MUCHA NA FALI

Łowienie tęczaków na sztuczną muchę w wodach stojących to zajęcie przyjemne, dobre przy tym na jesień, kiedy potoki mają okres ochronny, a wyprawa na lipienie trwa na ogół kilku dni. Wypad nad pobliski staw lub żwirownię zarybioną tęczakami zajmuje godziny i można tam nieźle potrenować.


















Woda stojąca wymaga nieco innego sprzętu niż rzeka. Odpowiednie, moim zdaniem, jest wędzisko o długości 3 m klasy 6 - 7, a najlepiej 7 - 8. Kiedy nie ma wiatru, to bez trudu możemy nim daleko zarzucać nawet linką nr 5. Im silniejszy wiatr, tym linka powinna być cięższa, a wędzisko mocniejsze. Na ogół zabieram nad wodę linki o najwyższej klasie AFTM spośród tych, do których dostosowane jest wędzisko.
Najczęściej stosuję linki typu WF, czyli na jednym końcu grubsze, bo można nimi daleko rzucać. Doskonale nadają się do łowienia z łodzi i odkrytych brzegów oraz podczas brodzenia - wszędzie tam, gdzie można swobodnie zarzucać stylem klasycznym. Przy łowieniu z brzegów zakrzaczonych lepsze są linki typu DT. Dobrze się nimi wykonuje rzuty rolowane (roll cast). Co do rodzajów linek, mogą się przydać chyba wszystkie, od pływających, przez wszelkie odmiany neutralnych, po wolno, szybko i bardzo szybko tonące. Mogą się też przydać linki kombinowane, np. pływające z tonącą końcówką. Wszystko zależy od tego, co wędkarz chce osiągnąć. Ja zabieram ze sobą linkę pływającą, neutralną, przezroczystą i wolno tonącą (o drugim lub trzecim stopniu tonięcia).
Jeżeli w zbiorniku mogę brodzić, biorę ze sobą neopreny. Stojąc w wodzie choćby tylko metr lub dwa od zakrzaczonego brzegu mam o wiele większą swobodę rzutów niż gdybym stał na samym brzegu. Przy brodzeniu wystarczy krótki muchowy podbierak, natomiast podczas łowienia z brzegu lub łodzi potrzebny jest podbierak z długim uchwytem.
Łowienie z łodzi otwiera przed muszkarzem jeszcze inne perspektywy. Można podpłynąć do ryb żerujących z dala od brzegów, przeczesać duży obszar wody, odpowiednio się ustawić i wygodnie zarzucać z wiatrem, no i nie trzeba się martwić o przestrzeń za plecami do odrzucania linki. Jednak nie z każdej łódki da się rzucać wygodnie i bezpiecznie. Łódź musi być stabilna i najlepiej na tyle duża, żeby wygodnie pomieścić wędkarza i wioślarza. Od biedy można sobie poradzić samemu, ale wtedy więcej uwagi i czasu zajmuje wiosłowanie niż sam połów. Ponieważ najczęściej łowi się w dryfie, na łodzi musi być dryfkotwa. Łowiąc z łodzi z drugą osobą pamiętajmy o podstawowej zasadzie bezpieczeństwa: musimy mieć założone czapki i okulary.
Sposobów łowienia na sztuczną muchę w wodach stojących jest bardzo dużo. Na tęczaki najczęściej stosuję ściąganie mokrych much i nimf płytko pod powierzchnią oraz łowienie na imitację ochotki.
Pierwszy z tych sposobów najlepiej sprawdza się wtedy, gdy ryby dobrze żerują i kiedy w łowisku są tęczaki z niedawnych zarybień. Prowadzę wtedy muchy tuż pod powierzchnią i stosuje przezroczystą linkę o neutralnej pływalności. Jeżeli ryby nie biorą tuż pod powierzchnią, to próbuję ich szukać nieco głębiej. Zakładam wtedy linkę wolno tonącą, która pozwala mi poprowadzić muchy pół metra - metr pod powierzchnią, a nawet głębiej. Przypon długości od 3,5 do 4,5 m tak łączę z linką, żeby nie powstało zgrubienie utykające w przelotkach. Końcówki przyponu wiążę z żyłki o grubości 0,20 mm, wyjątkowo 0,18 mm.
Podczas ściągania muszki cały czas zmieniam tempo, od bardzo szybkich długich pociągnięć z kilkusekundowymi zatrzymaniami do powolnego wybierania linki “w ósemki”, czyli układania jej w dłoni. Nigdy nie wiadomo, które tempo sprowokuje tęczaki do ataku. Na koniec każdego rzutu wyciągam skoczka do powierzchni i wędziskiem przeciągam go po szerokim łuku. To taka sztuczka na pstrąga odprowadzającego przynętę.
