo, ze płynie w głębokim, kilkumetrowym jarze za którym są usypane wały. Ale płynie na tyle swobodnie, że wywraca drzewa i wypłukuje głębokie doły. I niechby tak sobie wolna, od ludzkich rąk, płynęła. Wystarczy część wałów przesunąć głębiej w ląd. Jaki to koszt wykupu ziemi pod którą znalazły by się poldery zalewowe? Przecież tamta ziemia dalej mogłaby być uprawną. Powódź przez 12 miesięcy, o takiej nikt nie słyszał!
 W oddali widzę most, a po prawej kolejny dopływ Bierawka. Dowiaduję się, że jest truta przez kopalnie. Most znajduje się przy wsi Cisek. IMAGEOdra ma zupełnie inny charakter. Wygląda na dziką. W korcie około półtora metra głębokości, ale za główkami rynny są jeszcze raz tak głębokie, a przy niektórych główkach doły po pięć i więcej metrów. Prawie na każdej główce stanowisko wędkarskie. Wędkarzy jednak prawie nie ma bo od kilku tygodni ryby nie żerują.
Rozmawiam z napotkanymi moczykijami. Przyjeżdżają na ten odcinek Odry bo jest rybny, a ze względu na trudność dotarcia nad wodę prawie zawsze są wolne miejsca. IMAGE(Trudność ze stanowiskami polega na tym, ze skarpy są wysokie i obłożone naniesionymi przez wodę madami. Kiedy jest sucho są trudności z zejściem nad wodę. Po deszczu to niemal karkołomny wyczyn z którym niewielu sobie może poradzić). Szczupaków prawie tutaj nie ma, takie jest ich zdanie. Sandacze są, ale małe, a oni zasadzają się za karpiami i amurami. W trakcie rozmowy i łowienia przypominają sobie o jeszcze jednej rybie. Jest dużo sumów mówi jeden z nich, który w tej chwili ( zdjęcie obok) zaciął niewymiarka. Miałem z tego miejsca sumy, które ważyły ponad piętnaście kilogramów, a kilka razy urwały mi linkę...

Z wędkarskiego punktu widzenia wybrałem na spływ czas nienajlepszy. Przekonałem się o tym właśnie koło Ciska. Tutaj spędziłem dwie noce, które mijały mi na drzemce, a dnie na suszeniu wszystkiego co w nocy ulewa zmoczyła. Przy brzegu, wśród kamieni, widziałem niezliczone ilości wylęgu i narybku, ale żerujące duże ryby, do ich policzenia za dużo byłoby palców jednej ręki. Po prostu taki czas.
IMAGE
Jeszcze ani razu nie włączyłem silnika. Nurt niósł mnie w kierunku Koźla. Wydawało mi się, że będzie się spowalniał. Tymczasem Odra płynie po uskokach. Jest spokojne miejsce, takie jak przy moście w Cisku, a kilometr niżej przyspiesza, na dnie widać otoczaki i nurt wyraźnie klei się do wklęsłego brzegu. Olchy i dęby zastępuje nadbrzeżna wiklina, płycizna graniczy z głęboką rynną. Przychodzi jednak moment, że ciągle jest głęboko. Wtedy IMAGEwłączam silnik. Odra robi się szeroka, jest otoczona IMAGEdrzewami, wyraźnie spowalnia.

Odra przed Koźlem.

Dopływam do wysokiego mostu drogowe. Jestem przed Koźlem. Pod mostem zacumowana jest barka na którą wyładowany jest piasek wydobyty z dna rzeki.
IMAGE Zapora spowalnia nurt. Przy kolejnym moście, przed nim jest ogromne rozlewisko i przystań wodna klubu „Szkwał”. Dalej jest jaz i mała, ręcznie obsługiwana śluza.
Z przystani Szkwału odbywają się rejsy wycieczkowe. Statek pełny bo pasażerowie mogą sporo zobaczyć. Przede wszystkim śluza. Dwa metry piętrzenia robi wrażenie nie tylko na małolatach, a wąska komora dotykająca burt statku pogłębia wrażenie niesamowitości. Dla turystów śluza idzie na pierwsze uderzenia. Dalej też jest równie ciekawie bo Odra łączy się  Kanałem Gliwickim, a przy jego ujściu są pozostałości ogromnego portu.
IMAGE Na przystani Szkwału.

O porcie, pobliskiej marinie  i dalszej drodze opowiem podczas następnego spotkania.