Zdjęcie znad wody

Odc. IVODRA W KOŹLU I DALEJ...

IMAGEPort w Koźlu budowano na suchym terenie. Po wybudowaniu nabrzeży oraz całej portowej infrastruktury zalano go wodami  Odry i Kanału Gliwickiego. W porcie był spichlerz oraz nabrzeża do załadunku węgla i innych materiałów.

IMAGE
Koźle. Forsuję pierwszą śluzę. Wąziutka, króciutka, w ogóle malutka. Nie jest też mechanicznie zamykana, tylko siłą ludzkich mięśni. Śluzowi napierają na drągi i zamykają wota śluzy jak wierzeje w stodole. Poziom śluzowania to ponad dwa metry. O tyle spiętrzono Odrę. Dlatego dopływając do Koźla odczułem spowolnienie  nurtu i zobaczyłem bardzo poszerzoną rzekę.

Wejście do śluzy w Koźlu. Wpływa statek wycieczkowy Silesia.

IMAGERównie szeroka jest Odra poniżej śluzy. Kiedy płynęła naturalnie była znacznie węższa. Teraz oddziałuje kolejne spiętrzenie, śluza i jaz Krępa położone kilka kilometrów dalej, z biegiem rzeki. . IMAGEZanim tak dotrę zanocuję w pobliskiej marinie i zwiedzę kozielski port.

Maluteńka, ale pierwsza, z ponad dwudziestu na drodze do Wrocławia, śluza w Koźlu.
 Koniec dziewiętnastego wieku to czas, w którym powstawały odrzańskie jazy, śluzy, nabrzeża portowe i port w Koźlu. Sposób, w jaki budowano te obiekty był niemal identyczny. W zaplanowanym miejscu, zawsze oddalonym od rzeki, drążono ziemię i w dołach wykonywano prace murarskie, a w razie dużych przesiąków wypompowywano wodę. Kiedy prace budowlane ukończono przekopywano kanały do nurtu rzeki. W taki sposób budowano jazy i śluzy. Śluzy nie zmieniły się do dzisiaj za to jazy ogromnie. Dzisiaj jaz to betonowa przegroda rzeki. Dawniejsze jazy, dwa takie pozostały na Odrze, to tak zwane jazy igłowe. W nurcie stoją dwa filary i na brzegach przyczółki. Łączono je żelaznymi kratownicami w IMAGEktóre wkładano drewniane belki. Stąd nazwa jaz igłowy. Na zimę takie jazy rozbierano, żeby ich lód nie zniszczył. Po prostu wyciągano belki, a kratownicę kładziono na dno, tak była skonstruowana.
 Port w Koźlu budowano na suchym terenie. Po wybudowaniu nabrzeży oraz całej portowej infrastruktury zalano go wodami  Odry i Kanału Gliwickiego. IMAGEW porcie był spichlerz oraz nabrzeża do załadunku węgla i innych materiałów.
Elewator.
Dzisiaj są tam marne szczątki, a kiedyś przeładowywano tutaj moc różności, od węgla i stali po produkty rolne. Dzisiaj tylko ceglane i betonowe nabrzeża świadczą o niegdysiejszej świetności tego miejsca. Kanał Gliwicki to osobna historia osiągnięć inżynieryjnych. Po nim pływają barki wożąc górnośląski węgiel do wrocławskiej elektrociepłowni.
IMAGE
Te nabrzeża służyły do przeładunku materiałów sypkich, chociażby takich ja węgiel
.

Port i żegluga odrzańska zaczęła padać od lat dziewięćdziesiątych. Dzisiaj po Odrze kursuje mniej niż dziesięć zestawów. Innych poza węglem, towarów wozi się bardzo mało, a z ogromnej stoczni w Koźlu, która wprawdzie ma zamówienia, pozostał tylko fragment i wyprodukowane barki tnie na kawałki, żeby je przeprawić do zagranicznych kontrahentów.
IMAGE
Port w Koźlu. Pozostały tylko nabrzeża.


