Koniec historii wędkarstwa

Czy w XXI wieku zakończy się historia wędkarstwa, jak oczekuje tego prof. Eugene K. Balon, jeden z najwybitniejszych współczesnych ichtiologów? Nie jest on w tych pragnieniach odosobniony. Zakazu wędkarstwa żądają także radykalne organizacje obrońców praw zwierząt.

Na początku 2000 roku prof. Balon w czasopiśmie „Environmental Biology of Fishes" (Biologia środowiskowa ryb) opublikował artykuł krytykujący wędkarstwo. Już sam jego tytuł: „Broniąc ryby przed wędkarstwem: stary problem należy rozwiązać w nowym tysiącleciu” mógł wędkarzy zaniepokoić. I zaniepokoił, bo zareagowały na niego liczne zachodnie magazyny wędkarskie. Ataki na wędkarstwo nie ograniczają się jednak tylko do słów. W Wielkiej Brytanii w tym kierunku działa Królewskie Towarzystwo Zapobiegania Okrucieństwu wobec Zwierząt (RSPCA), a także Kampania na Rzecz Zakazu Wędkowania (CAA). W Stanach Zjednoczonych i Europie istnieje organizacja Ludzie dla Etycznego Traktowania Zwierząt (PETA), która podaje, że ma w swoich szeregach wiele sławnych osobistości, a jej budżet opiewa na miliony dolarów. Pod koniec zeszłej wiosny PETA zasłynęła ogłoszeniem w mediach kuriozalnej groźby. Zapowiedziała, że środkami chemicznymi czasowo uśpi ryby w zbiorniku zaporowym Lake Palestine w Teksasie i tym samym uniemożliwi rozegranie tam dużych zawodów wędkarskich. Z powodów technicznych spełnienie tej groźby było mało prawdopodobne, ale na wszelki wypadek wokół zbiornika postawiono uzbrojonych strażników leśnych. PETA rozpowszechnia również plakaty, na których widnieje pies z wbitym do pyska wielkim haczykiem. Obok jest napis: „Jeśli nie chciałbyś tego robić psu, dlaczego robisz to rybie?”.

Lista zarzutów, jakie stawiane są wędkarstwu, jest długa. Najpoważniejszy argument jest zaś taki, że wędkowanie to zajęcie niehumanitarne, bo ryby są zdolne do odczuwania bólu i cierpienia. Łowienie ich nie po to, by zdobyć pokarm, ale dla przyjemności i doznania mocnych wrażeń, jest nieetyczne i niegodne człowieka jako istoty kierującej się w swym postępowaniu moralnością. Jak można - pyta prof. Balon - być dumnym ze zwycięstwa nad organizmami, które ogromnie przewyższamy siłą rozumowania, do tego wykorzystując ich niepohamowaną wolę pozostania przy życiu? Czy ryby rzeczywiście czują ból? Przeciwnicy wędkarstwa uważają, że tak i że to twierdzenie wsparte jest dowodami naukowymi. Głównie powołują się na sfinansowany przez RSPCA raport Medway’a z roku 1980. Sporządziło go kilku naukowców pracujących pod kierownictwem lorda Medway’a, a dotyczy on nie tylko wędkarstwa, ale także myślistwa. Raport ten nie dostarczył jednak dowodów, że ryby czują ból, zawiera tylko pewne przesłanki, że tak być może. Jego autorzy skupili się bowiem na substancjach związanych z przenoszeniem bodźców bólowych, które odkryto u ssaków i ryb, a także na podobieństwie dróg nerwowych przewodzących te bodźce. Często przytaczany jest także raport Holendrów F. J. Verheijena i R. J. A. Buwalda z roku 1988 pt. „Czy ból i strach powoduje cierpienie u holowanego karpia?”. Ci z kolei obserwowali karpie chwytane na haczyk w akwariach i stawach, inne poddawali szokom elektrycznym, u jeszcze innych wywoływali strach umieszczając je w niewielkim zbiorniku. Opierając się na klasyfikacji natężenia bólu stosowanej w weterynarii (czyli dla ssaków) stwierdzili, że krótki hol ryby jest dla niej dyskomfortem łagodnym lub umiarkowanym. Złowienie ryby i szybkie jej wypuszczenie wpływa na nią tak samo, jak nieudany atak drapieżnika. Jednak hol trwający zbyt długo może przynieść ból i strach o większym natężeniu. Badacze ci zwracają uwagę, że u ryb stosowanych jako żywa przynęta przedłużana jest reakcja ucieczki, a to, razem z uszkodzeniami ciała, jest już dla nich ciężkim stresem. Z tych samych powodów (rany i przedłużona reakcja ucieczki) krytykują oni trzymanie złowionych ryb przez wiele godzin w siatkach. W tym przypadku stres zwiększają jeszcze trudności z oddychaniem.

