NA JAZIE

obrazekJazie lubią rzeki niezbyt szybkie, ale dzikie, z dużą ilością zanurzonych roślin i zatopionych drzew. Mniejszą uwagę przykładają do dna, może ono być zarówno piaszczyste, kamieniste, jak i muliste, ważne tylko, żeby woda była chłodna i dobrze natleniona.


obrazek

Zaraz po stopnieniu śniegów jazie grupują się w stada i wędrują na niezbyt odległe tarliska znajdujące się w górnych odcinkach rzek lub w niepozornych dopływach, a nawet rowach melioracyjnych. Podczas godów zadowalają się wodą mającą zaledwie 6 - 8 stopni. Ikrę składają najchętniej na piasku, żwirze lub kamieniach, ale obserwowano też tarło jazi na zalanych łąkach oraz pośród zeszłorocznych roślin.

Jazie to ryby wyjątkowo bojaźliwe i bardzo płochliwe. Większe ich ilości w zasadzie udaje się złowić tylko wczesną wiosną. Są wtedy mniej ostrożne, wędrują stadami złożonymi z setek osobników, a w okresie tarłowym, trwającym mniej więcej dwa - trzy tygodnie, bardzo intensywnie żerują. W wiosennej rzece nie znajdują jednak dostatecznej ilości pokarmu, więc łatwo je czymkolwiek zwabić, a potem na cokolwiek złowić. Bardzo skuteczną przynętą są larwy chruścików, białe i czerwone robaczki, kawałki rosówek. Na haczyk można też założyć gotowaną pszenicę, pęczak, kukurydzę, a przede wszystkim groch, ale te przynęty wymagają, by łowisko było przez kilka dni zanęcane.

obrazek

Na wiosenny połów jazi nie potrzeba zabierać kilogramów zanęty. Ryby rzucają się na jedzenie łapczywie, ale w zimnej wodzie szybko się nasycają i długo pokarm trawią. Żeby przyciągnąć stadko jazi, wystarczy co jakiś czas wrzucić do wody garść przynęty związanej odrobiną spożywczej zanęty. Kule wielkości pomarańczy należy obciążyć żwirem lub glinką i skleić. Wtedy prąd ich nie porwie, lecz będzie je powoli rozmywał. O skuteczności zanęty i przynęty decyduje nie tylko ich wygląd i wartości odżywcze, ale w dużej mierze zapach. Jazie lubią aromat wanilii, kolendry i anyżu. Niektórzy wędkarze, zwłaszcza starsi, roślinne przynęty gotują lub zaparzają razem z kłączem tataraku, który ma silną woń i lekko narkotyczne właściwości.

Jazie pobierają pokarm niesiony z prądem rzeki, najczęściej z dna. Dlatego najlepiej tam właśnie umieszczać przynętę. W wiosennej, wzburzonej rzece najskuteczniejszą metodą jest przystawka bez spławika i prosty zestaw: przelotowy ciężarek zablokowany od dołu niewielką ołowianą śruciną, poniżej przypon z haczykiem. Obciążenie, najlepiej w kształcie bombki z zatopionym krętlikiem, powinno być na tyle duże, żeby utrzymało przynętę nieruchomo na dnie. Gdy łowimy w nurcie, zakładamy przypon dość długi, 40-centymetrowy. Prąd wody go wyprostuje i napręży żyłkę, więc szczytówka szybko pokaże nam branie i będziemy mogli w porę zaciąć. W zakolach lub brzegowych wyrwach, gdzie woda się kręci i występują wsteczne prądy, lepiej dać przypon krótszy (15 - 20 cm). W takich bowiem miejscach żyłka może zostać skręcona i znaleźć się przy ciężarku, a wtedy przy długim przyponie niełatwo będzie dostrzec branie na czas.

Wędkę zarzucamy kilkanaście metrów na ukos z prądem. Czekamy aż zestaw spłynie w pobliże brzegu i naciągamy żyłkę, żeby nam pokazała, gdzie leży przynęta. Dopiero wtedy kładziemy wędzisko na widełkach, umieszczając szczytówkę nisko nad powierzchnią wody, a kiedy wieje silny wiatr, nawet lekko ją zanurzając.

obrazek

W łowisko wrzucamy garstkę zanęty i pozwalamy przynęcie jakiś czas poleżeć spokojnie w jednym miejscu. Kiedy nie ma brania, podciągamy wędkę pół metra do siebie. Odczekujemy kolejny kwadrans i, jeżeli znów nic się nie dzieje, ponownie przestawiamy wędkę. Tym sposobem, wydłużając lub skracając rzuty, możemy dokładnie przeszukać całe łowisko. Wiosną należy łowić aktywnie i w ciągu dnia odwiedzić co najmniej kilka miejsc, w których zapachnie nam rybami.

obrazek

Jazie uwielbiają miejsca trudno dostępne, na przykład bardzo chętnie trzymają się urwistych skarp, zwisających nad wodą gałęzi lub zatopionych drzew. Niekiedy, by do takiego łowiska dotrzeć, trzeba zarzucać wędkę pod prąd. Wtedy potrzebny będzie ciężarek nieco większy niż ten, jakiego używaliśmy łowiąc gruntówką tradycyjnie, czyli z prądem. Zestaw zarzucamy w górę od naszego stanowiska i kiedy ołów pewnie zakotwiczy się na dnie, szczytówkę układamy na podpórce w tę stronę, w którą spłynął przypon z przynętą. Takie ułożenie wędki powoduje, że biorący jaź nie od razu wyczuwa obciążenie (ryba po chwyceniu pokarmu płynie do przodu, a nie cofa się jak pies). Zarazem jednak ma dosyć czasu, by wypluć przynętę, kiedy ta zdobycz wyda mu się podejrzana. Od wędkarza wymaga to dużego skupienia i szybkiej ręki, bo branie jest mało zauważalne i objawia się zwykle jako nieznaczne poluzowanie żyłki. Mimo tych niedogodności metoda „pod prąd” jest bardzo skuteczna i pozwala łowić jazie wyjątkowo duże.

Zacięty jaź walczy dzielnie, muruje przy dnie, nurkuje, kiedy podciągniemy go pod powierzchnię. Robi przy tym dużo zamieszania, dlatego po wyjęciu jednego trzeba odczekać sporo czasu, zanim weźmie następny. Ale warto, bo wiosenny jaź to trofeum godne pozazdroszczenia, poza tym o innej porze roku złowić go trudno.

Robert Surmacz