Z kimkolwiek bym nie rozmawiał, kto pracował lub ma pracę związaną z rzeką, im się marzy budowa kaskad na Odrze i usprawnianie przepływu wyłącznie pod spławianie towarów. Tylko nieliczni moi rozmówcy mówią o ogromnym zniszczeniu środowiska dokonanego robieniem z Odry kanału i tylko oni pomni są skutków ekstremalnych opadów. Rozumieją że rzek ujarzmić nie można w sposób, w jaki dotychczas robiono.
IMAGENa 99 kilometrze biegu Ody, na lewym jej brzegu znajduje się Marina Lasoki. Nawa pochodzi od pobliskiej wsi, a w zatoce, która głębokim łukiem wrzyna się w ląd (fragment dawnego koryta Odry) kiedyś znajdowała się stocznia i port. Na zdjęciach satelitarnych, można zobaczyć jak kiedyś w tym miejscu wyglądała Odra. Zawijasy meandrów wyprostowano pozostawiając do jednego z nich wejście. Znajduje się vis a vis mariny i prowadzi do sztucznego jeziora, dawnego wyrobiska żwiru.
IMAGEMarina jest świetnie urządzona. Zawiaduje nią Bogdan Balawender. Jego syn Robert jest prezesem stowarzyszenia, które ma pod sobą ową marinę. Z Odry do Mariny jest wygodny i bezpieczny wpływ, są porządne pomosty, hotelik, miejsce do wodowania i pole do wypoczynku. Zadbane miejsce, czyste, nade wszystko przyjaźnie, po wodniacku.
Z tego (z mariny i świadczonych w niej usług - przyp. red.) żyć się jeszcze nie da - mówi Bogdan Balawender. Na Odrze ruch wodniacki dopiero pierwsze kroki stawia. Wprawdzie poza naszymi wodniakami goszczę tutaj Niemców i Czechów, którzy przywożą łódki, wodują się i później spływają Odrą do Bałtyku, ale to jeszcze nieliczne przypadki. Mam w marinie łódki dla wędkarzy, bo ten sposób łowienia, właśnie z łodzi, staje się w naszym rejonie coraz popularniejszy. Za dobę biorę 50 za łódkę z silnikiem, a bez silnika 30 złotych.  Wędkarze również trzymają łódki w marinie. Marina czynna jest cały rok, ale 15 listopada zamykamy sezon wodny, chociaż to w zasadzie data umowna, W minionym roku robiliśmy zimowy spływ. Jak nie ma lodu na wodzie wszystko można zrobić.
Kontak do mariny: IMAGE
bosmanat@lasoki.eu
marina@lasoki.eu
www.lasoki.eu


 
IMAGE
Na lewym brzegu, przed wejściem do basenu stoczni są ogródki działkowe byłych pracowników tego zakładu. Dzisiaj mają nowych właścicieli. Pobudowali porządne domostwa, pogrodzili się do samej wody... Na razie nikomu to nie przeszkadza bo brzegu i wody jest tutaj pod dostatkiem, a wędkarze, zaczajeni na duże ryby, co widać po sprzęcie, spotyka się tylko na prawym, przeciwnym, brzegu.

Odra ma powolny nurt. Jest szeroka. Blisko Koźla, na prawym brzegu widać nielicznych wędkarzy. Po sprzęcie widać, że polują na ciężkie ryby, na karpie albo na amury. Kilka kilometrów za Koźlem prawie nie widać stanowisk wędkarskich, chyba dlatego, że dojścia do łowiska są bardzo trudne. Taki obrazek spotyka się wszędzie, nie tylko nad Odrą. Gęsto od wędek jest w miejscach do których można dojechać samochodem. Kilometr w bok, w miejscach do których dotarcie wymaga pokonania trudności, tam spotkasz jedynie miejscowego z rowerem lub komarkiem.
 
IMAGE IMAGEDopływam do Januszkowic. Trafiam w moment w którym otwarte są wrota śluzy, w które wpływa pchacz z barkami. Pomyślałem, że się załapię do zestawu, ale jak się okazało śluza jest krótka i pchacz po wepchnięciu IMAGEbarek się wycofał. Śluzowałem się później, razem z pchaczem, w drugiej kolejności.
Ta śluza, jak każda inna przez którą przyjdzie mi przepływać, ma zadbane otocznie. Trwają przy niej jakieś prace budowlane.

Januszkowice. Zdjęcia z roku 1892 z uroczystości
wmurowania kamienia węgielnego i z roku 1993 z czasu budowy śluzy.


IMAGENa 108 kilometrze dopływam do miejsca, w którym jest prom. Łączy drogę prowadzącą ze Zdzieszowic do Brodek. Na nabrzeżu znajduje się tablica informująca o najbliższej okolicy o przyrodzie i terenie chronionym. W miarę dokładne informacje więc przydatne, a do sklepu nie dalej jak kilometr. Warto więc wysiąść na brzeg.

Za promowanie w Grzegorzowicach (pisałem o tym miejscu w poprzednim odcinku) nie pobierano opłat. Tutaj na trasie do Zdzieszowic opłata się należy pomimo iż prom znajduje się na przedłużeniu drogi państwowej,  po której, za jazdę, płacimy podatki. A w ogóle jak ktoś się chce szybciej przeprawić to wydatnie pomaga "prominentowi" łapiąc się za przeciąganiu liny.

IMAGEOdra jest szeroka ma spowolniony nurt, na brzegach prawie nie widzę stanowisk po wędkarzach.
Cały czas, od Koźla, do uszu docierają męczące dźwięki. Odgłosy pracującego przemysłu. Zapewne to ze Zdzieszowic. Są męczące i nie ustają nawet w nocy, chociaż wtedy znacznie cichną.

Jedno z wielu stałych stanowisk zapewne wędkarskich. Po zimie wymaga naprawy bowiem wandale trafiają się nawet na bezludziu.


