DLACZEGO TA, A NIE INNA ZANĘTA?

obrazekZimą na lodzie wędkarz ma dostęp do każdego zakamarka, w którym mogą przebywać ryby. Nawet kilkadziesiąt płoci złowić teraz łatwiej niż w innych porach roku. Ale nie oszukujmy się, potrafią to tylko nieliczni. Sekret tkwi w wyborze i sposobie podania zanęty.


obrazek

Pod lodem nawet najedzone ryby pchają się w słup zanęty tak samo chętnie i licznie jak robiły to latem. Do drobnej zanęty, która nie ma ich nasycić, lecz długo przytrzymywać w łowisku, jako pierwsze zawsze ciągną ryby mające kilkanaście centymetrów długości. Powszechne jest przekonanie, że zimą należy nęcić bardzo oszczędnie, ale to błąd. Zanim nam spławik zasygnalizuje branie, tam pod lodem po pierwszej porcji zanęty nie będzie już nawet zapachu. Po kolejnych porcjach, jeżeli wrzucimy je w krótkich odstępach czasu, być może kilka wymiarowych ryb zdąży wyprzedzić drobnicę i przy okazji łyknąć haczyk z przynętą. Ale na tych kilku płotkach się skończy. Tak się stanie bez względu na głębokość, na jakiej będziemy łowić: blisko trzcin czy na kilkumetrowych spadach. Kilkunastocentymetrowe płotki zawsze pierwsze dobiorą się do naszej zanęty.

Bardzo łatwo to sprawdzić. Wystarczy wykuć przerębel na takiej głębokości, żeby przez otwór (trzeba go zasłonić rękami) było widać dno. Gdy wrzucimy kulę, to zobaczymy, że w ciągu kilkudziesięciu sekund zjawi się tam mnóstwo drobnych ryb, a zanęta szybko zniknie. W głębszym łowisku drobnych ryb będzie na początku jeszcze więcej, bo tam są one mniej płochliwe i pewniej podchodzą do zanęty.

Dlaczego wędkarze, którzy sypią do przerębla płatki owsiane prosto z torebki, w krótkim czasie łowią dużo ładnych płoci? Żeby się tego dowiedzieć, zróbmy kolejną próbę. Teraz do płytkiego przerębla sypiemy garść luźnych płatków, które powoli opadają. Do każdego płatka pcha się po kilka płoteczek i żadna nie może sobie z nimi poradzić, bo są dla nich za duże. Większość płatków opada na dno, a że wciąż ich przybywa, to i zamieszanie robi się coraz większe.

Porządek w tym rozgardiaszu zaprowadzają wreszcie wyrośnięte płocie, którym wystarcza otworzyć pyszczek, żeby połknąć cały pojedynczy płatek. Dla nich jest to głębokość nietypowa. Przypłynęły tu z ciekawości. Zwabiło je zamieszanie wywołane przez drobnicę, która się teraz rozpierzchła. Natomiast starszyzny jest coraz więcej, bo płatki nie przestają opadać. To dlatego w przeręblu wędkarza, który nęci płatkami, często nie widać wody, tylko sterczący w zanęcie spławik. Ale za to dookoła przerębla leży dużo pięknych płoci.

---Jak więc i czym nęcić, żeby nałowić płoci nawet wtedy, gdy wybieramy się na lód tylko raz na tydzień? Wcale nie muszą to być płatki owsiane. Tę zanętę zostawmy specjalistom, bo ich i tak nie przeskoczymy. Może się bowiem zdarzyć, że pod lodem trafimy na wodny prąd, a wtedy szybko się pożegnamy i z zanętą, i z rybami. Fachowcy od płatków dobrze znają swoje przeręble i nie popełniają takiego błędu.

---Wielu wędkarzy lubi samemu przygotowywać zanętę. Mnie doświadczenie mówi, że gdy chcę mieć ryby, muszę zanętę umieścić bezpośrednio na dnie. Ma ona też być pachnąca, wabiąca i smaczna. Wtedy ryby nie odpływają, dopóki się nie najedzą, a zanim się najedzą, swoim zachowaniem zwabią kolejne głodne ryby itd. Ale żeby tak było, to na dnie zanęty nie może zabraknąć.

---Na jedną wyprawę na lód przygotowuję pół kilo kaszy jęczmiennej zaparzonej w dość dużej ilości wody. Kasza, gdy ostygnie, powinna być miękka, ale nie może się kleić. Przesypuję ją do wiaderka i dodaję dwie garście kaszy kukurydzianej, garść gotowanego pęczaku, pół puszki kukurydzy (razem z wodą), garść mączki rybnej i nieco kolendry. Wszystko mieszam, a jeżeli jest za rzadkie, dosypuję płatków owsianych, ale nie za dużo. Dla wędkarza zapach tej zanęty nie jest może przyjemny, ale ryby wiedzą lepiej, czego im potrzeba.

Na początek wrzucam trzy kule wielkości pięści. Zawsze też kuję trzy przeręble w pobliżu tego, z którego mam najwięcej brań. Kilkugodzinny spacer od jednego do drugiego daje mi wiele płoci.

Bogdan Barton