NA NOCNE SZCZUPAKI

obrazekDopiero nocą poznajemy, jak śmiało szczupaki wpływają na wody całkiem płytkie i jak często czają się tuż przy brzegu. Kiedyś stoczyłem walkę, zresztą przegraną, z potężnym szczupakiem zaciętym na płyciźnie, gdzie wody było po kolana!


obrazek

Pewnej jesiennej nocy polowałem na warciańskie sandacze. Byłem wygodnie ulokowany na samym szczycie główki daleko wybiegającej w rzekę. Co kilka minut zerkałem na przymocowany do spławika świetlik, jednak mój wzrok bardziej przyciągały połyskujące na niebie gwiazdy. Zbliżała się północ. Kiełbik, założony na haczyk jeszcze za dnia, ciągle krążył w czarnej toni i dawno się już pogodziłem z nikłą szansą na wędkarski sukces. Nic więc dziwnego, że przegapiłem branie: zielonkawe światełko spławika zniknęło nie wiadomo kiedy. Chwyciłem za wędzisko, zerwałem się ze stołeczka i zacząłem zwijać żyłkę. Kręciłem korbką, kręciłem... Nic, ani oporu, ani świetlika. Wyglądało na to, że ryba w jakiś dziwny sposób zerwała zestaw. I nagle tuż przy kamienistym brzegu główki, prawie że pod nogami, ujrzałem w wodzie delikatną poświatę. To tam był świetlik! Krótki hol, trochę plusku i oto trzymałem w ręku... szczupaka.

To błahe zdarzenie mi przypomniało, że i wcześniej udawało mi się czasem upolować szczupaka nocą. Nie było takich przypadków dużo i zawsze brałem je za szczęśliwy traf. Tym razem zacząłem się jednak zastanawiać, czy rzeczywiście szczupak jest wyłącznie drapieżnikiem dziennym i nocą ustępuje z pola walki. Jeszcze tamtej jesieni postanowiłem to sprawdzić. Wyniki tych prób były zaskakujące. Z czasem, po kilku latach, wyrobiłem sobie własne zdanie na ten temat i chcę je tu przedstawić.

obrazek

Szczupaki żerują nocami w tych porach roku, kiedy ciemność trwa najdłużej. Przypominają wtedy - że zażartuję - obżartucha obudzonego przez głód i cichcem przemykającego się do kuchni, aby coś przekąsić Brania zdarzają się koło północy, czasem jeszcze później. Nie wiem, jak to tłumaczyć, ale najwięcej nocnych szczupaków złowiłem w iście diabelską pogodę, kiedy silny wiatr aż gwizdał w bezlistnych koronach drzew, a krople zacinającego deszczu zawzięcie stukały w kaptur mojej kurtki.

Od maja do początków sierpnia, kiedy słońce znika na krótko, szczupaki zdają się nie polować nocą. Jeżeli jednak muszą walczyć o przetrwanie w płytkich wodach, gdzie za dnia są ustawicznie płoszone przez wędkarzy i ludzi przechodzących brzegiem - na łowy ruszają dopiero po zapadnięciu mroku. Takie zachowanie jest typowe dla szczupaków żyjących w małych rzekach. Brań możemy się wtedy spodziewać w pierwszej godzinie ciemności.

Dopiero nocą poznajemy, jak śmiało szczupaki wpływają na wody całkiem płytkie i jak często czają się tuż przy brzegu. Kiedyś stoczyłem walkę, zresztą przegraną, z potężnym szczupakiem zaciętym na płyciźnie, gdzie wody było po kolana! Zdarzało się, że drapieżnik atakował żywca dosłownie o metr ode mnie. Często szczupak po pochwyceniu przynęty płynie w kierunku lądu, jakby chciał popełnić samobójstwo. Nocą raczej nie słychać, jak szczupaki atakują drobnicę. Przypuszczam, że nie biją wtedy ku powierzchni, lecz atakują równolegle względem dna. Nocą częściej niż za dnia czatują całkiem blisko siebie i wtedy z jednego stanowiska możemy ich złowić nawet kilka.

