Odc. VICHARAKTER ODRY

IMAGEOdra od Koźla do Brzegu Dolnego to zbiorniki zaporowe w paciorkowym układzie. Każde spiętrzenie spowalnia nurt i tworzy rozlewisko. Zbiorniki te są mniej czytelne aniżeli Sulejów, Turawa, Mietków... , jednak dla środowiska niosą takie same zmiany.


IMAGE
Odrzańskie zbiorniki zaporowe to efekt budowy jazów i śluz, których celem było ujarzmienie rzeki przeciw powodziom i uczynienia jej spławną. Zamierzony efekt został osiągnięty. Poldery zalewowe chronią przed powodziami, a spiętrzone wody pozwalają statkom o ponad dwumetrowym zanurzeniu, na całoroczne kursowanie. Zapory zmieniły również życie biologiczne rzeki. Sporadycznie docierają do dopływów Odry ryby dwuśrodowiskowe takie jak łosoś, troć lub certa. Zanikły również ryby prądolubne takie jak brzana, świnka. Oczywiście szczątkowo występowały, ale dopiero zarybienia zwiększają ich populację, zawsze jednak będzie to sztuczne działanie, a ilość tych ryb tych gatunków, na odcinkach spiętrzonych, nie będzie odpowiadała populacji, gdzie rzeka płynie swobodnie. IMAGE
Spiętrzenia wpłynęły również na populację innych ryb. W Odrze jest dużo leszczy, sandaczy, również sumów, ale bardzo mało szczupaków. Wprawdzie starorzecza i zbiorniki powstałe po wydobywaniu żwiru stale połączone z głównym nurtem są takimi miejscami w których szczupaki mogłyby się swobodnie wycierać, jednak skoki wody sprawiają, że efekty ewentualnego tarła są mizerne. Dominują więc ryby, które są mało wybredne w warunkach do tarła.
  IMAGE

Jaz igłowy w Chrościcach. To jego ostatnie chwile, trwają bowiem prace nad budową nowoczesnego jazu.

IMAGE

IMAGE






IMAGE


 



Przed spływem znałem dobrze kilka odcinków Odry. Od Brzegu do Lipek. Od Ratowic do Janowic i od Rędzina do Brzegu Dolnego. Na tych odcinkach łowiłem przez wiele lat z łódki i teraz miałem odniesienie do nowo poznawanych miejsc.
IMAGE
Stroma brzegowe skarpy to obrazek towarzyszący niemal na całej długości spływu. Pod skarpami widać fragment kamiennych umocnień opasujących każdy fragment brzegu.
W głębi zdjęcia widać jedno z wielu opuszczonych gospodarstw.



Wspólną cechą każdego odcinka, od zapory do zapory,  są kamienne umocnienia brzegowe. Jeszcze prze budową spiętrzeń faszynowano brzegi, budowano ostrogi, twz. główki, wszystko obsypywano kamieniami. Teraz, przy podpiętrzonej wodzie, główki są bardzo dobrze widoczne na początku każdego odcinka, a w miarę zbliżania się do kolejnego spiętrzenia, gdy robi się coraz głębie,j co raz to bardziej przykrywa je woda. Jeżeli główki sięgają daleko w nurt, ich szczyty oznaczone są znakami nawigacyjnymi - ostrzeżeniami przed nadzianiem się na kamienne wypłycenia.

Główki znajdujące się blisko powierzchni oznaczone są znakami nawigacyjnymi.
IMAGE
Niemal wszystkie odcinki mają podobną długość od 7,5 do 9 kilometrów. Tylko pomiędzy Rędzinem i Brzegiem Dolnym jest 16 kilometrów. Na tym odcinku, przed brzegiem Dolnym, główki, przy średnim stanie wody, są trzy i więcej metrów pod powierzchnią wody. Przy Koźlu, Krapkowicach, Zawadzie lub Brzegu, analogicznie, to głębokości około półtora metra.
IMAGE
Takich miejsc jest sporo, jak te poniżej śluzy Zawada. Głęboko w nurt wcinają się główki. Są niewidoczne, ale w woderach można na nie wejść. Doskonałe łowisko boleni i okoni.

Nie bez przyczyny Odra jest rybną rzeką. Chociaż nurt ma spowolniony i przez to wiele miejsc jest zamulonych, to kamienne brzegi stanowią dla jej środowiska ekotony. Tutaj wiele ryb się wyciera i w tych samych miejscach narybek dorasta, bo wśród kamieni doskonałe warunki znajdują dla siebie różne wodne organizmy znajdujące się w łańcuchu pokarmowym: np. kiełże, ślimaki, raki, larwy owadów. Dlatego wędkarz, niemal w każdym miejscu w którym zarzuci wędkę, ma brania ryb. Ale chcąc łowić duże ryby, do tego konieczna jest znajomość rzeki dokładniej mówiąc przeszkód naturaluch i sztucznych położonych w korycie rzeki.  Mieszkający nad rzeką nieraz mieli okazję oglądania jej podczas niżówek, gdy odsłania swoje tajemnice. Inni własnym doświadczeniem, metodą prób i błędów szukają kryjówek, które są miejscem bytowania dużych ryb. Są i tacy, którzy chcą złowić duże ryby, ale lenistwo bierze u nich górę. Ci docierają nad brzeg w takie miejsca, do których jak najbliżej wody można podjechać samochodem. Należy przyznać, że takie podejście sprawdza się w łowieniu karpi i amurów. Ryby te dużo jedzą i do „koryta” ściągnięte zostaną regularnie podawaną paszą. W takie miejsca drapieżne ryby przypływają okresowo. Też jest szansa na ich złowienie, ale potrzeba poświęcić więcej czasu, jak to się mówi w naszej wędkarskiej gwarze: "zagiąć na nie parol".

