Zdjęcie znad wody

ŁOWIENIE ODLEGŁOŚCIÓWKĄ W KANALE

Kanał, który posłuży nam za przykład, ma szerokość pięćdziesięciu metrów, jego średnia głębokość wynosi dwa metry. Na dnie leży kilkucentymetrowa warstwa mułu. Brzegi są wyłożone faszyną. Uciąg wody mały. Dominujące gatunki ryb: płocie, krąpie, leszcze, ukleje i bardzo dużo jazgarzy.

Do łowienia w kanale doskonale nadaje się odległościówka, bo większość ryb żyje tak daleko od brzegu, że trudno po nie sięgnąć nawet 13-metrową tyczką. Łowiąc odległościówką nie musimy więc ściągać ryb pod brzeg (co byłoby konieczne, gdybyśmy łowili zestawem skróconym), wystarczy je utrzymać w łowisku. Ważna jest więc zanęta, bo dzięki niej pozbędziemy się także jazgarzy, które podczas łowienia w kanałach są wielkim utrapieniem.
Baza takiej zanęty składa się z tartej bułki i płatków owsianych. Dodatkami są biszkopt miodowy i prażone siemię lniane. Zapach prażonego siemienia odstrasza jazgarze, ale przyciąga inne ryby, między innymi płocie. Siemię lniane ma jeszcze tę zaletę, że zawiera sporo tłuszczu, który będzie się uwalniał i rozrywał kule zanętowe.
W zanęcie kanałowej lepsza od kleju jest glina. Dokładniej – trzy jej rodzaje (można je kupić w sklepach). Glina kleista dobrze wiąże składniki zanęty. Dzięki temu kule się nie rozpadają, gdy się nimi strzela z procy. Glina rozpraszająca dobrze wchłania zapachy, a później je równomiernie oddaje. Glinka wiążąca dociąża zanętę, a także ją skleja.
Należy pamiętać, że nawet najlepsze składniki ryb nie przywabią, jeżeli leżące na dnie kule będą tak twarde, że zawarty w nich tłuszcz, w naszym przypadku siemię lniane, nie będzie w stanie ich rozerwać. Żeby uzyskać zanętę o właściwej konsystencji, trzeba jej składniki kilka razy przetrzeć przez sito. Po ostatnim przetarciu do zanęty dodaje się robaki: dżokersa i pinkę. Zanęty z robakami już się nie przeciera, trzeba ją tylko dobrze wymieszać, a potem lepić z niej kule.

Właściwe nawilżenie zanęty ułatwia klejenie kul, które powinny mieć taką spoistość, by się nie rozpadły w locie i po uderzeniu w powierzchnię, po wystrzeleniu z procy.


Do zanęcenia łowiska wystarczy dwadzieścia kul wielkości śliwki
. Należy je ugnieść na tyle mocno, żeby się nie rozpadły ani w czasie lotu, ani przy upadku na wodę. Mają się powoli rozpadać dopiero na dnie. Łatwo sprawdzić, czy tak rzeczywiście będzie się działo. Jedną kulkę wrzuca się pod nogi do płytkiej wody. Dopiero po kilku minutach powinna się zacząć rozpadać.
Lepimy tylko tyle kul, ile zamierzamy na jeden raz wrzucić do wody. Gdybyśmy ulepili ich więcej, na zapas, to by się po jakimś czasie rozpadły.

Najważniejszą częścią zestawu jest spławik. Ma być czuły i dobrze widoczny, bo będziemy łowić w odległości około trzydziestu metrów. Powinien też należycie sygnalizować brania. Te wymagania najlepiej spełnia wagler z własnym dociążeniem. Na nasze przykładowe łowisko dobry byłby wagler 6+1 g. Ten symbol oznacza, że spławik ma w korpusie sześciogramowy ciężarek, a do jego wyważenia potrzebne jest jednogramowe obciążenie. Odpowiednią ilość śrucin zaciska się na żyłce. Obciążenie może być skupione (jedna śrucina) lub rozłożone (kilka śrucin). Praktyka jest taka, że jeżeli ryby są przy kulach, stosuje się obciążenie skupione, a gdy są rozproszone i biorą również w toni - obciążenie rozłożone. Na przykład do łowienia z opadu mogą to być pięć śrucin każda po 0,20 g.

Przed dodaniem dżokersa do zanęty należy go posypać glinką rozpraszającą. Wtedy robaki nie będą się sklejać.

