BEZMYŚLNY SZCZUPAK?


obrazekWiele podręczników wędkarskich utrzymuje, że szczupak atakuje tylko z zasadzki i gdy  chybi, to już nie ściga niedoszłej ofiary. Jest to obserwacja trafna, ale zarazem ona niepotrzebnie sugeruje, że  zachowaniem szczupaka rządzi automatyzm.

obrazek
Zdarzyło się to w londyńskim ogrodzie zoologicznym. W ogromnym akwarium stał wielki szczupak, ważył chyba z 10 kilogramów. Właściwie nie było to klasyczne akwarium, ale mały basen z jedną ścianą ze szkła, przez którą patrzyłem na szczupaka, a on  na mnie. Wtem wokół niego zawirowało stado wpuszczonych do wody płoci. Patrzę, płocie nerwowo badają cały zbiornik, kręcą się też wokół szczupaka i wygląda na to, że w ogóle  nie zwracają  na niego uwagi. Czekam - nic się nie dzieje. Po kwadransie znudziłem się i przeszedłem do innego pawilonu.
Po pewnym czasie wróciłem. Płocie nadal spokojnie pływały wokół szczupaka, prawie się o niego ocierały, on zaś zdawał  się drzemać. Dopiero po chwili dostrzegłem, że z pyska coś mu wystaje. Szybko to coś rozpoznałem. To był ogon płoci. I tu nasuwa się pytanie: Czy ryby wiedzą, że  szczupak to dla nich śmiertelne zagrożenie? Kiedy uciekają, a kiedy ignorują niebezpieczeństwo?
Od lat łowię szczupaki na żywca. Przeważnie na haczyk zakładam kiełbika. Zwykle bywa tak, że na kilka sekund przed pobiciem spławik drga, podskakuje na wodzie, odchodzi w bok i gwałtownie nurkuje. Można się domyśleć, że to kiełbik spostrzegł szczupaka i próbuje ucieczki. Ale równie często branie jest nagłe,  jakby kiełbik nie zauważył, co się święci. A może w takich przypadkach nie bał się szczupaka, bo chociaż widział go doskonale, to nie przeczuł ataku?
Wiele podręczników wędkarskich utrzymuje, że szczupak atakuje tylko z zasadzki i gdy  chybi, to już nie ściga niedoszłej ofiary. Jest to obserwacja trafna, ale zarazem ona niepotrzebnie sugeruje, że  zachowaniem szczupaka rządzi automatyzm. A przecież jest inaczej. Po pierwsze, drapieżnik ten potrafi płynąć za rybą nawet  kilkanaście metrów, zanim zaatakuje. Na pewno widział to każdy spiningista. Po drugie, szczupak często podkrada się do swej ofiary, zbliża się do niej bardzo powoli i obserwatorowi może się zdawać, że tylko przypadkowo dryfuje w kierunku beztroskiego stada płoci. Chociażby z tych dwóch względów powinniśmy uznać, że zachowanie szczupaka bywa złożone i że atakuje on zdobycz na  rozmaite sposoby.
Uważa się, że  szczupak jest rybą osiadłą, czyli z uporem trzyma się wybranego miejsca przynajmniej przez jedną porę roku,  np. jesień. Tak chyba dzieje się naprawdę, ale tylko wtedy, kiedy szczupak znajdzie bardzo dobre stanowisko. Natomiast wiele z nich kręci się - jak sądzę - po jeziorze lub rzece i stale szuka miejsc dogodnych do żerowania. Niegdyś regularnie, bo raz w tygodniu, odwiedzałem odcinek pewnej rzeki i zawsze przywoziłem z takiej wyprawy szczupaka ważącego ok. kilograma. Wszystkie te ryby - a było ich w sumie kilkanaście - łowiłem w tym samym zamyłku, za zwalonym do rzeki drzewkiem. Było tam względnie głęboko, po pas, a wokół ciągnęły się pełne kiełbi płycizny. Mechanizm mojego sukcesu widzę tak: na miejsce złowionego szczupaka przypływał - przez płycizny, gdzie wody było po kostki, a więc pewnie nocą - następny lokator i zajmował zwolnione stanowisko.