IMAGE Najczęściej stanowiska znajdują się przy zalanych główkach. Jeżeli jest nad nimi mało wody stanowisko znajduje się na wysokości zalanej główki bo takiego miejsca łatwo ocenić gdzie zarzucić  wędkę. Gdy główka jest półtora metra pod powierzchnią stanowisko znajduje się pomiędzy główkami bo z tych miejsc najłatwiej i najwygodniej obłowić zapływ i napływ.

IMAGESpiętrzona woda zabrała naturalny brzeg co jest utrapieniem dla wędkujących. Dostęp do łowiska jest bowiem bardzo trudny, w wielu miejscach wręcz niebezpieczny. Stroma skarpa z bujnymi trawami rosnącymi na żyznych madach, warstwie ziemi naniesionej przez wodę, bardzo śliskiej gdy jest rosa albo gdy pada deszcz, sprawia, że stanowisko wędkarskie trzeba zdobywać. Specjalnie przygotowywane stanowiska to IMAGEciągle towarzyszący mi obrazek podczas spływu.  Strome skarpy są ścinane na wzór schodów. Wymaga to sporej pracy bo z trzymetrowej skarpy trzeba zrzucić ponad tonę ziemi by zrobić miejsce na stołek i widełki. Ziemię zrzuca się do wody. Zwiększa to bezpieczeństwo wędkującego, bo trochę wypłyca pogranicze. Tuż przy brzegu, w miejscach gdzie są strome skarpy, jest około metr głębokości, ale dalej dno raptownie opada.
Najbliższe otoczenie Odry to drzewa. Przeważają olchy. Jest bardzo dużo dębów i topoli srebrnej. Oczywiście są również miejsca pozbawione jakiegokolwiek drzewostanu, ale to rzadkość. W wielu miejscach wody dotykają lasy łęgowe. To najładniejsze odrzańskie odcinki.
IMAGEWiele drzew rosnących nad brzegami zwaliło się do wody. Niektóre sterczą nad powierzchnią, inne woda dawno zabrała. Po nich pozostały w brzegu głębokie wyrwy, jak zatoczki. Przy nich życie w wodzie jest bogate. W zatopionych konarach pluska drobnica goniona przez klenie i bolenie. W brzegowych wyrwach atakuje sandacz i duży boleń, kilka razy widziałem powierzchniowe żerowanie sumów.


Z sumami przeżyłem ciekawą przygodę.
Na noc kotwiczyłem łódkę na wodzie, kilkanaście metrów od brzegu. Zanim jednak wybrałem miejsce opływałem rejon na wiosłach, oglądając dokładnie dno na ekranie echosondy. Wybierałem taką pozycję dla łódki, z której później, spiningując, miałbym szansę na złowienie ryby. Po zakotwiczeniu robiłem sobie kolację i z tego powodu było na łódce trochę hałasu. Gdy się uspokoiło, godzinę przed zmierzchem, brałem kij do ręki.
IMAGEPrzed Opolem wybrałem miejsce przed zakrętem rzeki. W zasięgu rzutu, w kierunku środka rzeki, miałem na dnie metrową skarpę obsiadłą racicznicami. Na brzegu były drzewa, nisko chylące się do wody, pomiędzy nimi rosły krzaki. Stroma, obrośnięta gęstą trawą skarpa, a na niej żadnego ludzkiego śladu. Tutaj liczyłem na szczupaka, ze środka na sandacza.
Już dobrze się zmierzchało, kiedy obok łódki, od strony brzegu usłyszałem uderzenie o powierzchnię wody, powiedzieć można „chłop wpadł”. Odgłosy powtarzały się i dodawały mi zapału. Zmieniałem przynęty. Oczywiście zacząłem od powierzchniowych i takich, które sprawdzają się w toni. Woblery, obrotówki, systemiki ze spinerbaitem i..., żadnych efektów. Przeniosłem się na drugą burtę, bo od tamtej strony też było kilka uderzeń. I tutaj nie doczekałem się brania. Cały czas nie IMAGEdawały mi spokoju dźwięki - odgłosy chlapnięć. Sumy, już nie raz, słyszałem odgłosy ich żerowania. Te hałasy były inne, ale tłumaczyłem sobie specyfiką łowiska i być może żerowaniem na dużych rybach, które w nocy podeszły pod powierzchnię.
...I gdybym nie zobaczył głowy bobra i odgłosu chlapnięcia, metr do łódki, do dzisiaj byłbym przekonany, że zakotwiczyłem na sumowisku. Natychmiast znalazłem wytłumaczenie dla owych odgłosów. Postawiłem łódkę na bobrowej trasie. Na drugim brzegu bytowali wędkarze bowiem wzdłuż rzeki biegła droga po której jeździły samochody.  Ale droga biegła po trawersie skarpy w której boby, jak piżmaki, miały pobudowane żeremia.  Po "mojej" stronie brzeg był płaski, ale zalesiony. Tutaj boby nie mogły wygrzebać nor bo cały czas byłyby w wodzie. Przypływały więc spod drugiego brzegu i tutaj piłowały drzewa. Stanąłem na ich trasie. Podpłynęły, zobaczyły łódkę, coś nowego, kojarzyły to z niebezpieczeństwem, potężnym uderzeniem ogona w powierzchnię informowały pobratymców o niebezpieczeństwie. Proste, a te pochylone nad wodę drzewa to nie był efekt podmycia ich przez wodę tylko efekt bobrowych zębów, ale to zobaczyłem dopiero rano, gdy wschodzące słońce dobrze oświetliło "mój" brzeg.
W następnym zbiorze:
Charakter Odry - II
Zapraszam