Gruntowanie musi być precyzyjne, żebyśmy dokładnie wiedzieli, na jakiej głębokości znajduje się przynęta. Zależnie od tego, czy będzie leżeć na dnie, czy nad nim pływać, spławik będzie inaczej reagował na brania. W kanale większość ryb pływa pośrodku, więc podczas gruntowania i nęcenia nie musimy trafiać w jakieś konkretne miejsce. Podczas pierwszych rzutów ustalamy, z jakiego stanowiska można się najlepiej zamachnąć i dokąd zestaw leci. W tym miejscu ustalamy grunt i później będziemy nęcić.
Na przeciwnym brzegu warto obrać sobie jakiś obiekt (kamień, krzak, słupek), który będzie wyznaczał kierunek rzutu. Kiedy po rzucie spławik znajdzie się w pożądanym miejscu, na żyłce robimy znak flamastrem. To będzie miara odległości rzutów.
Kiedy spławik jest już w łowisku na swoim miejscu, można już zacząć nęcić. Kulami zanętowymi strzela się z procy tak, żeby w niego trafić. Im mniejszy rozrzut, tym pewniejsza ryba. Ale kilka kul trzeba specjalnie rzucić na boki. Gdy bowiem dmuchnie wiatr, to zarzucany zestaw raczej będzie się mijać z właściwym celem, czyli zanęconym polem.

Zestaw należy zarzucać kilka metrów za zanęcone miejsce. Mniej to płoszy ryby, ale chodzi jeszcze o coś innego. Ten zapas wykorzystuje się przy zatapianiu żyłki. Żyłka powinna być zatopiona, bo wtedy wiatr jej nie wybrzusza i nie wyciąga zestawu z łowiska. Po zarzuceniu wkłada się zdecydowanym ruchem szczytówkę do wody i równocześnie wybiera żyłkę kołowrotkiem. Później już spokojnymi ruchami wykonujemy drobne korekty, żeby spławik znalazł się nad nęconym miejscem.
Zatapianie żyłki idzie tym łatwiej, im mniej tłuszczu jest na jej powierzchni. Dlatego przed każdym wędkowaniem żyłkę się odtłuszcza, to znaczy przeciąga przez gałganek nasączony płynem do mycia naczyń.

Zatapianie żyłki poprzez zanurzenie szczytówki.
Podczas silnego wiatru szczytówkę cały czas należy trzymać pod powierzchnią.


Wiosną najpewniejszymi przynętami są ochotki i pinka, ale przy pierwszym rzucie lepiej założyć na haczyk ochotkę. Dopiero po jakimś czasie, gdy się okaże, że brania są pewne, można przejść na pinki, same lub w postaci kanapek. Pinki mają tę zaletę, że nie spadają z haczyka, choć wymachy odległościówką są solidne. Natomiast z ochotką są kłopoty, bo się łatwo z haczyka zrywa.
 
Kiedy ryby biorą dobrze, nie ma o czym mówić, ich żarłoczność przykrywa wszystkie mankamenty: źle zbudowany zestaw, wadliwe jego wyważenie, niecelne rzuty. Kiedy jednak biorą kiepsko, wszystkiemu trzeba się przyjrzeć.
Jeżeli brania były, ale zaczynają gasnąć, trzeba lekko ruszyć zestawem. Po przeciągnięciu spławika, a więc także przynęty, brania powinny wrócić. Kiedy zamarły brania przy kulach zanętowych, należy przerzucić zestaw kilka metrów w bok. Z jakiegoś powodu ryby odsunęły się od zanęconego miejsca, ale nadal są w pobliżu. Najczęściej dzieje się to w drugiej godzinie wędkowania. Być może w łowisko wpłynął drapieżnik albo kilka leszczy, które szybko sobie radzą z niewielką ilością wrzuconej zanęty. Brania ustały, więc zanęcam po raz drugi. Ponownie lepię dwadzieścia kulek i strzelam nimi w łowisko.

Budując zestaw kanałowy użyliśmy waglera 6+1, który na dole korpusu miał pierścienie. Jest to ruchome wyważenie. W każdej chwili można jakąś jego część odjąć. W naszym przykładzie ryby brały na tyle słabo, że spławik był wyważony czterema śrucinami każda po 0,20 g. Gdyby ryby żerowały dobrze i tylko przy dnie, zamiast czterech śrucin należałoby zacisnąć na żyłce tylko jedną, ale cztery razy cięższą, to znaczy jednogramową. Takim zaestawem łatwiej się zarzuca, a spławik lepiej brania sygnalizuje. Przy żerowaniu bardzo intensywnym odejmuje się ze spławika jeden lub kilka krążków i dokłada tyle samo ołowiu (wagowo) w postaci śrucin. Wtedy zestaw szybko się stabilizuje, przynęta natychmiast dociera do dna i brania są bardzo dynamiczne.

Zanęta na kanł
1,0 kg   tartej bułki
0,5 kg   płatków owsianych
2,0 kg   gliny Argile Humide firmy Sensas
2,0 kg   gliny rozpraszającej
1,0 kg   gliny wiążącej
0,5 kg   mielonego i prażonego siemienia
1,0 kg   biszkoptu miodowego
0,25 l.   pinki
0,50 l.   dżokersa


Tomasz Majcher
Wrocław