Odc. VIICHARAKTER ODRY - II

W rzece jest wiele miejsc, które upodobały sobie ryby, drapieżne szczególnie. Nie znalazłem reguły, według której mógłbym je z góry lokalizować chociaż starałem się te miejsca odnieść do układu meandrów, wyglądy brzegu, prądów rysujących się na powierzchni...


IMAGE
Podczas tej kilkutygodniowej wyprawy ryb złowiłem niewiele. Gdybym miał się nimi żywić na pewno umarłbym z głodu. Nie tylko mnie nie szło. Rozmawiałem z wieloma wędkarzami, którzy również nie mieli się czym pochwalić. Narzekali na ostatnie tygodnie. Mówili, że mieli takie pobyty nad wodą, całodzienne, podczas których nie doczekali się brania.
Wiarygodnymi informatorami byli pracownicy śluz. Ci, którzy mnie zagadnęli o ryby sami byli wędkarzami więc rozmawialiśmy jak starzy znajomi. Ich opinia o odrzańskim rybostanie jest taka, że od kilu lat zauważa się bardzo dużo sumów. Rekordziści, w wciągu jednego miesiąca, łowili ponad dwadzieścia. Sumy ważyły od 7 do 35 kilogramów.Odrzańskie łowiska chwalili sobie karpiarze, ale nastawiający się na leszcze bardzo narzekali. Twierdzili, że tych ryb ubyło. Owszem łowią jednego, dwa, takie po kilka kilogramów i na tym koniec. Średnie leszcze, do kilograma, teraz takich prawie się nie spotyka.
Mieszane informacje miałem o okoniach. Jedni chwalili się dobrymi połowami, inni bardzo narzekali. Kiedy mówiłem im, że niemal w każdym miejscu w którym zakotwiczę od razu mam brania, które ciężko zaciąć, o co podejrzewałem okonie, oni, za ich autorstwo, obarczali małe sandacze. Przekonałem się , że to prawda. Później zmontowałem boczny trok i z takich miejsc wyciągałem kilkunastocentymetrowe sandaczyki i nigdy nie doczekałem się brania miarowej sztuki.

Sandaczowe miejsca

Sandacze na martwe rybki, filety, na żywczyki łowi się w mule, zastoinach, miejscach w które woda nanosi wszelakie śmieci. Na sztuczne przynęty w takich miejscach sandacza się nie złowi.
Pod spining miejsca trzeba typować i jest z tym niemało kłopotu. Dno musi być twarde, powinny być zaczepy i też należy się z tym liczyć, że sandacze tutaj nie mieszkają, tylko przypływają na żer. Więc jak się miejsce znajdzie, a nie trafi odpowiednią porą można zwątpić w swoje umiejętności, nie wspominając o skuteczności renomowanych przynęt.
Najłatwiejszymi miejscami do zlokalizowania sandaczy są główki, również na tych odcinkach gdzie są zalane. Woda bowiem rządzi się bowiem takimi samymi prawami. I czy się soi suchą nogą na główce czy też na zalanej, po pas w wodzie, napływ, przelew, zapływ i rynna są pewnymi miejscami. Kiedy ryby są aktywne stoją na napływach i w przelewach. Przy zalanych główkach również na garbach gdzie też mają kryjówki wśród kamieni.

Dobre miejsca
---Pomiędzy główkami woda tworzy wypłycenie. W tym rejonie można spotkać się z każdym gatunkiem ryby. To stołówka dla drapieżników gdyż drobnica tutaj czuje się najlepiej. W rzece jest jeszcze wiele innych miejsc, które upodobały sobie ryby, drapieżne szczególnie. Nie znalazłem reguły, według której mógłbym takie miejsca lokalizować. Starałem się je odnieść do układu meandrów, wyglądy brzegu, prądów rysujących się na powierzchni. Nic z tego.  Powierzchnia skrywa je w nieoczekiwanych miejscach. Mam na myśli  partie dna obsiadłe racicznicami. Właśnie w takich miejscach łowiłem malutkie sandaczyki, miałem dzień, że trafiłem na miarowe, stały tam również okonie.
Place racicznic trafiają się nawet na środku rzeki. Częściej spotykałem je niedaleko brzegów. O takich miejscach mógłbym powiedzieć, że to dawny brzeg, który pozostał, po podpiętrzeniu rzeki, pod wodą.  Te podwodne skarpy są kilka i kilkanaście metrów od brzegu. Za każdym razem gdy zlokalizowałem takie miejsce dokładnie opływałem je z echosondą. Czasami były to skarpy nawet z półtorametrowym uskokiem. Innym razem były to place równe jak stolnice, lekko opadające w kierunku środka rzeki.
Niektóre z takich miejsc łatwo namierzyć z brzegu. Robi się to w taki sposób, że zamiast przynęty uwiązuje się kulkę takiej wagi, żeby mocno szorowała po dnie. Po zarzuceniu nie ściąga się kołowrotkiem, bo wtedy słabiej wyczuwa się dno, tylko kijem wykonując ruch wachlarzowy. Ciężarek grzechocze po skorupach ślimaków. Te drgania wyraźnie się wyczuwa na dolniku. W którymś momencie grzechotanie zanika. Wówczas uruchamiamy wyobraźnie bo linka opiera się o krawędź skarpy i tłumi przekazywane drgania.  Kiedy kulka przeskoczy szczyt skarpy ponownie wyczujemy drgania powstałe od uderzeń kulki w muszle. Warto się utrudzić szukaniem, wydawałoby się jałowy spiningowaniem. Jednak znalezienie takiego dna, prawidłowe rozeznanie jego ukształtowanie szybko przyniesie pożądany efekt bo to miejsca najbardziej rybodajne.