  IMAGENastępna śluza to Krępa. I tutaj otoczenie zadbane, ale stan techniczny kiepski. Ściany komory śluzowej połupane, wrota mocno pordzewiałe.
IMAGETutaj pierwszy raz rozmawiam o rybach. Śluzowy jest wędkarzem. Nie ciągnąc go za język dowiaduję się, że bardzo lubi łowić okonie. Łowi je techniką bocznego troku. Mówi, że okonie mają swoje miejsca w rzece, ale w tym roku bardzo kiepsko biorą. Złowienie, kilka lat temu, kilkudziesięciu okoni nie nastręczało problemu. W tym roku wraca się zaledwie z kilkoma sztukami. Dowiaduję się również o "wysypie" sumów. Od śluzowegoj oraz od innych rozmówców usłyszę opinię, że te ryby wyżerają inne i to w zatrważającej ilości. Mają rację. Duża ryba musi dużo zjeść.
 Tuż za śluzą Odra jest wąska. Niecały kilometr dalej rozszerza się. Na wypukłych brzegach, tuż przy nich, ma głębokość  od półtora do dwóch metrów, a na brzegach wklęsłych głębokości dochodzą do 6 metrów.
Dzisiaj nie ma wiatru. Powierzchnia wody jak lustro. Mogę więc zobaczyć, czego wcześniej nie widziałem. Przy brzegach w ogóle nie widać oznak żerowania. Wszystkie oczka, chlapnięcia, pościgi drapieżników za drobiazgiem odbywają się na środku rzeki. Nie wiem czego to wynik bo widzę to również w miejscu meandrów, ale w ten sposób zachowują się ryby w kanałach.
W ogóle ryby mało się pokazują. Na środku tylko jazie i bolenie. Nigdzie nie widzę spławów białorybu, chociaż w upalne dni, na innych wodach, to zjawisko normalne, szczególnie przed wieczorem. Ale zły to okres na ryby bo nawet wieczorami woda jest niczym martwa.  Spływam powoli, dokładnie obserwują powierzchnię zatrzymując się w miejscach wytypowanych pod wędkę. Nawet dwa dni trzymam się takiego miejsca, a ryb nie widzę.
Dopływam do śluzy w Krapkowicach. 125 kilometr biegu rzeki.
IMAGE
Widok na kanał doprowadzający do śluzy Krapkowice.

 Ze sterówkij śluzy w Krapkowicach, do której wszedłem by dokonać opłat, 6,64 zł, za śluzowanie, widzę rozległy teren, który ten obiekt zajmuje. Myślę sobie, że niemało kłopotu musi nastręczać pracownikom strzyżenie trawy.
Tak jak na niemal wszystkich innych obiektach, przez które przepływałem i tutaj są dwie śluzy. Jedna pod duże zestawy, druga dla małych jednostek i chociażby takich łódek jak moja. Małe śluzy jednak nigdzie nie działają. Uruchomienie ich wymaga prac konserwatorskich, a na to, jak się dowiaduję od śluzowych, nie ma pieniędzy. Zresztą komu są potrzebne. Małych jednostek prawie się nie śluzuje, a jeżeli to wyłącznie na śluzach położone w pobliżu Opola i Wrocławia, najwyżej 40 miesięcznie.
IMAGENa Odrze przed Krapkowicami jest mało stanowisk wędkarskich za to w odnodze do jazu jest wielu łowiących. Są namioty, przyczepy campingowe.

Wpływam do wnętrza komory śluzowej w Krapkowicach.

To bardzo dobre łowisko sumów, karpi i innych ryb. Jest wygodny dojazd, a w ogóle gdzie dużo wędkarzy tych miejsc ryby się trzymają. Białoryb ściąga je codziennie podsypywane papu, a drapieżniki ciągną do białorybu.
Wcześniej otrzymałem informację, że w Krapkowicach ma być marina. Na lewym brzegu, w najbliższej okolicy mostu drogowego, jest odnoga z uregulowanymi,  brzegami, znaczy z obsypanymi tłuczonym kamieniem. Wpływam w nią, ale po kilkudziesięciu metrach uderzam śrubą w dno. Jest płytko, dla mojej łódki za bardzo, pomimo że mam niewielkie zanurzenie. Nie żałuję, że nie zobaczyłem mariny, która IMAGEponoć jest jeszcze w budowie. Wodę mam, jedzenia wystarczy mi na kilka dni. Chleb kupiłem na drugim brzegu...
Most drogowy w Krapkowicach. Po prawej stronie (widoczne za filarem mostu) wejście do mariny.

Na śluzie pożyczyłem rower i dopedałowałem kilka kilometrów do sklepu. Miłe urozmaicenie.
Teraz czeka mnie oglądanie bodaj najmniej interesującego widokowo odcinka, w każdym bądź razie tak myślałem.
Zanim jednak podejmę się opowiadania o spływie i miejscach, które zobaczyłem zwrócę uwagę Czytelników na rzekę i jej prawdziwy charakter, oczywiście od wędkarskiej strony.
To w następnym odcinku,
Wiesław Dębicki