GŁOWACICA PO MONGOLSKU

We wrześniu zeszłego roku wyjechałem na trzytygodniową wyprawę do Mongolii. Tajmienie łowiliśmy w niewielkiej rzece Chulut (czytaj czulut), dopływie Selengi. Przez sześć i pół dnia spędzonych nad rzeką złowiliśmy około 50 tajmieni, największy miał 124 cm i ważył 16 kg. Oto garść praktycznych informacji dla osób, które też byłyby taką wyprawą zainteresowane.


obrazek


Wędkarska wyprawa do Mongolii wymaga zdrowia, dobrej kondycji fizycznej i towarzystwa ludzi, na których można w potrzebie polegać. Najlepiej znaleźć (np. poprzez internet) doświadczonego organizatora, który zna miejscowe warunki i zwyczaje, zaplanuje wyprawę, zatroszczy się na miejscu o noclegi, wyżywienie, w miarę możności sprzęt turystyczny, transport i sprawdzonych przewodników. Na własną rękę lepiej wyprawy nie podejmować.

obrazek

Ciepły sezon trwa tam od czerwca do połowy września. Na wiosnę woda w rzekach bywa wysoka, co utrudnia łowienie i przeprawy. Jesienią temperatury w górach spadają znacznie poniżej zera. Bardzo dobry jest sierpień, kiedy tajmienie polują na wycierające się strzeble. Jednak zmorą lata są komary i meszki.

Podróż samolotem w obie strony (lotnisko w Ułan Bator) to koszt około 550 dolarów. Kolej transsyberyjska jest o połowę tańsza, ale jedzie się przeszło tydzień. W promieniu co najmniej stu kilometrów od stolicy wody są przełowione. Na tajmienie trzeba się wybrać daleko na północ lub na zachód kraju. Z ogromnych ryb słynie zwłaszcza Selenga i Szyszchid, obie rzeki płyną kilkaset kilometrów na północ od Ułan Bator.

obrazek

Choć dróg praktycznie nie ma, do większości osad można niedrogo dojechać autobusami, a dalej konno. Prościej i wygodniej jest wynająć w stolicy przewodnika z terenowym UAZ-em. Kosztuje to od 15 do 30 dolarów za dobę. O cenę wszelkich usług warto się targować.

 Zezwolenia na połów tajmieni można wykupić w stolicy lub na miejscu u zarządców (opiekunów) poszczególnych rzek. Na niektórych łowiskach trzeba z góry zapłacić za każdego złowionego tajmienia. Cena dochodzi nawet do 100 USD. Teoretycznie obowiązuje waluta miejscowa, ale przyjęcia dolarów nikt nie odmówi. Koniecznie trzeba zabrać pieniądze o niskich nominałach. Podróżowanie jest bezpieczne, bo Mongołowie to naród gościnny i przyjaźnie nastawiony do turystów. Wszędzie można się swobodnie porozumieć po rosyjsku.

Problemem jest ograniczenie bagażu lotniczego do 25 kg. Oprócz wyposażenia wędkarskiego, aparatu fotograficznego i rzeczy osobistych trzeba zabrać sprzęt biwakowy, śpiwory, namioty i -  niezależnie od pory roku - ciepłe ubrania. W żywność i podstawową odzież można się zaopatrzyć na miejscu. Nie można też zapomnieć o apteczce.

obrazek

W zestawie wędkarskim powinny się znaleźć spodnie gumowe lub neoprenowe, co najmniej dwa bardzo solidne wędziska i kołowrotki, żyłka 0,40 - 0,50 mm lub odpowiednio mocna plecionka i duży zapas przynęt. Zabieramy woblery pływające, zarówno pracujące pod samą powierzchnią, jak i nurkujące na kilka metrów, wielkość od 12 do 20 cm. Za dnia sprawdzały się przede wszystkim woblery złociste. W krystalicznie czystej wodzie przynęty ciemne zwykle były skuteczniejsze od jasnych. Koniecznym uzupełnieniem zwykłych przynęt były oklejone futerkiem tzw. myszy, do połowów nocnych. Do kupienia na miejscu. W woblerach najlepiej zawczasu usunąć  wszystkie kotwice i kółka łącznikowe i na ich miejsce założyć morskie, o kilkakrotnie większej wytrzymałości.

Za dnia tajmienie najchętniej biły w woblery prowadzone wolno i głęboko w poprzek rzeki. Zazwyczaj atakowały bardzo delikatnie. Dlatego zacinałem na każdy sygnał brania. Najwięcej dużych tajmieni złowiliśmy nocą na płytko prowadzone woblery i „myszy”. Skuteczność „myszy” bierze się stąd, że tajmienie często polują na drobne gryzonie przepływające przez rzeki. Nocą uderzenia były zawsze bardzo energiczne.

Tadeusz Ćwik
obrazekSyberyjskie głowacice (tajmienie) prawie niczym nie różnią się od swych dunajskich krewniaków. Są tylko trochę intensywniej ubarwione i mają większą płetwę ogonową. Są też smuklejsze, za to nieporównanie silniejsze i bardziej waleczne. Mają podobne obyczaje. Im mniejsza rzeka, tym chętniej skupiają się tam, gdzie  najgłębiej. W Chulucie łowiłem je w takich samych miejscach  jak w Dunajcu: w głębokich dołach wymytych pod urwistą skałą, na podmytych zakrętach, w klasycznych „baniach” z wlewem, obszernym dołem i rozległą płanią czy wreszcie w głębokich rynnach i za głazami pośrodku nurtu.