Zjawiska...
---Nocowałem przed śluzą Dobrzeń. Zakotwiczyłem obok cypla rozdzielającego nurt na śluzę i jaz. Wędkarze mówią: "strategiczne miejsce". Cypel kochają sandacze i klenie, a jak są szczupaki to i one lubią tu polować. Niestety. Dobrzeń jest drugą śluzą za ujściem Małej Panwi. Ta rzeka oraz Odra nie dały sobie rady z grubą pokrywą sinicy. Ryby jakby się zapadły. Przez całą noc nie usłyszałem plusku spławiania się widziałem tylko spływający gruby kożuch sinicy.
---W innym miejscu zatrzymałem się poniżej jazu igłowego, jednego z dwóch jakie są jeszcze na Odrze, było to w Chrościcach. Był wieczór. Na powierzchni widziałem dużo piany. Piana szła przez całą noc. Sądziłem, że pianę tworzy jaz, co jest możliwe z racji niezbyt szczelnej konstrukcji takiego jazu. Spomiędzy belek wyciekało bowiem dużo wody. Rano, około siódmej, jak nożem uciął, piana zniknęła.
To jeszcze jedno zjawisko, które ma wpływ na żerowanie ryb. Kto jest przy jazie i pianę widzi to wędki zwija bo wie wie, że płynie jakaś trutka. Inni, którzy takiej wiedzy mają, upatrują przyczyn słabego żerowania w złej fazie księżyca, w wiatrach nie z tego kierunku, tymczasem złe brania są z tej przyczyny, że służby takie jak Sanepid i  Ochrona Środowiska nie spełniają swoich statutowych obowiązków bo jak mi powiedzieli napotkani wędkarze piana na wodzie i smród chemii to częsty obrazek, który zawsze widoczny jest w nocy.
IMAGE



IMAGE IMAGE
Zawada to trzecia śluza od Opola.Tuż za Opolem do Odry wpływa Mała Panew idąca ze zbiornika Turawa.
Panew niesie ogromne ilości glonów - sinic, właśnie z Turawy. Jest ich tyle, że docierają poniżej trzeciej śluzy, pomimo, że woda dostała na jazach ogromną dawkę tlenu, który wpływa na utylizację owego brudu.

IMAGE --- Zawada to zadbana śluza. Tutaj, jak niemal na każdej innej, którą dotknęła powódź jest Znak Wielkiej Wody z 1997 roku. Woda dotarła niemal pod okna sterówki, widocznej na zdjęciu z sinicą. Na zdjęciu obok Znak Wielkiej Wody wmurowany w budynek sterówki.

IMAGE
Kanał łączący Zwanowice z Brzegiem.

Jest jeden odcinek Odry warty szczególnej uwagi. Znajduje się pomiędzy śluzami Ujście Nysy, a Brzegiem.
Od Ujścia Nysy IMAGEpłyniemy przez dwa kilometry uregulowanym, ale starym korytem Odry. Na wysokości wsi Zwanowice Odra rozdziela się. W prawo woda płynie na jaz, w lewo (na tym brzegu leży wieś) na śluzę. Od Zwanowic do Brzegu płyniemy sztucznym kanałem.

Nad kanałem przerzucone są dwa mosty, tzw. saperskie. Wybudowali je żołnierze z pobliskiej jednostki, którzy na wyspie mają poligon.

IMAGETutejszą dziką Odrę, płynącą prawą odnogą, miejscowi wędkarze nazywają kapeluszem. Wypisz wymaluj właśnie kapelusz przypomina. Prosta linia kanału to rondo, kaszkiet to o wiele kilometrów dłuższy odcinek rzeki pozostawiony naturze.
To doskonały przykład na to by powiedzieć: chcecie spławiać towary?, proszę bardzo, ale w tym celu obok naturalnie płynące rzeki wybudujcie sobie kanał. Zapewne początkowo koszt takiego przedsięwzięcia jest znacznie większy aniżeli kanalizowanie naturalnego koryta, ale może ktoś odpowie: jaki ponosimy koszt nieodwracalnie niszcząc naturalny bieg rzeki?
IMAGEKiedy pisałem o zniszczeniach Odry, dzisiaj czynionych, zwróciłem uwagę na istnienie rachunku ekonomicznego, który uwzględnia wartość przyrody, w wymiernym, pieniężnym aspekcie. Niestety nie jest brany pod uwagę i tylko dlatego, że nie ma formalnych grup nacisku, które miałyby wpływ na administracyjne decyzje.

