Z GUMĄ NA DRAPIEŻNIKI

obrazekPrzynęt plastikowych nie wymyślono po to, żeby zastępowały przynęty żywe. Wydają one drgania inne, bardziej różnorodne niż żywa rybka lub pełzający po dnie robak. Dlatego przynęty plastikowe wabią drapieżnika lepiej od naturalnych.

Zanim przystąpimy do łowienia, musimy przynętę skompletować. Ta prosta czynność, polegająca na uzbrojeniu jiga dekoracją, staje się problemem, kiedy w pierwszych chwilach wędkowania ryby nie chcą brać. Wówczas większość wędkarzy szuka lepszej, ich zdaniem, przynęty i podejmuje rozmaite próby:


--- zmienia kolor wabika,
--- zmienia sam wabik (np. twistera zastępuje ripperem),
--- zmienia jego rozmiar, dokłada dodatkową dekorację (np. szalik).

Kiedy to wszystko nie pomaga, zmienia łowisko, a dopiero na samym końcu decyduje się na zmianę techniki prowadzenia przynęty. Doświadczony spiningista po pierwszych niepowodzeniach od tego by właśnie zaczął. Stosując rozmaite techniki można się przekonać, czy ryby w ogóle w łowisku są i jak tego dnia żerują. To jest rzecz najważniejsza.

obrazek

Przynęta zaczyna wabić ryby, gdy tylko zetknie się z powierzchnią wody, i od tego momentu wszystko powinno się odbywać pod kontrolą wędkarza. Kiedy przynęta opada na napiętej żyłce, brania są wyraźnie wyczuwalne; kiedy opada swobodnie, wędkarz musi się wpatrywać w miejsce, w którym żyłka styka się z powierzchnią wody. Żyłka, a wraz z nią przynęta, zatapia się w tempie równomiernym. Każde jego zaburzenie może oznaczać, że ryba właśnie bierze. Przez cały czas, gdy przynęta tonie, należy odliczać: sto dwadzieścia jeden, sto dwadzieścia dwa, sto dwadzieścia trzy itd. Każdej wypowiedzianej liczbie odpowiada jedna sekunda. Pozwala to ocenić głębokość łowiska, a jeżeli podczas opadu nastąpi branie - precyzyjnie ustalić, w jakiej warstwie wody ryby żerują.

W opadzie najczęściej biorą okonie i sandacze. Jest to bardzo ciekawy sposób łowienia. Wprawdzie trzeba się przy nim trochę natrudzić, ale brania są pewne i istnieje duże prawdopodobieństwo, że złowione sztuki będą bardzo ładne. Brania z opadu dowodzą, że ryby żerują aktywnie i nie przepuszczają żadnej ewentualnej zdobyczy. Nie trzeba ich więc „przekonywać” (prowokować) do brania, wystarczy podać im przynętę, która nie wzbudzi nieufności.

Jeżeli więc zauważyliśmy, że żyłka zachowała się nienaturalnie, ale do samozacięcia nie doszło, to zaraz rzućmy w to samo miejsce jeszcze raz, ale jigiem trochę lżejszym. To pierwsza rzecz, którą należy zrobić: odchudzić przynętę, żeby opadała wolniej. Powinna to robić z szybkością, z jaką tonie zabita uklejka. Od tej reguły bywają oczywiście wyjątki, ale tu już trzeba się zdać na swoje doświadczenie i samemu rozstrzygnąć, czy sytuacja odpowiada normie, czy też od niej odbiega.

obrazek

Skuteczność łowienia w opadzie zależy głównie od doboru jiga. Tylko w pewnych okolicznościach trzeba jeszcze podszarpywać szczytówkę ruchami nadgarstka, ale generalnie wystarcza wyłącznie to, że przynęta tonie powoli i sama się rusza na tyle, na ile pozwala jej tworzywo, z którego została wykonana. Gdy natomiast łowimy przy dnie, dozwolone są wszystkie sposoby prowadzenia: od krótkich szarpnięć szczytówką do długich pociągnięć wędziskiem wykonywanych całym przedramieniem. Jest sześć podstawowych sposobów prowadzenia jiga, jednak mało który wędkarz dokładnie je stosuje. Trzeba przecież uwzględniać indywidualne przyzwyczajenia oraz możliwości sprzętu.

Istnieją dwie szkoły posługiwania się miękkimi przynętami. Jedna zaleca, by prowadzić je spokojnie i płynnie, a więc tak, by do złudzenia przypominały zachowanie się organizmów będących naturalnym pokarmem drapieżników. Z tą szkołą nierozerwalnie związane są wabiki upodobnione do natury: rybki, raki, robaki, a nawet myszy i krety. Zwolennicy drugiej szkoły twierdzą, że sztuczne przynęty wywołują silną falę hydroakustyczną i właśnie tym sposobem należy pobudzać ryby drapieżne do ataku. Ich zdaniem wygląd przynęty jest mało istotny. Stosują więc takie wabiki, które wytwarzają silną falę hydroakustyczną i mają prowokujące, niespotykane w naturze, kolory.

obrazek

Z obserwacji wędkarzy i analizy połowów wyraźnie widać, że mało kiedy obie metody są skuteczne jednocześnie. Raz brania są lepsze, kiedy się łowi spokojnie, innym razem, kiedy przynęta prowadzona jest agresywnie. Dowodzi to, że jednostronne podejście do spiningowania przynosi sukces połowiczny.

Jeszcze do niedawna nie można było podczas jednej wyprawy stosować różnych technik łowienia. Nie pozwalały na to wędziska, zbyt mało uniwersalne. Pół biedy przy połowach z łódki. Kilka różnych wędek można położyć przy burcie i nie sprawi to większego kłopotu. Gorzej, kiedy się wędruje brzegiem. Druga wędka to już utrapienie. Nowoczesne materiały, głównie włókna węglowe, sprawiły, że do tego samego wędziska pasuje kilka rodzajów przynęt. To otwiera przed spiningistami duże możliwości, co zresztą widać po liczbie łowionych ryb, wpisywanych następnie na listy wędkarskich rekordów.

Wiesław Dębicki