Z RADKIEM NA OKONIE – ODRA W OKOLICACH KRZESINA


obrazekRadosława Gałata ze Szczecina już mieliście okazję poznać. Pamiętacie go zapewne nie tylko ze zdjęć, ale również z zajmowanych miejsc na naszych Pucharach. Jego najwierniejszym uczniem jest syn Mariusz, który plasował się w czołówce zawodów, a na Spiningu Bugu w Okunince zajął drugie miejsce.


obrazek
Radek z synem Mariuszem.

Radek nie tylko synowi wiedzy swojej nie żałuje. Zagadnięty, każdemu dokładnie odpowiada na nurtujące go problemy. Wyjaśnia jaką przynętą łowi, a co najważniejsze dlaczego właśnie na taką przynętę. Pokazuje jak dochodzi do tego, że w danej chwili właśnie ta przynęta i taki sposób jej prowadzenia jest najodpowiedniejszy.

obrazek

Nie boi się odsłonić wieczka pudełka z przynętami... O tym pudełku można powiedzieć, że są w nim gumki przypominające zielone odcienie dyni i kolor ziemi. Ma też gumki w odcieniach fioletu.

Podczas łowienia rozmawiamy o samym wędkowaniu, ale na przerwie poświęconej pieczeniu kiełbasek, opowiada o swoich przygodach, już nie z rybami, a z ludźmi.

---Któregoś razu, na zawodach, nie uznano mu złowionych ryb i zawody zakończono nierozwiązanym  wynikiem bo przyniósł do wagi pięćdziesiąt okoni, a jako jedyny w ogóle złowił ryby.

---Innym razem, a to się zdarza najczęściej, ma kilkadziesiąt okoni, a spiningista, zajmujący drugie miejsce ma tych okoni, najwyżej, dziesięć. Dzisiaj już się do tego koledzy przyzwyczaili, ale nikt z nich nie łowi tak samo. Dla Radka okonie to gonitwa.  Rzut, czasami dwa rzuty w jedno miejsce i zmiana stanowiska. Gdy trafia na okonie takiemu miejscu poświęca uwagę i przynęty, których, na zawodach, potrafi urwać kilkadziesiąt.

---Było, że posądzili go, że łowi na robaki i przyszli sprawdzić. Widzieli, że koło niego leży sporo okoni gdy inni wcale ich nie łowili. To było bardzo ciekawe łowienie – opowiada Radek. Chodziłem po miejscach, w których musiały być okonie, a miałem, najwyżej, tylko lekkie trącenia w przynętę. Łowiłem na gumki założone na główkę 5g. Chociaż wielkość i waga przynęty idealnie odpowiadała warunkom łowiska okazało się że nie tego okonie po mnie oczekiwały. Gumkę zamieniłem na inną,  z dwoma ogonkami i po kilu rzutach, kiedy zorientowałem się, że okonie częściej w nią uderzają, zmieniałem główkę na coraz to lżejszą. Doszedłem do główki która ważyła 1 gram. W miejscach w których łowiłem był lekki prąd wody, a głębokość około półtora metra. Zestaw opadał nieskończenie długo, ale w każdym rzucie miałem okonia. Łowiłem siedząc, Znudziło mi się trzymanie kija w ręce więc po zarzuceniu brałem go między nogi. Zacinać nie musiałem, bo okonie brały gumkę bardzo głęboko. Siedzi, nic nie robi, znaczy łowi na robaka.

obrazek

---Jeżeli jesteś pewien miejsca, że są w nim okonie wypróbuj wszystkich możliwych sposobów. I druga sprawa z tym związana: jeżeli miałeś branie, nawet lekkie trącenie dotąd trzymaj się tego miejsca dopóki nie złowisz okonia. Bardzo delikatnie biorą małe okonie i średnie, które akuratnie słabo żerują. Ale to także sztuczka największych okoni.



---Radek łowi okonie na wklejankę, która ma już ponad dziesięć lat. Nie przeszkadza mu, że na świecie są już lepsze kije. W ten się włowił nie zamieni go na inny.

Stosuje wyłącznie żyłki, bywa, że 0,10 mm. Najczęściej jednak łowi czternastką i zawsze stosuje cienki 10 cm przypon wolframowy.