Śluza w Brzegu i widok na miasto od strony rzeki.
IMAGE
---Odra, od Zwanowic do Brzegu, to bardzo mało znane łowisko. Do dziko płynącej Odry jest bardzo trudny dojazd. Odcinek ten słynął kiedyś z dużych ryb, ale został przełowiony i popadł w zapomnienie. Chyba też nigdy nie był zarybiany więc populacja ryb odradza się naturalnie i zapewne co kilka lat poczta pantoflowa donosi,że warto tam iść na ryby.Łowi się je przez sezon, dobrze biorą, a później znowu cisza.
---Przed wieloma latami na kanale okręg opolski wyznaczył jeden sektor podczas spinigowych Mistrzostw Polski. Wtedy, na jakiś czas, zdobył ten fragment rzeki, popularność jako okoniowe Eldorado. Rzeczywiście warunki dla tych ryb idealne. Brzegi to kamień na kamieniu w których małych okoni sporo, ale największe żyją na środku kanału i takie miejsca trzeba wymacać. Charakterystycznym dla nich znakiem jest garb na dnie na środku kanału biegnący równolegle do brzegu. Każdy kanał ma taki poprzeczny przekrój: przy brzegach jest trochę głębiej niż na środku, a grzęda, właśnie ten garb, znajduje się na środku kanału i na jego szczycie trzymają się okonie. Nie ciągnie się jednak owa grzęda nieprzerwanie bo zapewne rozmywają ją przepływające barki. Szukanie jej to zajęcie uciążliwe i niebezpieczne. Trzeba bowiem wykonywać niezliczone ilości rzutów i chodzić po nadbrzeżnych, chyboczących kamieniach..
IMAGE
  IMAGE Marina położona na prawym brzegu odcinaka Wróblin – Dobrzeń.

Slipy na odcinku Dobrzeń – Chrościce. Korzystanie z nich jest niemożliwe bo zablokowane są drogowymi szykanami. Łódkę, gdyby ktoś chciał wodować musiałby opuszczać do wody po stromej skarpie. Warto dodać, że na tym odcinku Odry to jedyne miejsca w których można wodować sprzęt pływający.

IMAGEOdra zmienia swój charakter. Na rzece, po której jeszcze nie tak dawano pływały wyłącznie barki, znajdują miejsce wodniacy. Dzisiaj, nawet kilkadziesiąt małych jednostek przepływa przez śluzy w ciągu miesiąca. Oczywiście nie przez każdą śluzę. Największy ruch jest w rejonach aglomeracji miejskich i tutaj powstaje najwięcej  marin.

Marina w Ścinawie Polskiej - odcinek Odry Lipki do Oławy.

Są dobrze wyposażone, niektórych największe europejskie rzeki by się nie powstydziły. Na razie jednak nikt nie pamięta o wodniakach i wędkarzach, którzy na jeden dzień zrzucają łódkę na wodę. Slipy, jeżeli takowe są, zabarykadowano szykanami, co narusza konstytucyjny porządek powszechnego dostępu do wody. Nikt jednak o niego nie upomina. Zapewne za niedługi czas życie upomni się  i zmusi u decydentów do porzucenia nieróbstwa.
 W rejonie Wrocławia ruch na wodzie jest bardzo duży. W większości stanowią o tym łódki wędkarskie, chociaż najbardziej widoczne są motorówki z narciarzami i skutery wodne. Na tym tle, pomiędzy wędkarzami i motorowodniakami, rodzi się sporo konfliktów. Jeden z nich wynika z niezrozumienia. Tutaj zwrócę się do kolegów po kiju, żeby innym okiem spojrzeli na wodne hałasy. Oni hałasują kiedy jest ciepło. Zaczynają przed południem kończą przed wieczorem, a to jest czas największego nasłonecznienia. Wtedy bardzo szybko wodzie ubywa tlenu. Ryby stają się niemrawe, często dochodzi do śnięć. Tymczasem motorówki, a szczególnie skutery wodne świetnie wodę natleniają, więc korzyść dla nas. A w ogóle, gdyby nie ten spokój towarzyszący mi na rybach....
Przede mną dwa etapy spływu. Jeden to sam Wrocław. Miejsce pełne kanałów, odnóg, dopływów, portów, zimowiska dla barek, wyrobisk pożwirowych, starorzeczy. Drugi od Wrocławia do Szczecina.
Do zobaczenia.
Wiesław Dębicki