Oczywiście potrzebne są nam jeszcze skuteczne muchy. W grę wchodzą wszelkiego rodzaju mokre muchy i nimfy średniej wielkości. Przeważnie łowię muszkami o numerach od 8 do 14. Kiedy się łowi tęczaki świeżo wpuszczone, skuteczne bywają muchy nawet bardzo jaskrawe i kolorowe. Jeżeli jednak tęczaki zdążyły już zdziczeć, to łowniejsze są muszki mniej jaskrawe. Chyba najwięcej tęczaków złowiłem na stonowane, a nawet czarne mokre muchy z pojedynczymi jaskrawymi akcentami.
Kiedy mam kłopot z wyborem skutecznej przynęty, to na prowadzącą wiążę małą muchę o barwach stonowanych, a na skoczka dużą i bardzo jaskrawą, zwaną w muszkarskim slangu żarówą. Tęczaki sprowokowane jaskrawym skoczkiem bardzo się nim interesują, odprowadzają go, ale w podnieceniu atakują małą niepozorną muszkę wiodącą, którą by na pewno zignorowały, gdyby była sama na przyponie.
Łowienie na imitacje ochotki to inne rzemiosło, wymagające dużo cierpliwości i wytrwałości. Do pływającej linki z przyponem zakończonym żyłkami 0,16 - 0,18 wiążę imitacje larw ochotek nr 10 - 14. Zwykle zakładam dwie różne imitacje, np. krwistoczerwoną i zielonkawą albo miodową. Zestaw zarzucam jak najdalej i ściągam bardzo powoli. Ściągam to słowo użyte na wyrost. Wybieram linki w ósemkę, tzn. do dłoni, i to robię wolno, w zasadzie  ograniczam się do wybierania luzu. W tym czasie nimfy opadają na tyle, na ile im pozwala przypon. Tam, drgając i się kołysząc, wabią pstrągi do brania. Wyciągając muchy z wody przeciągam je po powierzchni tak samo, jak przy ściąganiu mokrych much i nimf pod powierzchnią. Bardzo żmudne jest takie łowienie, ale to chyba najlepszy sposób na stare tęczaki, które już niejedną muszkę widziały. Sięgam też do tego sposobu, kiedy ryby biorą bardzo słabo i gdy nie ma wiatru, a woda jest gładka jak lustro.
To nieprawda, że im dalej od brzegu, tym więcej i większych ryb można nałowić. Najwięcej pstrągów stawowych przebywa właśnie w strefie przybrzeżnej, bo tam jest najwięcej pożywienia. Przy brzegu żyją i roją się owady, w mule jest dużo ochotki, a na płyciznach i wśród podwodnych roślin pływa wylęg i narybek. Kiedy łowię z łodzi, też ustawiam ją w dryfie tak, żeby płynęła wzdłuż brzegu.
J eżeli na wodzie widać oczka żerujących pstrągów, to wybór łowiska jest oczywisty. W miarę możliwości staram się rzucić nieco dalej, żeby przeprowadzić muchy dokładnie przez miejsce, w którym pokazał się tęczak. Jeżeli żerowania nie widać, to zwykle wybieram brzeg nawietrzny, bo tam fale i nurt wody wymywają z dna więcej pożywienia niż gdzie indziej. Tam też jest na powierzchni najwięcej znoszonych przez wiatr owadów. Jeżeli pomiędzy falami zauważę klin spokojniejszej wody, gdzie gromadzi się piana i wszelkie niesione z wodą śmieci, to właśnie tam zarzucam wędkę w pierwszej kolejności.
Pstrągi lubią przebywać na przewężeniach, przy cyplach i wszelkich podwodnych przeszkodach. Dokładniej niż inne miejsca warto też obrzucać skraj zarośli. Moimi ulubionymi przybrzeżnymi łowiskami są krańce trzcinowisk, gdzie podwodne życie toczy się wyjątkowo bujnie.
Łowiąc z łódki przeczesuję te same miejsca przy brzegach nawet po kilka razy. W otwartej wodzie łowię rzadko i tylko wówczas, kiedy na powierzchni widzę wiele oczek. To się jednak zdarza niedługo po wpuszczeniu tęczaków. Podczas wiatru, kiedy oczkowania nie widać, muszki podaję tam, gdzie pomiędzy falami jest piana.
Łowienie jeziorowych tęczaków wcale nie jest zajęciem mało ambitnym. Wręcz przeciwnie, wędkowanie w wodach stojących bywa trudniejsze niż w rzekach. Pozwala na zastosowanie tylu wariantów i kombinacji, że ogarnięcie ich wymaga lat praktyki. Jeżeli właśnie nabraliście chęci na pierwszy w życiu wypad z muchówką na wodę stojącą, to otwiera się przed wami zupełnie nowa dziedzina muszkarstwa.
Łukasz Ostafin, Myślenice
notował Jarosław Kurek


W sprawie wykonywania sztucznych much tel. 0-605/23-48-40