Wybierając się na nocne wędkowanie powinniśmy wybrać łowisko wcześniej i dokładnie je poznać. Więcej nawet: musimy zawczasu wiedzieć, gdzie będziemy umieszczać żywca i do jakiego punktu brzegu zawleczemy szamotającego się szczupaka. Wszelka improwizacja - np. przyjeżdżamy nocą nad odcinek kanału znany nam tylko z opowiadania kolegi - ma niewielkie szanse powodzenia. Warto też pamiętać, że wspaniałe stanowisko wędkarskie, gdzie tydzień wcześniej wypatrzyliśmy szczupaka, może już nie istnieć; woda spadła lub się znacznie podniosła, żwirowe wówczas dno zasypał piach, z nurtem napłynął potężny konar, w który wplącze się nasz zestaw.

Połów lepiej zacząć jeszcze przy świetle dziennym. Nawet tam, gdzie mógłbym łowić na dwa wędziska, nocą zabieram tylko jedno, bo mniej wtedy bałaganu. Za to staram się tak zaplanować całą wyprawę, żebym mógł spróbować szczęścia w kilku miejscach, byle niezbyt od siebie odległych. Takie przeprowadzki wymagają jednak bardzo dobrej znajomości terenu i obycia z ciemnością.

Prawdę mówiąc, technika nocnego łowienia na żywca różni się od dziennej dwoma zaledwie szczegółami. Na antenkę spławika zakładamy świetlik, zwykle ten mniejszy (w handlu są dostępne dwa rozmiary), o długości 25 mm. Jeżeli będziemy łowić w wodzie płytkiej i nie zamierzamy rzucać zestawu na kilkadziesiąt metrów od brzegu, to blask świetlika może się okazać zbyt silny. Aby temu zaradzić, oklejam dolną część kapsułki czarną plastikową taśmą lub nawlekam na nią rurkę z igelitu. Kiedy po kilku godzinach świetlik słabnie, osłonę zdejmuję. Przyznaję, że nie wiem, czy świetlik płoszy ryby, ale ostrożność nie zawadzi.

Drugi szczegół to tzw. piloty na żyłce, rzadko używane i wielu wędkarzom nawet nieznane. Są to jakby dodatkowe spławiki umieszczone na żyłce powyżej spławika właściwego. W moich zestawach używam dwóch kuleczek z drzewa balsy, każda o wyporności jednego grama. Pierwszą mocuję pół metra od spławika, drugą nieco dalej. Dzięki pilotom linka nie tonie ani się nie plącze z przyponem. Taki zestaw jest nieco toporny i za dnia po to rozwiązanie nie sięgam, nocą jednak piloty ułatwiają wędkowanie.

Łowienie ze świetlikiem dostarcza wielu emocji. Po braniu dokładnie widać drogę, po jakiej zacięta ryba przeciąga spławik. Kula zielonego światła przemierza toń, zatrzymuje się, znowu rusza... Widok ten może co bardziej nerwowego wędkarza prowokować do przedwczesnego zacinania, warto więc zachować zimną krew. Błędem często popełnianym podczas nocnego wędkowania jest też złe oszacowanie wielkości holowanej ryby. Kiedy nie widzimy wędziska, to nie doceniamy wagi i siły walczącego z nami drapieżnika. A stąd już blisko do zerwania żyłki lub złamania szczytówki. Przydarzyło mi się kilkakrotnie, że zacięty szczupak pozwalał się ciągnąć do brzegu niczym mała rybka, aby nagle zawrócić i z wielką siłą pomknąć ku otwartej wodzie.

W nocy żywcem potrafią się zainteresować nie tylko szczupaki, ale także inne ryby. Gdy na pojedynczy haczyk i przypon z żyłki łowiłem kiełbie, trafiło mi się też przy okazji kilka przyzwoitych kleni i kilogramowych węgorzy, a nawet - zdziwiłem się wtedy - boleń. Nigdy natomiast, wbrew nadziejom, nie natknąłem się w trakcie tych nocnych wypraw ani na sandacza, ani na okonia. Chyba że to one właśnie były sprawcami brań, których nie zdołałem zakończyć udanym zacięciem.

Stefan M. Krakowski