CAŁOROCZNA MIEJSCÓWKA

obrazekTym, co decyduje o właściwościach mojego łowiska, jest zmieniający się charakter jego dna. Począwszy od brzegu aż do głębokości 11 m  występuje tam gruba warstwa mułu. Ten kilkusetmetrowy odcinek ciągnie  się  do wzniesienia, gdzie zaczyna się dno żwirowate.

obrazek

Odebrałem sporo telefonów z podziękowaniami za artykuł “Fajne miejsca” . Przypomnę, że była w nim mowa o tym, gdzie można  złowić życiowe leszcze. Okazało się też, że znaleźć takie miejsca  wcale nie jest bardzo trudno. Opowiadał mi przez telefon pewien wędkarz, że od dawna w różnych częściach swojego jeziora widział, jak na powierzchni wody pokazują się wielkie bąble. Jednak wędki nigdy w tym miejscu nie zarzucał, bo wiedział,  że jest tam 17 m głębokości i sądził, że  tak głęboko ryby nie schodzą. “Wszędzie trąbią – mówił mi - to znaczy w książkach i artykułach wędkarskich piszą, że na takich głębokościach jest już tylko siarkowodór. Myślałem więc, że   to  właśnie on robi te bąble na powierzchni. Tymczasem, kiedy się zdecydowałem spróbować, to zacząłem tam łowić ryby, o jakich do tej pory czytałem tylko w “Paradzie rekordów”.

Bardzo dziękuję za te informacje i proponuję nadal pływać po jeziorze i szukać kolejnych świetnych łowisk. W tamtym artykule były  szkice i opisy czterech  takich miejsc, gdzie “latem i jesienią zawsze są ryby”. Dziś będzie mowa tylko o jednym moim łowisku,  ale za to takim, gdzie rozmaite ryby można łowić przez cały rok. Proszę tylko pamiętać, że każdy rok jest inny i co roku inna jest pogoda, która zmienia całoroczny cykl życia ryb w jeziorze.  Zatem i miejsca, które dotąd były pewniakami, teraz mogą się okazać  bezrybne.

Tym, co decyduje o właściwościach mojego łowiska, jest zmieniający się charakter jego dna. Począwszy od brzegu aż do głębokości 11 m  występuje tam gruba warstwa mułu. Ten kilkusetmetrowy odcinek ciągnie  się  do wzniesienia, gdzie zaczyna się dno żwirowate. Leszcze, i to przeważnie duże, zaczynają go penetrować od razu po tarle. Żerują tu aż do jesieni (bliżej wzniesienia także płocie). Przez cały czerwiec i lipiec spławiają się  w takich ilościach, że nie da się tego  opisać. Lecz żeby łowić  skutecznie, trzeba je długo nęcić. Dość łatwym łupem wędkarza będą sztuki ważące do kilograma. Są  niezbyt duże,  ale za to w ciągu dnia można ich złowić kilkadziesiąt.  A gdy jeszcze do tego sypnę łubinem, to i płoci nie da się policzyć na sztuki, tylko na wagę.

Na samym szczycie wzniesienia, które jest ogromną płaszczyzną o powierzchni kilkuset metrów, dno jest bardzo twarde, żwirowate. Tu, na głębokości  7 - 8 m,  w ciągu lata (łącznie z wrześniem) leszczy i płoci jest tak dużo, że aż trudno uwierzyć. Gdy przypływam tu pierwszy raz w sezonie, wrzucam do wody wiadro zanęty. Po kilkunastu minutach zaczynają brać półkilówki,  po godzinie już kilówki. Jesienią zimna woda wygania stąd leszcze, ale  zostają  płocie, a do nich dołączają okonie i szczupaki.  I trwa to przez całą zimę.

obrazek

Kiedy spływam niżej, na 10 m, to  pode mną jest warstwa białego lub szarego iłu. Jest on na tyle miękki, że ciężarek kotwiczący łódź trudno z niego wyrwać. Tu nadal biorą leszcze. Płoci jest jakby więcej niż poprzednio, ale wszystko to osiemnastki i dwudziestki. Gdy jednak zejdę na 12 m, to w drugim – trzecim dniu nęcenia płocie znikają stąd na amen, bo aż do jesieni leszcze już ich do koryta nie dopuszczą. Za to od połowy września leszcze są w toni coraz częściej atakowane przez szczupacze matki. Nie wiem,  ile one ważą,  ale małe nie są, skoro rozstaw ran zadanych  kilowym leszczom wynosi  kilkanaście centymetrów. Przez zimę okonie i szczupaki stąd nie odchodzą.

Od 14 m w głąb latem łowię leszcze i z dna, i z toni, a jesienią i zimą znad dna. Okonie i wielkie szczupaki zostają  do wiosny.

Tam, gdzie dno pokrywa żwir i ił, jest dużo ślimaczków w małych białych muszelkach. Podobnie jest też niżej, gdzie leży cienka warstwa mułu, a pod nią znowu ił. Lecz tu już częściej spotykałem małże i to chyba młode, bo do racicznic nie  były podobne. A jest tu tego ogrom. Gdy jeszcze niżej ciężkim metalowym wiadrem z dziurkami zagarnąłem muł zmieszany z gruboziarnistym  żwirem, znalazłem w nim bardzo dużo ślimaczków w okrągłych muszelkach o średnicy około centymetra. Te muszelki były ciemnoszare, czyli całkiem inne niż te na żwirze i na ile, ale też trochę większe. Jak i ryby, które tu łowię.

Ryby doskonale wiedzą, czego tu szukać. Dlatego są  przez cały rok, a moja zanęta ściąga zapachem całe ichstada.

Bogdan Barton