Wyciągane przez tych badaczy wnioski nie muszą jednak być prawdziwe. Ich rozumowanie bowiem polega na porównywaniu reakcji ryb z reakcjami innych zwierząt, głównie ssaków, a tych z kolei z wrażeniami bólowymi występującymi u człowieka. Jednak dowody uzyskane z takich porównań często okazują się błędne. Analogia - tak wynika z zasad logiki - nigdy nie jest wystarczającym dowodem na cokolwiek. Mimo to na podstawie tego właśnie raportu w Holandii wprowadzono zakaz łowienia na żywca. Zupełnie przeciwny pogląd, w stosunku do wspomnianych raportów, wyraża neurobiolog prof. James D. Rose w czasopiśmie „in-Fisherman”. Na końcu artykułu poświęconego bólowi u ryb stwierdza on: „Nasza wiedza o procesach neurologicznych wskazuje, że ryby nie mogą odczuwać bólu ani cierpienia. Szamotanie się ryby, bez względu na to, czy jest ona schwytana w szpony przez rybołowa, pożerana żywcem przez niedźwiedzia czy też łowiona przez wędkarza, nie oznacza bólu”. Wniosek dosyć zaskakujący, warto się więc przyjrzeć, o jakich procesach ów naukowiec mówi. Ból przejawia się na dwa sposoby: jako czucie i jako emocja. Pierwszy daje organizmowi informację, że jego tkanki zostały uszkodzone, drugi zaś wywołuje cierpienie. Przykłady tej dwoistości znamy z życia. Gdy się uderzymy młotkiem w palec, przez krótką chwilę bólu nie czujemy, choć tuż po uderzeniu palec się gwałtownie cofnął. Wiadomo też, że ludzie, u których pewne rejony mózgu zostały uszkodzone, w ogóle nie reagują na bodźce bólowe docierające ze zranionych tkanek. Bodźce bólowe nie zawsze więc prowadzą do doznawania bólu, lub - inaczej mówiąc - odczuwanie bólu jest oddzielone od reakcji organizmu na zranienie. U ryb i ludzi (a także innych kręgowców) bodźce bólowe docierają do rdzenia kręgowego i części mózgu zwanej rdzeniem przedłużonym. Właśnie tam rodzi się reakcja organizmu na zranienie lub inne uszkodzenie ciała. U ludzi jednak świadomość wrażeń, emocji, a także bólu zależy od ogromnie rozwiniętych półkul mózgowych, gdzie powstaje przykry emocjonalny aspekt bólu. U ryb, w przeciwieństwie do człowieka, półkule mózgowe są bardzo małe, a kory nowej brak im zupełnie. Mózg ryby jest więc zbyt mało rozwinięty, by mogła ona doświadczać bólu. U człowieka reakcje na ból są zwykle związane z odczuwaniem bólu. W konsekwencji często sądzimy, że wszystkie zwierzęta doświadczają podobnego bólu. W rzeczywistości jest to prawdziwe tylko w odniesieniu do ssaków i ptaków, bo tylko te zwierzęta mają układ nerwowy podobny do ludzkiego. Reakcje ryb na bodźce bólowe są odruchami obronnymi, które nie muszą świadczyć o odczuwaniu bólu. Pojęcie „ból” powinno być używane tylko do nieprzyjemnego doświadczenia psychicznego. Naukowcy ominęli ten problem i zamiast bólu chętniej używają określenia nocycepcja, koncentrując się na reakcjach obronnych organizmu, a nie psychicznych przeżyciach. Obrońcy praw zwierząt wytaczają przeciwko wędkarstwu ciężkie działa i wygrywają. Przykładem jest wprowadzony w naszym kraju zakaz łowienia na żywca, co sugerował raport Medway’a. To ustępstwo jest jednak pomyłką, bo wynika z błędnego rozumienia słów ból, cierpienie i strach w odniesieniu do ryb. Wracając zaś do prof. Balona - do końca XXI wieku jeszcze daleko i wiele się jeszcze może zdarzyć. Jeżeli jednak w obecnym stuleciu wędkarstwo rzeczywiście miałoby zaniknąć, to powody będą zapewne zupełnie inne niż szlachetne, ale mylne wyobrażenia dzisiejszych obrońców zwierząt.


Mimo gęstego unerwienia rybiego pyska dolegliwości z powodu wbitego haczyka nie są zbyt duże. Ryba może już po kilku minutach wrócić do żerowania, jeśli jest tylko utrzymywana na luźnej żyłce. Ma to biologiczny sens. Ryby, szczególnie drapieżne, często chwytają kolczastą zdobycz, która powoduje znaczne rany w jamie gębowej.
30% złowionych na wędkę musky, bliskich krewniaków szczupaków, ginie krótko po wypuszczeniu. Złowienia i wypuszczenia podczas zawodów wędkarskich nie przeżywa nawet do 50% bassów.

Ryby giną nie tylko dlatego, że zostały pokłute, ale z tego powodu, że ich organizm został wycieńczony walką. Wiedząc o tym, nigdy nie popieraliśmy zasady „złów i wypuść” bo to jedynie stwarza pozory znajomości problemu i rzekomego etycznego postępowania, jak próbują ją czasem przedstawiać wędkarze. Hołdujemy zasadzie: ZŁÓW TYLE, ILE CI POTRZEBA

Waldemar Borys

Artykuł Waldemara Borysa ukazał się w „Wędkarzu Polskim” w marcu 2002 roku. O tamtego czasu jeszcze kilkakrotnie pisaliśmy na ten temat. Ot chociażby w kontekście wędkarstwa morskiego. Obowiązująca ustawa nazywa wędkowanie w morzu: „sportowym połowem ryb”. Powiedzieliśmy o tym, że w żadnym, nawet najbardziej dzikim zakątku świata, a głębokiej Syberii, w środku Afryki, w dżungli brazylijskiej, nikt tam nie zabija zwierząt dla sportu. Niedopuszczalne jest więc by w dwudziestym pierwszym wieku, w środku Europy, obowiązywały prawa określane takimi słowami. Tym bardziej, że inne polskie przepisy nazywają wędkowanie jak należy: amatorski połów ryb. Pisaliśmy również o pomysłach pt. „Olimpiada wędkarska”. Olimpiada i znęcanie się nad zwierzętami, komentować nie trzeba.