Wokół szczupaków narosło sporo kontrowersji i nieporozumień. Wielu wędkarzy sądzi, że szczupak jest bezmyślny, atakuje  żywca lub błystkę zawsze, kiedy poczuje głód. Może... Trafiłem kiedyś nad płytki i rozległy staw śródpolny, pełen moczarki i długich, nitkowatych glonów. Dojście tam było fatalne. Najpierw brnąłem przez sięgające wyżej kolan błocko, a potem przedzierałem się przez las trzcin. Kiedy wreszcie docierałem do wody, to się okazywało, że nie bardzo jest gdzie zarzucić wędkę, tak staw był zarośnięty. Nic więc dziwnego, że żaden wędkarz tutaj nie zaglądał, a ryby - karasie, liny, szczupaki - żyły sobie spokojnie od przyduchy do przyduchy. Wybrałem się nad ten staw z wędką i sadzykiem pełnym karasi. Z wielkim trudem i nadzieją dobrnąłem do wody tylko po to, żeby się przekonać, że wolne od moczarki oczka są za daleko, więc zestawem do nich nie dorzucę. Mieli rację miejscowi chłopi, łowić tu nie da rady. Ale... tuż pod nogami zalśnił mi kawałek wolnej od zarośli wody, nie większy niż metr na metr. Zaczepiłem na haczyk karasia i opuściłem tam zestaw. W sekundę miałem piękne branie. Wyciągnąłem przeszłokilogramowego szczupaka. Jeszcze raz postawiłem tam żywca i zaraz miałem następnego drapieżnika na haczyku...
Inne zdarzenie. Siedzę na wysokim brzegu starorzecza Warty. Jest wrzesień, woda płytka i przezroczysta, słońce ostre. Widzę, jak mój  kiełbik kręci się nad dnem i ciągnie spławik to w lewo, to w prawo. Powinienem zmienić łowisko, ale intryguje mnie ten niepokój żywca. Wpatruję się w wodę i wreszcie dostrzegam podłużny cień szczupaka! W pewnej chwili rusza on wolno do przodu, podpływa do rozpaczliwie miotającego się kiełbika - chwytam za wędzisko i zwalniam kabłąk kołowrotka - lecz nagle się zatrzymuje, potem odsuwa w bok i niknie mi z oczu. Wyciągam zestaw z wody, zakładam mniejszy spławik, przypon z dwudziestki,  pojedynczy haczyk i zarzucam ponownie.  Po chwili szczupak znów się pojawia, podpływa do kiełbia i zatrzymuje się niespełna metr od niego. Nic więc się nie dzieje. Kiełbik z uporem próbuje dotrzeć do dna, ale nie pozwala mu na to korkowy spławik, a szczupak tkwi w bezruchu. Mijają minuty. Nagle błyski w wodzie i żyłka zsuwa się ze szpuli. Wziął!
Opinia o bezmyślności szczupaków bierze się być może stąd, że faktycznie zdarzają im się napady niebywałej żarłoczności. Chwytają wtedy wszystko co się rusza i co mogą połknąć. Przytrafiało mi się wiele razy, że zerwany przy brzegu szczupak atakował przynętę zaraz po następnym rzucie. Tak zachowują się  szczupaki bardzo głodne. Łowiłem kiedyś z kolegą szczupaki w torfowisku. Atakowały żywca zaraz po każdym zarzuceniu, rzucały się nawet na nasze spławiki! Oczywiście były to szczupaki wielkości ołówka, tyle że z nieproporcjonalnie dużymi głowami. Wędkowaliśmy wtedy tak długo, dopóki starczyło nam żywców, a wyciągnięte głodomory przenosiliśmy do innego potorfowego stawu. Ale zdarzało mi się, że w przynętę bił bez opamiętania szczupak otoczony - widziałem to - gromadką małych rybek. Trudno to sobie wytłumaczyć.
Zaryzykuję i podzielę się jeszcze jednym spostrzeżeniem, chociaż nie chcę być posądzony o to, że przypisuję  rybom możliwości większe od tych, jakimi rzeczywiście dysponują. Otóż zauważyłem, że teraz szczupaki znacznie rzadziej niż przed laty atakują rybi drobiazg z impetem zmuszającym rybki do gromadnego wyskoku ponad wodę. Może jest mniej szczupaków i mniej drobnicy? Z pewnością tak, ale przecież bywam czasami nad rzekami i stawami jeszcze rybnymi,  a mimo to całymi dniami nie widzę jakże charakterystycznego niegdyś wachlarza rozpryskującej się drobnicy. Czyżby szczupaki zmądrzały i zaczęły przechodzić do konspiracji?