Na tym samym łowisku stosowałem plecionkę. Różnica w ilości złowionych ryb była kolosalna. Dziesięć do jednego. Kiedy zamieniłem plecionkę na żyłkę zmieniło się na 10 : 5, ale pozostać usiała, bo umiejętności nasze są różne. Chociaż nie mogłem się długo odnaleźć z żyłką bo nie wyczuwałem brań, tak jak na plecionce, od razu zauważyłem, że okonie biorą pewniej i nie trzeba ich do tego długo prowokować. Żyłka jest elastyczna i pierwszej fazy brania raczej się domyślałem, a tu już trzeba było zacinać. Radek powiedział mi, że to wyłącznie kwestia wprawy - „połowisz rok, dwa i zrozumiesz o co chodzi”.

---Teraz, na wyprawie  w rejon Krzesina, miałem okazję łowić z nimi przez dwa dni. Z Radkiem siedziałem na jego pontonie. Mariusz hasał wśród wysokich traw porastających brzegi nadodrzańskich starorzeczy. Patrzyłem, pytałem – książkę można napisać z dwudniowego spotkania. Okoni było bardzo dużo, wędkarzy również. To dobrze, bo mogliśmy się przyglądać jak łowią, jakiej wielkości są łowione okonie, a przede wszystkim ile ich łowią.

Małych, piętnastaków, było bardzo dużo. Żeby łowić większe co jakiś czas trzeba było zmienić miejsce kotwiczenia. Na nowym miejscu okonie mało kiedy brały podobnie.

obrazek 

---Po zmianie miejsca rzuć tą samą przynętą raz, najwyżej dwa razy. Jeżeli nie masz brań zmień   kolor gumki. Zmienia się kolor dna, słońce świeci z innej strony, okonie są inaczej ustawione...


---Za okoniami pływaj z jak najlżejszą kotwicą. Bo musisz ciągle zmieniać miejsca parkowania. Nawet się nie domyślasz jak układają się podwodne prądy, a ryby zawsze stoją głową pod prąd. Okonie biorą tylko takie przynęty, które im przypominają jak zachowuje się naturalny pokarm. Czasami, kiedy nie ma brań wystarczy przenieść się kilka metrów w bok i ze studni robi się świetne łowisko.


---Jeżeli okonie szarpią przynętę, jak to się mówi podskubują, najpierw zmień przynętę, na inny kolor, później na trochę mniejsza. Jeżeli dalej tylko skubią zmień sposób jej prowadzenia.


obrazek

---Przy zaniku brań nie pozostawaj długo w tym samym miejscu. Ławica się wyniosła. Szukaj jej.


---Okonie są tam gdzie mają pokarm. Czasami zerują przy dnie, za chwilę w toni, a mogą za moment ganiać rybki pod powierzchnią. Dlatego pod ręką musisz mieć gumkę, wobler i obrotówkę.


---Nieważne czy dzień jest słoneczny czy pochmurny, ale jak słońce lepiej przygrzeje lub w chmurach zrobi się jasna poświata szukaj okoni w cieniu pod liśćmi kapelonów, albo przy innej roślinności zanurzonej.


---Okonie są zawsze gdzie dno jest twarde, ale można je często spotkać nad dnem mulistym tyle, że tam są w toni.


J---eżeli prądy wody piszą na powierzchni ścieżkę możesz być pewien, że w jej okolicy są okonie. Ale ważna jest głębokość. Najwyżej półtora metra.

obrazek

---Dla mnie  inne ryby mogą nie istnieć. Łowię dużo sandaczy i szczupaków. Mam na rozkładzie sumy i klenie, ale takich ryb jak okonie, nie ma żadnych podobnych. To ryby ciągłych niespodzianek. Co chwilę biorą na coś innego. Teraz doskonała przynęta za chwilkę okazuje się klapą. Prowadzisz, skutecznie, przynętę skokami i nagle nie ma brań bo okonie reagują tylko na przynętę wleczoną. Zaskakujące jest jak reagują na wielkość gumek. Wystarczy, że jedna od drugiej różni się kilkoma milimetrami, tyle, że dla oka ludzkiego jest to niemal niezauważalne.

Im więcej niewiadomych w zachowaniu okoni tym bardziej ja muszę być swego pewien. Dlatego do minimum ograniczam ilość stosowanych przynęt i mam kilka stałych rzeczy. Kij, żyłka, a dokładniej jej średnica 0, 14 mm i ciężary główek od 1 do 5 gramów. Najczęściej łowię na głębokości do dwóch metrów dlatego to mi wystarcza.

WD